Archive for 2017

Są targi, jest plan, będzie Warszawa!


posted by Sardegna on

2 comments

Tak, tak. Dobrze widzicie. Jeżeli nic niespodziewanego się nie wydarzy (a swoją drogą nie może, bo bilety na pociąg już kupione), w sobotę pojawię się na Targach Książki w Warszawie. Pomysł wyjazdu zrodził się trochę spontanicznie, bowiem maj miałam zaplanowany dość skrupulatnie, stwierdziłam jednak, że jeśli targi mają zająć mi tylko jeden dzień, to jestem w stanie wygospodarować na nie czas. Tym oto sposobem będę w sobotę w Warszawie i mam na ten dzień zaplanowanych wiele targowych atrakcji.


Przejrzałam program na sobotę i znalazłam oczywiście bardzo wiele ciekawych punktów, które koniecznie muszę odwiedzić i spotkań autorskich, na których obowiązkowo muszę być. Jak zwykle zresztą wyszło na to, że powinnam zabrać ze sobą tonę książek do podpisu. W tym roku jednak, ze względu na ograniczone miejsce, wezmę ze sobą tylko te niezbędne egzemplarze, bez których tegoroczne warszawskie targi nie będą mogły się odbyć. 

Wychodzi więc na to, że spakuję tylko: "Zakładnika", Przemysława Borkowskiego, "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej oraz "Pustułkę" Katarzyny Bereniki Miszczuk.
Aż się nieswojo czuję z tak ograniczoną liczbą książek wiezionych z domu, ale tym razem będę dzielna i postawię raczej na zakupy targowe, niż na zbieranie autografów. 


Oczywiście po dokładnym przeanalizowaniu programu targowego, interesujących mnie wydarzeń jest znacznie więcej, niż trzy spotkania autorskie z powyższymi Autorami. Choćby planowany wywiad z Maxime Chattamem (książki nie biorę, bo wpis Autora już mam) i Charlotte Link (obawiam się tłumów w kolejce) - tam się wybieram. Jednak na 100% znajdziecie mnie na spotkaniach:

12:00 - 14:00 Przemysław Borkowski CZWARTA STRONA Miejsce: stoisko 96/D17
13:00 - 14:00 Justyna Kopińska ŚWIAT KSIĄŻKI Miejsce: stoisko 50/D10
14:30 - 16:00 Katarzyna Berenika Miszczuk GW FOKSAL Miejsce: stoisko 24/D4

A z kim z Was widzę się na targach? Czy planowane jest jakieś spotkanie blogerów? Warszawo, przybywam!

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - kwiecień


posted by Sardegna on

9 comments

Kwiecień minął mi pod hasłem przygotowań do wielkiej, rodzinnej uroczystości i skupieniu się na pracy (jak zwykle zresztą). W związku z tym, czytelniczo nie zaszalałam: przeczytałam tylko 5 książek i przesłuchałam 1 audiobooka. Z publikacją notek na blogu też było średnio, bowiem udało mi się stworzyć tylko 10 wpisów. Z wydarzeń kulturalnych, w kwietniu wzięłam udział w wymianie książkowej ŚBKów i spotkaniu podróżniczym Rafzefiber

Co do planów na maj, jest ich kilka i mam szczerą nadzieję, że uda się je zrealizować, choć jak widać, dzisiaj mijają już dwa tygodnie miesiąca, a ja nie przeczytałam jeszcze żadnej książki i dopiero teraz publikuję podsumowanie kwietnia. Głównym planem na maj jest mój jednodniowy udział w Warszawskich Targach Książki, w przyszłą sobotę 20.05. Decyzję o wyjeździe podjęłam trochę spontanicznie, ale mam nadzieję, że wszystko się uda. W doborowym towarzystwie i z minimalna ilością książek odwiedzę po raz drugi stolicę, ale o moich dokładnych, targowych planach napiszę jeszcze w osobnym poście. 


Drugim planem na najbliższy tydzień, jest udział w spotkaniach autorskich z tytułu Festiwalu Apostrof, które będą miały miejsce w Katowicach. Codziennie od poniedziałku do niedzieli, w siedmiu miastach w Polsce, w tym w Katowicach, odbywać się będą spotkania, rozmowy, koncerty i spektakle, a wszystko dla miłośników literatury. Oprócz Katowic, Apostrof odbywać się będzie także w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i Szczecinie. 

Jeśli chodzi o szczegółowy program Festiwalu, zapraszam na stronę organizatora. Ja skupię się tylko na spotkaniach katowickich, które odbywać się będą w Empiku w Silesia City Center.
Poniedziałek, 15.05
18:00 spotkanie z Ziemowitem Szczerkiem wokół książki „Międzymorze” 

Wtorek, 16.05 
18:00 spotkanie z Wojciechem Kuczokiem wokół książki „Czarna” 

Środa, 17.05 
18:00 spotkanie z Jakubem Żulczykiem wokół książki „Wzgórze psów” 

Czwartek, 18.05 
18:00 spotkanie z Magdaleną Witkiewicz wokół książki „Czereśnie zawsze muszą być dwie” 

Piątek, 19.05 
18:00 spotkanie z Grahamem Mastertonem wokół książki „Pogrzebani” 

Sobota, 20.05 
16:00 spotkanie z Michałem Rusinkiem wokół książki „Pypcie na języku”

Niedziela, 21.05 
16:00 spotkanie z Jakubem Ćwiekiem wokół książki „Grimm City. Bestie” 

Czyż to nie brzmi interesująco? Planuję przybyć na spotkanie z Magdą Witkiewicz, tym bardziej, że otrzymałam od Autorski taka oto niespodziankę:


"Czereśnie zawsze muszą być dwie"  to najnowsza powieść Magdy, która premierę miała zaledwie w zeszłym tygodniu. Będę mogła zatem na spotkaniu osobiście podziękować jej za ten prezent.

Co do innych nowości kwietniowych:


"Dziennik Cwaniaczka" Jeff Kinney
"Hate list" Jennifer Brown
"Dom nie z tej ziemi" Małgorzata Strękowska - Zaremba - od Naszej Księgarni
"Chemik" Stephanie Meyer - od Wydawnictwa Ederpresse
"Bajki, legendy i opowieści wierszem" - czyli pierwszy tom nowej kolekcji Cała Polska Czyta Dzieciom - zakup własny


"Trzeci znak" Yrsa Sigurðardóttir- kupiona na kiermaszu
"Chór zapomnianych głosów" Remigiusz Mróz - zakup własny
"Koniec samotności" Benedict Wells - od Muzy
"Zula i porwanie Kropka" Natasza Socha - od Naszej Księgarni
"Zakładnik" Przemysław Borkowski - od Czwartek Strony

I jeszcze rzutem na taśmę "Nela mała reporterka i skarby Karaibów" dla Dziewięciolatki:


Jako że maj przyniesie Targi Książki, mam wrażenie, że stos z nowościami majowymi będzie wyglądał już zupełnie inaczej. Ja się tym jednak w ogóle nie przejmuję, bo minimalizm to jednak nie moja działka. Pozdrawiam i do zobaczenia, być może już za tydzień w targowej stolicy!

Sardegna

"Eksplozje" Janusz L. Wiśniewski


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron:352
Moja ocena : 5/6 

"Eksplozje" Janusza Leona Wiśniewskiego to druga strona czytelniczego medalu, zwanego "Kulminacjami", czyli zbioru 8 opowiadań Autora z dołączonymi do nich historiami alternatywnymi, stworzonymi przez polskie pisarki. W powyższej książce sprawa ma się podobnie, z tym że na opowiadania pisarza odpowiadają panowie. 8 polskich autorów, twórców, którzy niekoniecznie kojarzą się z literatura kobiecą, pokazało się czytelnikom od zupełnie nowej strony.

O "Kulminacjach" pisałam dwa lata temu. Miałam nawet okazji porozmawiać na ich temat z Autorem przy okazji Krakowskich Targów Książki w 2015 roku. Fajnie się złożyło, że i o "Eksplozjach" będę mogła zamienić z panem Wiśniewskim kilka słów, bo w tym roku wybieram się na TK do stolicy.

Jestem wielką fanką prozy pana Wiśniewskiego i mam stosunek niemal bezkrytyczny do Jego opowiadań, ale co do powyższego zbioru mam jedno poważne zastrzeżenie: 8 opowiadań Autora jest identycznych z tymi, zawartymi w "Kulminacjach". W związku z tym książka była dla mnie tylko w połowie nowością (nie mam w sumie z tym większego problemu, co można zobaczyć po wysokiej ocenie), jednak osoby, które zaopatrzyły się w "Eksplozje" w oczekiwaniu na nowe zestawienie historii, mogą poczuć się bardzo rozczarowane, zwłaszcza jeżeli wcześniej czytali wersję kobiecą.

Jak zatem prezentują się męskie odpowiedzi na opowiadania Autora?


"Metronom" Daniela Odija pokazał alternatywną wersję historii "Arytmii", którą znam już prawie na pamięć. Nie powiem, podobała mi się ta druga opcja, zmieniła ona bowiem zupełnie moje postrzeganie bohaterów, którzy w wersji pana Wiśniewskiego są niemalże idealni. Oba opowiadania są zdecydowanie za krótkie, ale myślę, że na rozpoczęcie zbioru nadają się doskonale. 

"Syndrom przekleństwa Undine"/"Pilzner solipsysty" – opowiadanie z Matyldą, cierpiącą na schorzenie związane ze śmiertelnym bezdechem w roli głównej, miało już swoją nową odsłonę dzięki Magdzie Witkiewicz i "Kulminacjom". W przypadku Igora Brejdyganta, autora wersji alternatywnej, możemy obserwować tą historię z zupełnie nowej perspektywy. Kim jest ojciec bohaterki i czy chora córka ma dla niego w ogóle jakieś znaczenie? Męskie opowiadanie zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu.

"Anorexia nervosa"/"Jeden dzień w Sarajewie" – "Anorexia..." to jedno z moich ulubionych opowiadań pana Wiśniewskiego, w ogóle, dlatego mam wysokie wymagania, co do odpowiedzi na nie. W wersji żeńskiej pani Agnieszka Niezgoda zaproponowała kontynuację tragicznej historii bohaterki, która zmaga się ze śmiercią ukochanego. Autor "Jednego dnia...", Alek Rogoziński, również poszedł w tę stronę i postanowił pokazać czytelnikom, dalsze losy Marty. Powiem szczerze, czułam zgrzyt. Zakończenie jest w prawdzie świetne, ale rozwinięcie historii i humorystyczne wtrącenia w tą opowieść zupełnie mi już nie pasowały.

"Kochanek" Tomasza Jastruna to luźniejsza wariacja "Kochanki". Może nieco mniej dramatyczna i typowo męska, ale równie dobrze się ją czyta. Podobała mi się ta bardziej szorstka wersja opowieści życia w trójkącie.   

"Noc poślubna" podobnie, jak "Anorexia..." jest jednym z moich ulubionych opowiadań Autora. Pisałam już przy okazji "Kulminacji", że ta historia jest bardzo emocjonalna i dramatyczna. "Drugie samobójstwo Magdaleny" Ahsana Ridha Hassana miało pokazywać oblicze bohaterki w nowej odsłonie, w tym przypadku jednak, jakoś nie do końca poczułam klimat, choć może wynikało to z faktu, że trudno dorównać fabularnie opowiadaniu Wiśniewskiego i każda na niego odpowiedź, wypada przy nim słabiej.  

"Cykle zamknięte"/"Zła kobieta" A.J. Gabryela to kobieca perspektywa wydarzeń, opisanych w historii "Cykli...". W "Kulminacji" pani Izabela Sowa również pokazała, jak wygląda tęsknota kobiety za mężczyzną przebywającym na morzu, jednak opcja powyższa jest bardziej realistyczna, bardziej gorzka i przejmująca.

"Krew"/"Strzępy" Pawła Palińskiego to mój faworyt i najlepsze według mnie, opowiadanie w tym zbiorze. Podobnie zresztą było w przypadku wersji pani Wardy, która "Placem zabaw" odpowiedziała Autorowi w "Kulminacjach". Tyle jednak, że o ile Autorka poszła bardziej w kryminalną kontynuację, Paweł Paliński pokusił się o pokazanie sprawy z emocjonalnej strony. Poznajemy bliżej Joachima, syna bohaterki, oraz to, co mogło się wydarzyć "pomiędzy" początkiem, a zakończeniem "Krwi". Mocna historia, działająca na wyobraźnię.

"Menopauza"/"Zmarszczki wszechświata" – w tym przypadku, podobnie, jak w wersji kobiecej, poznamy dwie strony nieudanego, trwającego wiele lat, związku. I podobnie, jak wtedy, widzę celowość umieszczenia tych opowiadań na zakończenie zbioru, jednak ponownie nie wzbudzają one we mnie większych emocji.

Podsumowując wpis, opowiadania polskich pisarzy w "Eksplozjach" różnie przypadły mi do gustu. Odpowiedzi męskie na tle kobiecych wypadły bardzo podobnie, jednak uważam, że o wiele korzystniej byłoby, gdyby panowie mieli szansę zmierzenia się z nowymi historiami Janusza L. Wiśniewskiego, nie publikowanymi wcześniej w "Kulminacjach". Obie książki w komplecie stanowią bardzo fajny duet, ale wydaje mi się, że są one skierowane raczej do fanów prozy Autora, bo osoby, które po prostu miały chęć na opowiadania o miłości i zaopatrzyły się w te tytuły, mogą być rozczarowane.

Sardegna

"Tęsknota i przeznaczenie" Dina Štěrbová


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Stapis
Liczba stron: 268
Moja ocena : 5/6

Tak, jak pisałam przy okazji "Ataku rozpaczy" Artura Hajzera, moją trzecią lekturą wysokogórską, przeczytaną w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy, była "Tęsknota i przeznaczenie" Diny Štěrbovej. 

Autorka urodzona  w 1940 roku w Bratysławie, wspinaczka i sportsmenka, w ciągu swojego życiu wzięła udział w wielu międzynarodowych wyprawach na siedmio i ośmiotysięczniki (Pik Lenina, Pik Korżeniewskiej, Noszak, Manaslu, Elbrus, Gaszerbrum II), jako pierwsza kobieta w historii weszła też na Cho Oyo. Jako że większość swoich przejść udało się jej zrealizować w żeńskich  drużynach, jej znajomość kobiecego himalaizmu ma bardzo solidne podstawy.
Dina Štěrbová jest autorką kilku książek o górach, wydanych w Czechach, "Tęsknota i przeznaczenie" jest jednak pierwszą, wydaną w Polsce i stanowi prawdziwe kompendium wiedzy na ten temat żeńskiego himalaizmu.

Wiadomo, że wspinaczka wysokogórska jest raczej zdominowana przez mężczyzn, którym przypisuje się większą odwagę, wytrzymałość na trudne warunki panujące w górach oraz większą wydolność organizmu. Nie jest to jednak reguła, znamy bowiem wybitne himalaistki, które w niczym nie ustępowały mężczyznom w drodze na szczyt. O ile w dzisiejszych czasach równouprawnienie, związane z jednakowym wspinaniem kobiet i mężczyzn jest większe, to w latach 70 - 80-tych, a także wcześniej i na początku XX wieku, kobiety miały wielką trudność z dostaniem się do składu wypraw na siedmio i ośmiotysięczniki. Zdarzało się więc, że wspinaczki organizowały się w grupy i decydowały na samodzielne poprowadzenie wyprawy. Štěrbová sama uczestniczyła w takich ekspedycjach, między innymi kierowała wyprawą na Manaslu w latach 80 - tych, postanowiła więc podzielić się z szersza publicznością szczegółami takich żeńskich wypraw wysokogórskich.

"Tęsknota i przebaczenie" to nie tylko wspomnienia Diny Štěrbovej, ale przede wszystkim zbiór informacji na temat kobiecego himalaizmu. Autorka wykonała tytaniczna pracę, gromadząc szereg materiałów i zdjęć, dokumentujących te znane i mnie znane w środowisku, ekspedycje. Książka rozpoczyna się od podsumowania kondycji dawnego, żeńskiego himalaizmu z jego sytuacją obecną. /Kolejno, Autorka przechodzi do bardzo szczegółowego spisania historii zdobywania poszczególnych ośmiotysięczników. Każdy szczyt ma swoją historię, radość z sukcesów, ale i swoje dramaty, a poszczególne rozdziały kończą się mini podsumowaniem oraz zebraniem w tabelkę dat i nazwisk pierwszych zdobywczyń danej góry. W książce jest także spory akcent polski, związany oczywiście z działalnością naszej himalaistki, Wandy Rutkiewicz.

Muszę być szczera: książka nie jest łatwa. Nawet dla mnie, osoby, która generalnie uwielbia literaturę wysokogórską i czyta dość sporo na ten temat, była to bardzo wymagająca lektura. Nie chodzi mi oczywiście o tematykę, bo jest mi ona bardzo bliska, więc sama historia kobiet na ośmiotysięcznikach nie sprawiła mi większej trudności. Problemem okazała się forma i wydanie "Tęsknoty i przeznaczenia". Bardzo drobny druk, duża ilość litego tekstu na stronie, mało zdjęć (które, jak wiadomo, w książkach o takiej tematyce są bardzo istotne) powodowały, że lektura naprawdę była męcząca i strasznie się dłużyła. Przez to też przeczytanie tej książki zajęło mi bardzo dużo czasu, bo ponad trzy miesiące. Nie byłam bowiem w stanie na raz, ogarnąć większej ilości tekstu. 

Z drugiej jednak strony, nie jest to książka akcji. Bardziej przypomina swoją formą mini encyklopedię i dzięki temu, stanowi naprawdę świetne źródło informacji. Nie nadaje się więc do czytania na czas i na szybko.

"Tęsknotę i przeznaczenie" polecam osobom zainteresowanym tematem. Może ona okazać się wartościową pozycją w ich biblioteczce, ale muszę zaznaczyć, że czytelnikom, którzy szukają emocji w książkach wysokogórskich, ta propozycja może nie przypaść do gustu. Dla mnie książka okazała się ważna i na pewno będę do niej zerkała, zwłaszcza w poszukiwaniu konkretnych informacji, na przykład w celu porównania wypraw Wandy Rutkiewicz, opisanej z perspektywy kobiecej, z męską.

Jeśli jesteście zainteresowani książkami z zakresu literatury wysokogórskiej, zapraszam na stronę wydawnictwa Stapis, a na moim blogu do poczytania o:

"Spod zamarzniętych powiek" Adam Bielecki
"Atak rozpaczy"Artur Hajzer
"Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beata Sabała - Zielińska w rozmowie z Ewą Berbeką
 "Naga Góra" Reinhold Messner
 "Kukuczka" Dariusz Kortko , Marcin Pietraszewski
"Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do zdobycia"
"magisterkowalski.blog" Tomasz Kowalski, Agnieszka Korpal
"Broad Peak. Niebo i piekło" Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński
 "Długi film o miłości" Jacek Hugo - Bader
"Mordercza góra" Pat Falvey, Pemba Gyalje


Sardegna

"Zakładnik" Przemysław Borkowski


posted by Sardegna on , , , ,

3 comments


 Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 455
Moja ocena : 6/6

W ubiegłą środę, w Czwartej Stronie, miała miejsce premiera książki "Zakładnik", autorstwa Przemysława Borkowskiego. Autor jest nową postacią w wydawnictwie, ale pewnie większość czytelników kojarzyć go będzie z Kabaretu Moralnego Niepokoju, którego jest członkiem. Szczerze powiem, że umknął mi ten fakt, bo nie doczytałam tej informacji przed lekturą "Zakładnika". Powiem więcej, zdawało mi się, że Autor jest zupełnym debiutantem i powyższa powieść jest jego pierwszą. To wszystko nie ma to jednak większego znaczenia w obliczu faktu, iż jego nowa książka jest bardzo dobrym kryminałem.

 W kwietniu czytanie nie szło mi najlepiej. Pozaczynałam kilka tytułów, ale żadnego ostatecznie nie skończyłam. "Nie mam co czytać" - mówiłam do męża wczoraj. "Potrzebuję czegoś, co mnie wciągnie. Zobaczę, o czym jest ten nowy "Zakładnik" od Czwartej Strony". I w ten oto sposób dzisiaj dzielę się z Wami moją opinią.

Powieść należy do gatunku tych, po które sięgam, żeby zobaczyć o czym są i budzę się dwie godziny później, będąc już w ich połowie. Szukałam czegoś, co mnie pochłonie i dobrze trafiłam, bo historia pana Borkowskiego nie daje odłożyć się na półkę.

Fabuła kręci się wokół tragicznych wydarzeń, rozgrywających się na żywo w telewizji śniadaniowej. Podczas nagrywania programu, na antenę wkracza uzbrojony mężczyzna, terroryzuje pracowników stacji i gości zaproszonych, po czym wygłasza dziwne oświadczenie do kamery, strzela do jednego z zakładników i popełnia samobójstwo. Cała Polska żyje tymi tragicznymi wydarzeniami, zastanawiając się, kim był szaleniec, i czego tak naprawdę oczekiwał, skoro nie wysnuł żadnych konkretnych żądań.

Świadkowie tragedii, Zygmunt Rozłucki, psycholog, zaproszony do programu jako gość specjalny oraz dociekliwa dziennikarka Karolina Janczewska, postanawiają współpracować i za wszelką cenę dowiedzieć się, kim był zabójca, i co skłoniło go do tak radykalnego kroku. Każdy z nich ma inny cel w rozwiązaniu tej sprawy. Rozłucki próbuje uporać się z wyrzutami sumienia po samobójczej śmierci siostry, a Janczewska widzi dla siebie szansę, w uzyskaniu materiału na świetny reportaż.

Psycholog i dziennikarka tworzą niezwykle zgrany duet domorosłych detektywów, i o dziwo, docierają do wielu ciekawych informacji, o wiele szybciej niż policja zajmująca się tą sprawą. Przede wszystkim wychodzi na to, że zabójca był zwyczajnym facetem, dobrze sytuowanym ojcem rodziny, nie miał więc powodu dopuścić się takiego czynu. Okazuje się też, że prawdziwe przyczyny zamachu w telewizji mają swoje podłoże w wydarzeniach z przeszłości. Niektóre sekrety przez lata były bardzo głęboko ukryte. Czy Rozłuckiemu i Janczewskiej uda się je odgrzebać? Czy będą umieli złożyć tajemniczą układankę z przed lat, w jedną całość?

Powiem Wam, że "Zakładnika" czyta się genialnie. Tak, jak pisałam na początku, główny motyw powieści, tajemnica, chęć odkrycia, kim był morderca i dlaczego dopuścił się zbrodni, są tak wciągające, że czytelnik musi, po prostu musi, czytać dalej, przewijając koleje strony książki. Kolejnym pozytywem jest idealnym zakończenie. Czasami w kryminalnej opowieści wszystko jest na dobrym poziomie, a kiedy dochodzi do zakończenia, coś kuleje. Na szczęście nie w tym przypadku. "Zakładnik" jest napisany na wysokim poziomie, spójny, bohaterowie są ciekawi (zwłaszcza Zygmunt Rozłucki, a z tego co się zorientowałam, będzie on bohaterem kolejnej powieści pana Borkowskiego). Nic dodać, nic ująć. Takie historie lubię najbardziej. Polecam więc "Zakładnika" z czystym sumieniem, i to nie tylko na majówkę.

Sardegna

Jak uczciłam Światowy Dzień Książki?


posted by Sardegna on

2 comments

Tegoroczny Światowy Dzień Książki nadszedł zupełnie niespodziewanie. Przy wszystkich obowiązkach, które spadły na mnie w kwietniu, zupełnie zapomniałam o tym książkowym święcie. Nie przygotowałam wcześniej żadnego wpisu tematycznego. Nie zrobiłam jakiś spektakularnych zakupów w księgarni internetowej, z wielkim rabatem, ale dzięki ŚBKom choć częściowo udało mi się uczcić ten dzień i spędzić go w towarzystwie książek. 


W sobotę 22 kwietnia nasza grupa została zaproszona do WOMu, czyli ośrodka metodycznego dla nauczycieli w Katowicach do zorganizowania wymiany książkowej, przy okazji Festiwalu Edukacji, który odbywa się tam corocznie. Krążąc między stoiskami wydawców podręczników oraz wracając ze szkoleń tematycznych, można było na naszym stoisku zaopatrzyć się w nowe tytuły i wymienić je na swoje, przeczytane już książki.



Nasza wymiana cieszyła się sporym powodzeniem. Kilkanaście osób przybyło do WOMu specjalnie dla naszych książek. Bardzo nam z tego powodu miło! Dzięki wymianie udało mi się także poznać osobiście znajomą, do tej pory tylko wirtualnie, blogerkę matkę_wkurzającą. Uwielbiam takie momenty, kiedy dzięki blogowaniu mam możliwość poznawania ciekawych ludzi i to nie tylko przez Internet! 

W sumie wymieniliśmy 152 książki, z czego 94 to nowe egzemplarze, wydane po roku 2009, 49 książek z roczników 2000 -2008 oraz 9 książek młodzieżowych. Ja również wymieniłem sobie kilka pozycji, dzięki temu i dla mnie ten dzień okazał się wyjątkowo udany i obfity w nowe tytuły:

Poniższe stosy pokazują, co udało mi się zdobyć:


"Okularnik", "Pochłaniacz" i "Lampiony" Katarzyny Bondy


"Aleja samobójców" Marek Krajewski i Mariusz Czubaj
"Fartowny pech" Olga  Rudnicka
"Władca liczb" Marek Krajewski
"Siódme życie markiza de Sade"Jacques Ravenne


"Desperacja" Stephen King 
"I nie wódź nas na pokuszenie" Claus Cornelius Fischer
"Czytelniczka znakomita" Alan Bennett  
"Skazana" Hannah Kent

"Auto da " Elias Canetti

Na wymianie nie skończyło się jednak moje książkowe świętowanie. Tego samego dnia wieczorem, w mikołowskiej MBP odbywał się Rajzefiber, czyli festiwal wzbogacony prelekcjami znanych w całej Polsce podróżników. Swoje wystąpienie mieli: Andrzej Budnik, Mieczysław Bieniek (Hajer), Ryszard Pawłowski, Monika Witkowska oraz Tomek Michniewicz.

Dla mnie najbardziej interesującym spotkaniem było oczywiście to z Ryszardem Pawłowskim, himalaistą, zdobywcą 10 z 14 ośmiotysięczników. Jego prelekcja i prezentacja zdjęć oraz krótkich filmików zakończyła się pytaniami publiczności. Jako że miałam już okazję spotkać się osobiście z Ryszardem Pawłowskim przy wrześniowej promocji książki "Kukuczka" w Katowicach, i wtedy udało mi się zamienić z nim parę słów i poprosić o wpis do książki, nie czekałam na koniec spotkania. Niestety nie udało mi się też zrobić zdjęcia, które dobrze zobrazowałoby wydarzenie. Musi więc wystarczyć takie:



Tegoroczny Dzień Książki spędziłam pod znakiem książek i podróży. Może nieco skromniej, niż w roku ubiegłym, kiedy to byłam na dwóch spotkaniach autorskich. Co się jednak odwlecze ... w maju w Katowicach szykuje się Apostrof, czyli wielkie książkowe wydarzenie, na które się wybieram, i o którym napiszę w najbliższym czasie. Życzę wam udanej i zaczytanej majówki! Pozdrawiam serdecznie!

Sardegna

"Atak rozpaczy" Artur Hajzer


posted by Sardegna on , , , , , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Annapurna
Liczba stron:  256
Moja ocena : 4/6

Mam fazę na literaturę wysokogórską. Jako że sprawia mi ona wyjątkowa przyjemność, w ostatnim czasie przeczytałam aż trzy książki o tej tematyce. Pierwsza to "Spod zamarzniętych powiek" Adama Bieleckiego, druga to "Tęsknota i przeznaczenie" Diny Štěrbovej (o której napiszę w najbliższym czasie), a trzecią jest właśnie powyższy "Atak rozpaczy" Artura Hajzera. 

Jest to książka pochodząca z mojej własnej biblioteczki, dlatego zaliczam ją do tegorocznego, dobrze zapowiadającego się, wyzwania Z półki (9/?). Wymieniłam ją kiedyś przy okazji jednej z wymian książkowych ŚBKów i oczywiście odłożyłam na później, na lepsze czasy. Kiedy jednak przeczytałam dwie wyżej wymienione książki, postanowiłam, że idę za ciosem i nie wychodzę z tematu gór. Poza tym, ciekawiły mnie wydarzenia z perspektywy Artura Hajzera, człowieka, który stał się niejako łącznikiem między starszym pokoleniem himalaistów, a młodymi, lodowymi wojownikami.


Hajzer w młodości wspinał się z prawdziwymi legendami polskiego himalaizmu: z Jerzym Kukuczką (pierwsze zdobycie  Manaslu, pierwsze zimowe wejście na Annapurnę) z Wandą Rutkiewicz (zdobycie Sziszapangmy), z Krzysztofem Wielickim czy Wojciechem Kurtyką. Wspiął się także na Dhaulagiri, Nangę Parbat. Natomiast z Adamem Bieleckim w 2011 zdobył Makalu. Był więc bez dwóch zdań postacią łączącą oba światy: dawnego i współczesnego himalaizmu. Dla starszych kolegów był młokosem, wchodzącym dopiero w świat gór wysokich, dla młodych natomiast był już doświadczonym wspinaczem, mogli więc dla siebie czerpać z jego doświadczeń. To dla dzielenia się pasją i wiedzą, Artur Hajzer wskrzesił program Polskiego Himalaizmu Zimowego, który miał na celu zaangażowanie młodych wspinaczy w akcje na ośmiotysięcznikach.

Sporo informacji znalazłam o Hajzerze w książce "Kukuczka". Wzmianki na jego temat są także we wspomnianej przez mnie "Tęsknocie i przeznaczeniu" (w kontekście zimowego zdobywania ośmiotysięczników przez Wandę Rutkiewicz) oraz "Spod zamarzniętych powiek", chciałam więc skonfrontować, jak te historie wyglądały z jego perspektywy, i w jaki sposób "łącznik" pomiędzy starymi a młodymi himalaistami, opisał swoją historię.

Artur Hajzer był człowiekiem związanym ze Śląskiem. Choć urodził się Zielonej Górze, ostatnie lata swojego życia spędził w moim rodzinnym mieście. Odpadł od ściany Gaszerbrum w roku 2013, tuż po tragedii na Broad Peaku, którą przyjął bardzo osobiście, bowiem akcja zimowego wejścia na BP była pod szyldem PHZ.  

Pierwsze wydanie "Ataku rozpaczy" pojawiło się w latach 90-tych. Egzemplarz, który czytałam jest natomiast wydaniem drugim, pochodzącym z roku 2012, wzbogaconym o przedmowę Autora i jak sam on zaznaczył, nie ma w nim większych zmian treści. Hajzer opisuje swe początki we wspinaniu, współpracę ze "starą gwardią" himalaizmu, która miała swój rozkwit w latach 80 - tych XX wieku, swoje pierwsze sukcesy i porażki.

Powiem szczerze, że z wszystkich wysokogórskich historii, jakie czytałam, ta podobała mi się najmniej. Nie chodzi mi absolutnie o tematykę czy fakt, że dotyczy starego pokolenia himalaistów, bo o tamtej bogatej epoce, czytam z równie wielką chęcią, co o wydarzeniach współczesnych. Zarzuty mam raczej do samej formy książki i sposobu prowadzenia opowieści. Od razu widać, że Artur Hajzer nie miał wsparcia dziennikarskiego, w pisaniu tej książki, dlatego też niektóre fragmenty opowieści są chaotyczne, trochę toporne, nie mają takiej płynności i plastyczności, jak to miało miejsce w przypadku "Kukuczki" czy "Spod zamarzniętych powiek"

Drugim takim aspektem może być fakt, że książka nie ma konkretnych rozdziałów, tylko jest podzielona na fragmenty. Jednak ten podział jest bardzo chaotyczny, i w sumie tylko nagłówek, informacja na górze każdej strony, mówi, czego dotyczy dana część. Jedna historia wejścia na ośmiotysięcznik jest przeplatana różnymi innymi rzeczami. Przykład? Opowieść o zdobywaniu Lhotse w 1985 poprzecinana jest historią o Alpach, pochodząca z roku 1984, a także zimowym zdobywaniu Kangchenjunga na przełomie 85/86 roku. Podobnie sytuacja wygląda przy okazji opisywania Mansalu. Tutaj Autor wtrącił techniczne opisy wspinaczki i swoje osobiste dygresje. Ja to wszystko rozumiem. To "pomieszanie" miało zapewne spowodować, żeby czytelnik się nie znudził, a historie były urozmaicone, ale powiem szczerze wprowadziło to tylko niepotrzebny chaos i mętlik w głowie.

Nie do końca mi się to podobało. Wydarzenia mieszały mi się, nie mogłam ułożyć ich w jakiś sposób chronologiczny i połączyć z tym, co już wiem. Wydawało mi się, że wydarzenia opisane z perspektywy Hajzera uzupełnią mi fakty, o których już czytałam, czułam się jednak tak, jakby poznawała zupełnie nowe historie.
 
"Atak rozpaczy" jest wzbogacony zdjęciami himalaisty z jego prywatnego archiwum. Książka jest ładnie wydana i myślę, że miłośnikom literatury wysokogórskiej, mimo pewnych mankamentów, i tak sprawi wielką radość.

Artur Hajzer był człowiekiem wyjątkowym, wielką postacią polskiego himalaizmu, człowiekiem, który wskrzesił PHZ, a dzięki jego programowi wielu współczesnymi wspinaczom udało się zaistnieć. Bardzo młodo odpadł od ściany Gasherbrum. Mógłby jeszcze przez wiele lat swoim doświadczeniem wspierać młode pokolenie lodowych wojowników i wziąć udział w niejednej wyprawie. Wiem, że na koncie Artura Hajzera jest jeszcze kilka książek o górach. Na pewno sięgnę po nie, jeśli tylko będę miała okazję.

Sardegna

Relacja ze spotkania promocyjnego książki "Spod zamarzniętych powiek" Adama Bieleckiego


posted by Sardegna on , , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 384
Moja ocena : 6/6

Kto czyta Książki Sardegny, ten wie, że literatura wysokogórska jest jedną z moich ukochanych. Czytałam wiele relacji z udanych wypraw, a także tych, które skończyły się tragicznie. Sięgałam po książki, które były zupełnie pozbawione emocji i okazywały się bardziej spisaniem suchych faktów i dat, niż żywą opowieścią. Czytałam górskie historie pełne pasji, nasycone energią, pięknie opisujące poczucie zwycięstwa, czy też gorycz porażki i smutku po dramatycznej wyprawie. Sięgałam po książki o wybitnych himalaistach, i ich dokonaniach, zapoznawałam się z bezpośrednimi relacjami wydarzeń, a także z pracą dziennikarską na ten temat. Jednak żadna z tych książek (a większość z nich oceniłam na 6/6) nie podobała mi się tak bardzo, jak powyższa. 

Książka Adama Bieleckiego i dziennikarza Dominika Szczepańskiego "Spod zamarzniętych powiek" podobała mi się tak naturalnie i zwyczajnie, ale historia życia i dokonań śląskiego himalaisty, który wzbudza w ludziach tak skrajne emocje, nie mogła być po prost przeciętna.

Bielecki to wspinacz pochodzący z Tychów, który na swoim koncie ma wiele sukcesów, między innymi pierwsze zimowe zdobycie Broad Peak i Gasherbrum, ale także wejście na K2, Makalu oraz bardzo wiele innych, spektakularnych górskich osiągnięć. Jak sam mówi, wspina się od 20 lat, a swą przygodę z górami rozpoczął w wieku lat 13. 

Adam Bielecki swoją osobą wzbudza w ludziach skrajne emocje. Niektórzy zachwycają się jego osiągnięciami, a sam himalaista staje się dla nich inspiracją i postacią godną naśladowania. Inni natomiast strasznie krytykują jego postawę, uważając za nieuczciwego i skupionego tylko na sobie wspinacza, nie przestrzegającego zasad współpracy i nie biorącego odpowiedzialności za kolegów w górach. Te skrajne opinie mają oczywiście związek z tragicznymi wydarzeniami z 2013 roku, które rozegrały się podczas pierwszego zimowego zdobywania Broad Peaku. Z czterech himalaistów, dwóch zginęło w czasie zejścia, a jako że Adam Bielecki i Artur Małek szczęśliwie zakończyli wyprawę, to ich obarczono winą za śmierć kolegów. 

Powiem szczerze, że mnie również udzieliła się ta opinia mass mediów i miałam mieszane uczucia, w stosunku do osoby Adama Bieleckiego. Nie będę szczegółowo wyrażała tutaj swojej opinii na ten temat, trudno jest mi bowiem wysnuwać sądy pod adresem osób będących w sytuacji, w której ja nigdy nie miałam okazji się znaleźć. Na szczęście mogłam swoje zdanie zweryfikować bezpośrednio, na spotkaniu autorskim z himalaistą, które miało miejsce 4 marca w Tyskiej Galerii Sportu. 

Spotkanie miało wielki rozmach i miło mnie to zaskoczyło, bo wydawało się, że w Tychach takie książkowe wydarzenie będzie raczej miało charakter kameralny. Na miejscu przekonałam się jednak, że to błąd, bo cała sala konferencyjna wypełniona jest do ostatniego miejsca a ludzie siadają na podłodze. Być może miało to związek z faktem, że Adam Bielecki pochodzi z Tychów, więc i na spotkanie przybyła rodzina, wiele jego przyjaciół i bliskich. Nie da się jednak ukryć, że promocja "Spod zamarzniętych powiek" spotkała się z przeolbrzymim zainteresowaniem ludzi, którzy po prostu chcieli poznać i posłuchać na żywo Bieleckiego, a oprócz zajętych miejsc przejawiało się to choćby wykupionymi wszystkimi egzemplarzami książki.

Sama rozmowa z himalaistą, a także dziennikarzem, Dominikiem Szczepańskim, który współtworzył książkę, przeplatana anegdotami, projekcją filmów i pokazem zdjęć, przebiegała w bardzo miłej atmosferze. Z niej wyłonił mi się zupełnie inny obraz Adama Bieleckiego, człowieka naprawdę sympatycznego, konkretnego, znającego się na swojej pracy, który nie jest wcale zadufany w sobie, ani przesadnie pewny siebie. Zobaczyłam człowieka, który świetnie realizuje się w swojej pasji, ma wielkie wsparcie w rodzinie, nie boi się marzyć i stawiać sobie kolejnych celów. 


Jako że jesteśmy z Adamem Bieleckim niemal równolatkami, nie potrafię sobie wyobrazić siebie w wieku 13 - 16 lat, dokonującą czynów, i biorącą udział w wydarzeniach, w który brał udział himalaista. Dlatego Bielecki jawi mi się, jako człowiek niesamowicie odważny, zdeterminowany, pełen pasji, wiary we własne możliwości, ale też racjonalnie myślący, rozsądny i potrafiący trzeźwo ocenić sytuację.
I powiem Wam, że za to właśnie lubię spotkania autorskie. Pozwalają one spojrzeć na pisarzy i twórców książek z zupełnie nowej perspektywy. W tym przypadku spotkanie zmieniło mój obraz postrzegania Adama Bieleckiego i od tej pory jego sukcesy w górach będą miały dla mnie zupełnie inny wydźwięk. Będę też nieco krytyczniej odnosić się do wszelkich medialnych informacji, związanych z Bieleckim.
Tyskie spotkanie dało publiczności odpowiedź na wiele pytań: do jakiej kolejnej wyprawy szykuje się wspinacz, jak w praktyce wyglądała praca nad książką, od czego zaczęła się przygoda Bieleckiego z górami, jak wspomina on swoje największe osiągnięcia oraz co sądzi o nagonce na swoją osobę po Broad Peaku. Po wyczerpującej rozmowie obaj panowie cierpliwie odpowiadali na pytania publiczności, a później rozdawali autografy wszystkim zainteresowanym, czekającym w kilometrowej kolejce.




Jeśli chodzi o samą książkę, tak jak napisałam na początku, "Spod zamarzniętych powiek" znajduje się w mojej czołówce książek wysokogórskich. Poza całą historią osobistą Adama Bieleckiego, od wczesnej młodości i pierwszej fascynacji górami, do czasów współczesnych, czyli praktycznie do zimowej akcji pod Nanga Parbat (o której traktuje też inna książka Dominika Szczepańskiego "Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia"), w książce można znaleźć szczegółową relację z największych sukcesów himalaisty, opis wejść na najgroźniejsze ośmiotysięczniki, a także wiele pięknych zdjęć, autorstwa samego Bieleckiego i jego towarzyszy. Dodatkowym atutem książki są kody QR, które po zeskanowaniu pozwalają na dostęp do filmów z wypraw, pochodzących z prywatnego archiwum wspinacza. Dzięki nim czytelnik może bezpośrednio przenieść się do świata gór wysokich i od razu poczuć mroźny klimat i zmierzyć się (choćby wirtualnie) z wyczerpującą wędrówką na szczyt. Filmy dotyczą konkretnych wydarzeń, o których mowa w danym fragmencie książki, więc to jest naprawdę super!
Książka jest cudownie wydana, a wydawnictwo Agora, jak zwykle stanęło na wysokości zadania. "Spod zamarzniętych powiek" pięknie prezentować się będzie obok książki "Kukuczka", jest bowiem utrzymana w podobnym klimacie i formie. Historia Adama Bieleckiego na pewno przypadnie do gustu nie tylko fanom himalaizmu i ludziom zainteresowanym literaturą wysokogórską, ale też osobom, których fascynują ciekawe osobowości. Bielecki na pewno do takich należy.

Sardegna

Jak ćwiczyć wadę wymowy u dzieci?


posted by Sardegna on , , , , , , , ,

2 comments

Nie wiem, jakie macie doświadczenie z wadami wymowy, ale jeśli jesteście ciekawi, jak ta kwestia wyglądała w przypadku moich osobistych dzieci, chętnie podzielę się z Wami tym doświadczeniem.

Moja dziewięcioletnia dziś Córka, nigdy nie miała problemów z wymową. Faktycznie do 4 - 5 roku życia nie wymawiała, jak większość dzieci, prawidłowo głoski "r", ale pewnego dnia, gdy odebrałam ją z przedszkola, zakomunikowała mi: "Mamo, a wiesz, że dzisiaj mówiliśmy o Grrrrrecji?" I tak już zostało. Bez ćwiczeń, bez utrwalania. Dziś mówi bardzo wyraźnie i ma bardzo dobrą dykcję. 

Inaczej sprawa miała się z Młodym. Mówił bardzo niewyraźnie, nie wymawiał prawidłowo większości głosek, seplenił, K zamieniał na T, o s, sz, cz dż, nie było nawet mowy. Kiedy miał 3 lata zorganizowałam mu zajęcia logopedyczne, ale jak wiadomo, bez regularnych ćwiczeń w domu taka praca nie miałaby sensu. Działaliśmy więc na wielu frontach: logopeda w przychodni, w przedszkolu, a oprócz tego codzienne ćwiczenia w domu i tak przez kolejne 3 lata. Nie powiem. Mieliśmy chwile przestoju, buntu, krzyku i nerwów, ale jakoś przetrwaliśmy. Dzisiaj Młody chodzi do logopedy sporadycznie. Ostatnio padło hasło, że terapia potrwa do września, a potem nie będzie już konieczna. Gdyby ktoś dzisiaj posłuchał, jak mówi mój Syn, w życiu nie powiedziałby, że początki jego mowy były takie trudne.

W codziennych ćwiczeniach logopedycznych wykorzystywałam różne pomoce: elementy gier obrazkowych, rysunki, książki czy zagadki CzuCzu. Dzisiaj chciałam pokazać Wam dwie propozycje książkowe, które można do takiej pracy wykorzystać, ale przyznam szczerze, że natrafiłam na nie niedawno, więc nie stanowiły już naszej bazy ćwiczeniowej. Były raczej ciekawostką dla moich dzieci, fajnymi książeczkami. Spokojnie jednak można wykorzystać w celu logopedycznym.



Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 30
Moja ocena : 5/6

"Gimnastyka dla języka" Małgorzaty Strzałkowskiej to propozycja do codziennej pracy z dzieckiem dla rodziców, nauczycieli i logopedów. Jest to niewielka, 30 stronicowa książeczka z dołączoną płytą CD, zawierająca 24 krótkie, rymowane wierszyki, mające na celu kształtowanie umiejętności prawidłowej wymowy. Na płycie znajdują się te same wierszyki, co w książce, które czytane są przez lektora, pana Piotra Fronczewskiego. Wierszyki są skierowane na staranną wymowa konkretnych głosek (s, c,dz, ż, s, cz), ale mogą pomóc także w kształtowaniu nauki samodzielnego czytania. 

Z książką można pracować według "wzoru", czyli najpierw czytać na głos tekst, a później odsłuchiwać lektora, albo robić to w odwrotnej kolejności. Można też pracować z nią po swojemu, w ogóle nie używając płyty i skupiać się tylko na tekście, zwracając uwagę na treści ortograficzne, na przykład.

Jako rodzic mogę polecić "Gimnastykę..." do pracy z dziećmi, które mają problemy z wymową, ale także z tymi, które po prostu uczą się czytać. Wierszyki są krótkie, sympatyczne spokojnie można je sobie czytać samemu, lub uczyć się ich na pamięć. Myślę, że książeczka może się także przydać w ćwiczeniach analizy i syntezy głoskowej, na przykład na zajęciach rewalidacyjnych bądź wyrównawczych.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 60
 
Moja ocena : 6/6

Drugą propozycją do pracy z dziećmi z wadą wymowy jest "Zeszytowy trening mowy, czyli ćwiczenia logopedyczne" autorstwa Marty Galewskiej - Kustra, z ilustracjami Joanny Kłos. Jest on wydany przez Naszą Księgarnię i bardziej przypomina właśnie zeszyt ćwiczeń formatu A4, niż typową książkę. Spokojnie można do wykorzystać nie tylko na zajęciach logopedycznych, ale także w domu, ćwicząc z dzieckiem wymowę poszczególnych głosek.

Zeszyt jest fajny pod tym względem, że łączy przyjemne z pożytecznym. Przy każdym ćwiczeniu rodzice znajdą wskazówki i pełen opis, jak wykonać dane zadanie i na co zwrócić uwagę, kiedy dziecko je wykonuje. Do tego każda nowa strona dotyczy innej głoski i zawiera informacja o ćwiczeniach w jej wymowie. Rodzice mogą wspomagać dziecko i zaplanować, w jaki sposób dane zadanie będzie realizowane. Ćwiczenia są skonstruowane w taki sposób, że nie są nużące. Niektóre fragmenty można wycinać i przyklejać, w innych można coś podpisać, narysować, i pokolorować. Poza ćwiczeniami logopedycznymi, zeszytem można jeszcze doskonalić koncentrację uwagi dziecka, grafomotorykę małą, staranność wykonania zadania, a także doprowadzania pracy do końca.

Jeżeli znacie jakieś fajne propozycje książek lub gier do ćwiczeń logopedycznych, podajcie proszę tytuły w komentarzach. Zawsze warto wzbogacać swoją wiedzę w tym temacie. 

Na koniec mam jeszcze małą radę: jeżeli macie w domu słabo mówiącego 3 latka, nie dajcie się zwieść słowom rodziny i znajomych, a czasami też pediatrów, którzy uspokajają Was słowami: "Jeszcze ma czas, jeszcze się w życiu nagada". Wizyta u logopedy na pewno nie zaszkodzi, a im wcześniej zaczniecie ćwiczenia usprawniające mowę, tym krócej one Wam zajmą.  Wiem to z własnego doświadczenia.

Sardegna

"Ostatni pasażer" Manel Loureiro


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


 Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 478
Moja ocena : 5/6

"Ostatniego pasażera" kupiłam sobie jakiś czas temu, przy okazji zakupów w Biedronce. Dobra, dobra. Wiem wszystko o zakupach książek w tym markecie, ale sami przyznacie, że ceny są strasznie zachęcające. W każdym razie bardzo zainteresował mnie opis na okładce, bo nie wiem czy wiecie, ale uwielbiam historie związane ze statkami widmo i upiornymi wydarzeniami, które rozgrywały się na morzu. Od razu więc kupiłam sobie tą powieść, z założeniem, że jak tylko przyjdę do domu, zaraz zabiorę się za jej lekturę.

Oczywiście skończyło się, jak zwykle i książka wylądowała na półce z napisem "na później". Na szczęście z okazji zbliżających się świąt, postanowiłam zrobić gruntowny porządek na regale i odkryłam "Ostatniego pasażera", o którym już zdążyłam zapomnieć. Wtedy przypomniało mi się, jak bardzo chciałam tą książkę przeczytać. Od razu wzięłam się za lekturę i powiem Wam, że bardzo dobrze zrobiłam, bo historia rzeczywiście okazała się tak rewelacyjna, jak oczekiwałam, a jej przeczytanie zajęło mi dosłownie jeden wieczór.

Powieść ta jest naprawdę emocjonującą lekturą, z pogranicza horroru i thrillera z motywem przerażającego statku widmo. Jeżeli lubicie film o takim tytule, albo jakieś niepokojące historie z duchami w tle, to ta książka na stówę przypadnie Wam do gustu. 

W 1939 roku pewien stary, angielski węglowiec, pływając po wodach Atlantyku, gubi się we mgle i o mało nie zderza z olbrzymim statkiem wycieczkowym "Valkiria", który na swojej banderze i burcie ma niemieckie swastyki. Statek wygląda na zupełnie opuszczony, więc załoga węglowca postanawia wejść na pokład, a w razie gdyby statek okazałby się pusty, postanawia ubiegać się o coś w rodzaju znaleźnego. Po wejściu na pokład okazuje się, że jest to niesamowicie straszne miejsce, w którym rozgrywają się przedziwne rzeczy, dlatego oszaleli ze strachu marynarze, jak najszybciej opuszczają pokład, po drodze jednak natykają się na niemowlę, ubrane w żydowski tałes i Gwiazdę Dawida na szyi, leżące jakby nigdy nic na pokładzie. Zabierają więc dziecko ze sobą i postanawiają już nigdy więcej nie wejść na pokład "Valkirii".

Po 70 latach, kiedy to statek stoi zardzewiały w jednym z londyńskich portów, zaczynają interesować się nim tajemniczy nabywcy. Całą akcję śledzi dziennikarka, Kate Kilroy, która po niedawnej stracie męża, postanawia zająć czymś umysł. Kate postanawia rozwikłać tajemnicę "Valkirii" i dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się na jej pokładzie, w czasie wojny. Dlaczego opustoszały statek został odnaleziony na pełnym morzu i co stało się z malutkim, żydowskim dzieckiem?

Kate udaje się wkręcić na ponowny, dziewiczy rejs odnowionej "Valkirii", ale nie przypuszcza nawet, że podróż transatlantykiem okaże się tak przerażającym i niebezpiecznym doświadczeniem. Na pokładzie statku dzieją się bowiem rzeczy z pogranicza snu i jawy, a nie wszystko da się wytłumaczyć racjonalnie. Niektóre sytuacje będą ściśle związane z tajemnicą z 1939 roku, inne natomiast będą zupełnie współczesne.

"Ostatni pasażer" wciąga i straszy. Kto czytał "Statek śmierci" Yrsa Sigurðerdóttir będzie wiedział, o czym mówię, podobnie sprawa ma się z filmem "Statek widmo" z 2002 roku. Powyższa powieść jest utrzymana w bardzo podobnym, niepokojącym klimacie. 

Podczas czytania miałam momenty autentycznego lęku i udzielał mi się dreszczyk emocji, a że w sumie rzadko mi się taka sytuacja zdarza przy lekturze horrorów czy thrillerów, uważam to za wielki plus książki Manela Loureiro.

Zakończenie powieści jest satysfakcjonujące, bo niestety często początek takiej historii jest rewelacyjny, a im bliżej końca, tym opowieść staje się coraz bardziej bezsensowna. W przypadku "Ostatniego pasażera" Autorowi udało się zachować równowagę pomiędzy logiką, fantazją a zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jesteście ciekawi "Valkirii"? Zapraszam więc do emocjonującego rejsu po Atlantyku na jej pokładzie.

  Sardegna

Co powiecie na taki świąteczny prezent? Ja nie odmówię!


posted by Sardegna on

6 comments

Nie wiem, jak to wygląda u Was w domach, ale w moje rodzinie tradycją jest, że w święta wielkanocne obdarowujemy się tylko drobnymi upominkami. Słodycze, niewielkie gadżety dla dzieci, kwiaty. A wiecie, jaki prezent może okazać się idealny dla takiego miłośnika książek, jak ja?


Uwielbiam gadżety książkowe oraz takie, związane z literaturą i sztuką w ogóle. Desa Modern Gallery & Art Boutique sprawiła mi prawdziwą przyjemność i obdarowała mnie uroczym prezentem przedświątecznym. Sami spójrzcie tylko na tą magnetyczną zakładkę "Porwanie Europy" autorstwa Jerzego Nowosielskiego, twórcy ikon i autora charakterystycznych aktów. To cudo będzie prawdziwą ozdobą mojej zakładkowej kolekcji.


Parę słów o Desa Modern Gallery. Proponuje ona świetne, magnetyczne zakładki, które pięknie prezentują się zarówno w książce, jak i poza nią. Zakładki te zostały stworzone na bazie prac polskich artystów, których obrazy i działa można podziwiać już nie tylko w galeriach. Wybrane obrazy przeniesiono na zakładki, ale nie tylko, bo oprócz nich stworzono także inną, wyjątkową kolekcję ekskluzywnych akcesoriów (kubki, chusty, etui, notesy, spinki do mankietów, zawieszki do torebek), które można obejrzeć na stronie desamodern.pl. Poza tym galeria oferuje także inkografie, z których każda posiada odręczny podpis autora, hologram i certyfikat.

W Desa Modern Gallery znajdziemy dzieła takich twórców, jak: Edward Dwurnik, Jerzy Nowosielski, Jarosław Modzelewski, Rafał Olbiński, Waldemar Świerzy, Tadeusz Dominik, Alfred Lenica, Jan Dobkowski, Adam Bakalarz, Aleksandra Kowalczyk czy Tomasz Poznysz.

Zerknijcie na stronę galerii. Znajdziecie tam kilka naprawdę niezłych pomysłów nie tylko na świąteczne prezenty.

Jeżeli jednak taka opcja upominku dla książkoholika do Was nie trafia, mam jeszcze jedną propozycję. Spersonalizowana koszulka. Mam dwa takie t-shirty. Jedna z nadrukiem logo Książek Sardegny (prezent od męża), druga z logo Śląskich Blogerów Książkowych - wykonana przez firmę Promocjone.art.  Koszulki nadają się idealnie na wszelkiego rodzaju książkowe imprezy, wymiany i targi książki. Poza tym, łatwo po nich zidentyfikować blogera. Wiem coś o tym!


Promocjone wykonało także kilkanaście projektów na koszulki, kubki, torby i poduszki. Wśród nich również można znaleźć fajne propozycje na upominki.

Kochani, prezenty prezentami, ale przecież wiadomo, że to nie o nie w święta chodzi. Życzę Wam zatem spokojnych, zdrowych i radosnych świąt, spędzonych w sposób, jaki najbardziej lubicie. Pogody ducha i rodzinnej atmosfery, i to nie tylko w ciągu najbliższych dwóch dni. Pozdrawiam serdecznie!


Sardegna

"Najczarniejszy strach" i "Obiecaj mi" Harlan Coben


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

Kontynuując postanowienie ponownego przeczytania serii Cobena, z Myronem Bolitarem w roli głównej, dotarłam już do tomu 7 "Najczarniejszy strach" oraz 8 "Obiecaj mi". Z 10 powieści przeczytałam 6 pierwszych (moje wrażenia po lekturze znajdziecie TU i TU) i po niewielkiej przerwie postanowiłam wziąć się za kolejne części, żeby wykonać założenie do końca. 

I powiem Wam, że lektura tych konkretnych dwóch tytułów była genialna! Nie wiem do końca, czy było to spowodowane chwilową przerwą od Cobena, czy może tym, że zupełnie zapomniałam już o czym te dwie książki są (obie już kiedyś czytałam), w każdym razie, faktem jest, że  "Najczarniejszy strach" i "Obiecaj mi" okazują się najlepszymi częściami całej serii, i przedstawione w nich historie podobały mi się, jak do tej pory, najbardziej. 

Wiadomo, że akcja w powieściach Cobena galopuje, sporo się dzieje, a czytelnik marzy tylko o tym, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, jaki finał przygotował swoim bohaterom Autor. W tym konkretnym wypadku, dodatkowo jeszcze, obie fabuły są wyjątkowo zagmatwane, mroczne (zwłaszcza pierwsza z nich) i zaskakujące. 


Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 320
Moja ocena : 6/6

Wydarzenia opisane w "Najczarniejszym strachu" rozgrywają się tuż po zakończeniu akcji "Ostatniego szczegółu". Myron jeszcze nie zdążył okrzepnąć po poprzedniej sprawie, a już kolejna zwala mu się na głowę.

Dowiaduje się mianowicie, że ma nieślubnego syna Jeremy'go, a jego matką jest Emily, jego dawna, studencka miłość. Historia tego romansu Myrona jest skomplikowana i ma ścisły związek z wydarzeniami opisanym w tomie "Bez śladu" oraz przeszłością sportową bohatera, nie będę jej więc szczegółowo tutaj wyjaśniać. 

W każdym razie, Bolitar na początku nieufny, w końcu przyjmuje do wiadomości, że ma nastoletniego syna. Jednak cała sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się na początku wydawać. Emily nie przekazuje informacji o ojcostwie bezinteresownie, chce aby Myron znalazł dawcę szpiku dla ich syna, chorującego na rzadką odmianę białaczki. Sprawa dawcy jest wyjątkowo dziwna. Znika on w tajemniczych okolicznościach, a jego poszukiwania prowadzą do człowieka, który przed laty również zaginął w akcji. Do tego Myron zaczyna odbierać telefony od jakiegoś dziwnego człowieka, który każe "siać ziarno". Bolitar musi nie tylko skupić się na sprawie swojego syna, ale też na odnalezieniu dawcy i groźnego "siewcy ziarna", o którym krąży makabryczna opowieść.

Powiem Wam, że "Najczarniejszy strach" to, jak do tej pory, najmroczniejsza opowieść Cobena, najbardziej brutalna i jednocześnie najbardziej osobista dla Myrona Bolitara. Musi on poukładać sobie życie osobiste po przyjęciu do świadomości posiadania nastoletniego syna. 

 Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 413
Moja ocena : 6/6
 
"Obiecaj mi" to historia, rozgrywająca się sześć lat po zakończeniu "Najczarniejszego strachu". Bolitar prowadzi ustabilizowane życie, ma nową dziewczynę, dochodzi też do siebie po informacji, że Jessica, jego dawna miłość, wychodzi za mąż. Jedna obietnica pomocy, którą przypadkowo składa dwóm nastolatkom: córce swojej dziewczyny oraz Amy - córce dawnej przyjaciółki Clare,  powoduje, że spokojne życie Bolitara na nowo nabiera tempa. Amy pakuje się w kłopoty i postanawia skorzystać z obiecanej pomocy Myrona. Na drugi dzień jednak rozpływa się w powietrzu, a numer telefonu agenta jest ostatnim na jej liście połączeń.

Bolitarowi przyjdzie więc składać drugą obietnicę, tym razem swojej przyjaciółce Clare, że bez względu na wszystko odnajdzie nastolatkę. Jak to u Cobena bywa, nic nie będzie w tej sprawie oczywiste. Tropy prowadzą do szkoły Amy i dawnego zaginięcia innej dziewczyny. Co tak naprawdę stało się z nastolatką, i czy Myron zdąży ją ocalić? 

W tym tomie widać zmiany, jakie zaszły w bohaterze na przestrzeni sześciu lat. Myron zbliża się do 40tki, próbuje się ustatkować, zmienia się też jego postrzeganie świata. Dojrzewa także jego przyjaciółka i wspólniczka Esperanza Diaz, która została matką i szykuje się do zamążpójścia. Jedynie Win pozostaje niezmienny, choć i w jego wypadku można dostrzec subtelne różnice zachowania, w porównaniu z poprzednimi częściami.
  
Czytając powieści Cobena przed laty, kiedy sięgałam po nie w przypadkowej kolejności, nie do końca widziałam przemianę i dojrzewanie bohaterów. Teraz czytając książki po kolei, wszystko się klaruje i staje logiczne. Ta ósma cześć serii o Myronie Bolitarze podoba mi się chyba najbardziej. Na drugim miejscu plasuje się mroczny "Najczarniejszy strach", a na trzecim miejscu umieściłabym "Bez skrupułów", czyli tom pierwszy.  

Do końca serii zostały mi jeszcze dwa tytuły "Niewinny" i "Wszyscy mamy tajemnice", a potem będę mogła się zabrać za trzytomową kontynuację, ale już z Mickey'em Bolitarem, bratankiem Myrona, w roli głównej.

Sardegna

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyna Bednarek


posted by Sardegna on , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Poradnia K
Liczba stron: 160
Moja ocena : 6/6

Genialnych lektur dla dzieci ciąg dalszy. Pamiętacie "Strasznowiłkę w Groźnym Gąszczu"? Albo "Koty"? Dzisiaj przyszedł czas na "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek", autorstwa pani Justyny Bednarek, z ilustracjami Daniela de Latour.

Ta książka o zabawnym tytule, to naprawdę świetna i oryginalna historia, a właściwie zbiór opowiadań, których bohaterami są skarpetki. I nie, to nie jest żart. Chodzi o prawdziwe części ubrania, właśnie takie, które wkładamy na stopy. Jak można napisać książkę dla dzieci o skarpetkach, powiecie? A więc można. I gwarantuję, że będzie ona świetna, a przygody dziesięciu skarpet, tak wyjątkowe, że Wy i Wasze dzieci nie będziecie mogli się oderwać od lektury.

Skarpety, jak to mają w zwyczaju, lubią się gubić, zwłaszcza podczas prania, dlatego w domu Mamy i Basi, często po wyjęciu z pralki, odnajdują się tylko pojedyncze sztuki. Wszyscy dziwią się, jak to możliwe, że skarpety zaginęły w akcji! Jak się to dzieje, że wkłada się do pralki dwie, a potem nagle jedna z nich w tajemniczych okolicznościach ginie. Wyjaśnienie tej sprawy okazało się banalne: pod pralką znajduje się mały otwór kanalizacyjny, którym pojedyncze skarpety po prostu uciekają! Są one po prostu wyjątkowo sprytnym istotami, których życiowym celem nie jest oczekiwanie na pranie i leżenie w koszu z brudną bielizną. Skarpety ruszają w świat w poszukiwaniu lepszego życia.

I tak właśnie powstało dziesięć opowiadań o skarpetkach, które ruszyły w poszukiwaniu  przygód. Co im się przytrafiło? Kogo spotkały po drodze? Otóż pierwsza skarpetka wygrała casting na rolę w popularnym serialu i została gwiazdą filmową. Druga uratowała małe myszki i została mysią mamą. Trzecia została politykiem i postanowiła zmienić świat na lepsze. Czwarta otuliła stopy bezdomnego, piąta uratowała małego kotka, a później stała się zaczynem wyjątkowego swetra, natomiast szósta udawała kwiat różany, co skończyło się dla niej w wyjątkowy sposób. Siódma skarpeta została marynarzem, ósma zbudowała wronie gniazdo, dziewiąta została prywatnym detektywem, a dziesiąta dostała ważną pracę w szpitalu i pomagała dzieciom odzyskać zdrowie. 

Powiem Wam, że chociaż zabrzmi to dziwnie i trochę irracjonalnie, to te opowieści o skarpetkach wzbudzają w  dzieciach niesamowite emocje! Moim dzieciom spodobał się już wstęp, w którym to Autorka opisuje, jak doszło do tego, że skarpety wyruszył w świat. Wyobraźcie sobie, co działo się później, kiedy już zaczęłam czytać poszczególne opowieści!

Książka pani Justyny Bednarek jest z gatunku takich, które "zmuszają" dzieci do samodzielnego czytania. Przeczytałam na głos bodajże dwa rozdziały, a później moja Córka przejęła książkę i resztę doczytała już sama, nie mogąc się doczekać dalszego ciągu skarpetkowej historii.

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" nie niosą może takich wartości edukacyjnych, jak  "Strasznowiłka w Groźnym Gąszczu" lub "Koty", ale są naprawdę przyjemnymi opowiastkami, które mogą autentycznie skłonić dzieciaki do samodzielnego sięgnięcia po lekturę. Poza tym, są historyjkami z dużym poczuciem humoru, a tak między wierszami, pokazują, że warto być dobrym i dążyć do realizacji swoich marzeń.

Sympatyczną walorem książki są ilustracje Daniela de Latour, które rzeczywiście fajnie obrazują charakter poszczególnych skarpetek oraz przygody, jakie im się przydarzyły po ucieczce z bębna pralki. 

Ciekawostką jest fakt, że od 29 marca można zaopatrzyć się w "Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)", Wydawnictwa Poradnia K, które zawierają 13 opowiadań. Na pewno się na nie skuszę, jeśli tylko będzie do tego sprzyjająca okazja. Do czego Was też zachęcam.


Sardegna