Archive for 2017

Jak ćwiczyć wadę wymowy u dzieci?


posted by Sardegna on , , , , , , , ,

No comments

Nie wiem, jakie macie doświadczenie z wadami wymowy, ale jeśli jesteście ciekawi, jak ta kwestia wyglądała w przypadku moich osobistych dzieci, chętnie podzielę się z Wami tym doświadczeniem.

Moja dziewięcioletnia dziś Córka, nigdy nie miała problemów z wymową. Faktycznie do 4 - 5 roku życia nie wymawiała, jak większość dzieci, prawidłowo głoski "r", ale pewnego dnia, gdy odebrałam ją z przedszkola, zakomunikowała mi: "Mamo, a wiesz, że dzisiaj mówiliśmy o Grrrrrecji?" I tak już zostało. Bez ćwiczeń, bez utrwalania. Dziś mówi bardzo wyraźnie i ma bardzo dobrą dykcję. 

Inaczej sprawa miała się z Młodym. Mówił bardzo niewyraźnie, nie wymawiał prawidłowo większości głosek, seplenił, K zamieniał na T, o s, sz, cz dż, nie było nawet mowy. Kiedy miał 3 lata zorganizowałam mu zajęcia logopedyczne, ale jak wiadomo, bez regularnych ćwiczeń w domu taka praca nie miałaby sensu. Działaliśmy więc na wielu frontach: logopeda w przychodni, w przedszkolu, a oprócz tego codzienne ćwiczenia w domu i tak przez kolejne 3 lata. Nie powiem. Mieliśmy chwile przestoju, buntu, krzyku i nerwów, ale jakoś przetrwaliśmy. Dzisiaj Młody chodzi do logopedy sporadycznie. Ostatnio padło hasło, że terapia potrwa do września, a potem nie będzie już konieczna. Gdyby ktoś dzisiaj posłuchał, jak mówi mój Syn, w życiu nie powiedziałby, że początki jego mowy były takie trudne.

W codziennych ćwiczeniach logopedycznych wykorzystywałam różne pomoce: elementy gier obrazkowych, rysunki, książki czy zagadki CzuCzu. Dzisiaj chciałam pokazać Wam dwie propozycje książkowe, które można do takiej pracy wykorzystać, ale przyznam szczerze, że natrafiłam na nie niedawno, więc nie stanowiły już naszej bazy ćwiczeniowej. Były raczej ciekawostką dla moich dzieci, fajnymi książeczkami. Spokojnie jednak można wykorzystać w celu logopedycznym.



Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 30
Moja ocena : 5/6

"Gimnastyka dla języka" Małgorzaty Strzałkowskiej to propozycja do codziennej pracy z dzieckiem dla rodziców, nauczycieli i logopedów. Jest to niewielka, 30 stronicowa książeczka z dołączoną płytą CD, zawierająca 24 krótkie, rymowane wierszyki, mające na celu kształtowanie umiejętności prawidłowej wymowy. Na płycie znajdują się te same wierszyki, co w książce, które czytane są przez lektora, pana Piotra Fronczewskiego. Wierszyki są skierowane na staranną wymowa konkretnych głosek (s, c,dz, ż, s, cz), ale mogą pomóc także w kształtowaniu nauki samodzielnego czytania. 

Z książką można pracować według "wzoru", czyli najpierw czytać na głos tekst, a później odsłuchiwać lektora, albo robić to w odwrotnej kolejności. Można też pracować z nią po swojemu, w ogóle nie używając płyty i skupiać się tylko na tekście, zwracając uwagę na treści ortograficzne, na przykład.

Jako rodzic mogę polecić "Gimnastykę..." do pracy z dziećmi, które mają problemy z wymową, ale także z tymi, które po prostu uczą się czytać. Wierszyki są krótkie, sympatyczne spokojnie można je sobie czytać samemu, lub uczyć się ich na pamięć. Myślę, że książeczka może się także przydać w ćwiczeniach analizy i syntezy głoskowej, na przykład na zajęciach rewalidacyjnych bądź wyrównawczych.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 60
 
Moja ocena : 6/6

Drugą propozycją do pracy z dziećmi z wadą wymowy jest "Zeszytowy trening mowy, czyli ćwiczenia logopedyczne" autorstwa Marty Galewskiej - Kustra, z ilustracjami Joanny Kłos. Jest on wydany przez Naszą Księgarnię i bardziej przypomina właśnie zeszyt ćwiczeń formatu A4, niż typową książkę. Spokojnie można do wykorzystać nie tylko na zajęciach logopedycznych, ale także w domu, ćwicząc z dzieckiem wymowę poszczególnych głosek.

Zeszyt jest fajny pod tym względem, że łączy przyjemne z pożytecznym. Przy każdym ćwiczeniu rodzice znajdą wskazówki i pełen opis, jak wykonać dane zadanie i na co zwrócić uwagę, kiedy dziecko je wykonuje. Do tego każda nowa strona dotyczy innej głoski i zawiera informacja o ćwiczeniach w jej wymowie. Rodzice mogą wspomagać dziecko i zaplanować, w jaki sposób dane zadanie będzie realizowane. Ćwiczenia są skonstruowane w taki sposób, że nie są nużące. Niektóre fragmenty można wycinać i przyklejać, w innych można coś podpisać, narysować, i pokolorować. Poza ćwiczeniami logopedycznymi, zeszytem można jeszcze doskonalić koncentrację uwagi dziecka, grafomotorykę małą, staranność wykonania zadania, a także doprowadzania pracy do końca.

Jeżeli znacie jakieś fajne propozycje książek lub gier do ćwiczeń logopedycznych, podajcie proszę tytuły w komentarzach. Zawsze warto wzbogacać swoją wiedzę w tym temacie. 

Na koniec mam jeszcze małą radę: jeżeli macie w domu słabo mówiącego 3 latka, nie dajcie się zwieść słowom rodziny i znajomych, a czasami też pediatrów, którzy uspokajają Was słowami: "Jeszcze ma czas, jeszcze się w życiu nagada". Wizyta u logopedy na pewno nie zaszkodzi, a im wcześniej zaczniecie ćwiczenia usprawniające mowę, tym krócej one Wam zajmą.  Wiem to z własnego doświadczenia.

Sardegna

"Ostatni pasażer" Manel Loureiro


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


 Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 478
Moja ocena : 5/6

"Ostatniego pasażera" kupiłam sobie jakiś czas temu, przy okazji zakupów w Biedronce. Dobra, dobra. Wiem wszystko o zakupach książek w tym markecie, ale sami przyznacie, że ceny są strasznie zachęcające. W każdym razie bardzo zainteresował mnie opis na okładce, bo nie wiem czy wiecie, ale uwielbiam historie związane ze statkami widmo i upiornymi wydarzeniami, które rozgrywały się na morzu. Od razu więc kupiłam sobie tą powieść, z założeniem, że jak tylko przyjdę do domu, zaraz zabiorę się za jej lekturę.

Oczywiście skończyło się, jak zwykle i książka wylądowała na półce z napisem "na później". Na szczęście z okazji zbliżających się świąt, postanowiłam zrobić gruntowny porządek na regale i odkryłam "Ostatniego pasażera", o którym już zdążyłam zapomnieć. Wtedy przypomniało mi się, jak bardzo chciałam tą książkę przeczytać. Od razu wzięłam się za lekturę i powiem Wam, że bardzo dobrze zrobiłam, bo historia rzeczywiście okazała się tak rewelacyjna, jak oczekiwałam, a jej przeczytanie zajęło mi dosłownie jeden wieczór.

Powieść ta jest naprawdę emocjonującą lekturą, z pogranicza horroru i thrillera z motywem przerażającego statku widmo. Jeżeli lubicie film o takim tytule, albo jakieś niepokojące historie z duchami w tle, to ta książka na stówę przypadnie Wam do gustu. 

W 1939 roku pewien stary, angielski węglowiec, pływając po wodach Atlantyku, gubi się we mgle i o mało nie zderza z olbrzymim statkiem wycieczkowym "Valkiria", który na swojej banderze i burcie ma niemieckie swastyki. Statek wygląda na zupełnie opuszczony, więc załoga węglowca postanawia wejść na pokład, a w razie gdyby statek okazałby się pusty, postanawia ubiegać się o coś w rodzaju znaleźnego. Po wejściu na pokład okazuje się, że jest to niesamowicie straszne miejsce, w którym rozgrywają się przedziwne rzeczy, dlatego oszaleli ze strachu marynarze, jak najszybciej opuszczają pokład, po drodze jednak natykają się na niemowlę, ubrane w żydowski tałes i Gwiazdę Dawida na szyi, leżące jakby nigdy nic na pokładzie. Zabierają więc dziecko ze sobą i postanawiają już nigdy więcej nie wejść na pokład "Valkirii".

Po 70 latach, kiedy to statek stoi zardzewiały w jednym z londyńskich portów, zaczynają interesować się nim tajemniczy nabywcy. Całą akcję śledzi dziennikarka, Kate Kilroy, która po niedawnej stracie męża, postanawia zająć czymś umysł. Kate postanawia rozwikłać tajemnicę "Valkirii" i dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się na jej pokładzie, w czasie wojny. Dlaczego opustoszały statek został odnaleziony na pełnym morzu i co stało się z malutkim, żydowskim dzieckiem?

Kate udaje się wkręcić na ponowny, dziewiczy rejs odnowionej "Valkirii", ale nie przypuszcza nawet, że podróż transatlantykiem okaże się tak przerażającym i niebezpiecznym doświadczeniem. Na pokładzie statku dzieją się bowiem rzeczy z pogranicza snu i jawy, a nie wszystko da się wytłumaczyć racjonalnie. Niektóre sytuacje będą ściśle związane z tajemnicą z 1939 roku, inne natomiast będą zupełnie współczesne.

"Ostatni pasażer" wciąga i straszy. Kto czytał "Statek śmierci" Yrsa Sigurðerdóttir będzie wiedział, o czym mówię, podobnie sprawa ma się z filmem "Statek widmo" z 2002 roku. Powyższa powieść jest utrzymana w bardzo podobnym, niepokojącym klimacie. 

Podczas czytania miałam momenty autentycznego lęku i udzielał mi się dreszczyk emocji, a że w sumie rzadko mi się taka sytuacja zdarza przy lekturze horrorów czy thrillerów, uważam to za wielki plus książki Manela Loureiro.

Zakończenie powieści jest satysfakcjonujące, bo niestety często początek takiej historii jest rewelacyjny, a im bliżej końca, tym opowieść staje się coraz bardziej bezsensowna. W przypadku "Ostatniego pasażera" Autorowi udało się zachować równowagę pomiędzy logiką, fantazją a zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jesteście ciekawi "Valkirii"? Zapraszam więc do emocjonującego rejsu po Atlantyku na jej pokładzie.

  Sardegna

Co powiecie na taki świąteczny prezent? Ja nie odmówię!


posted by Sardegna on

6 comments

Nie wiem, jak to wygląda u Was w domach, ale w moje rodzinie tradycją jest, że w święta wielkanocne obdarowujemy się tylko drobnymi upominkami. Słodycze, niewielkie gadżety dla dzieci, kwiaty. A wiecie, jaki prezent może okazać się idealny dla takiego miłośnika książek, jak ja?


Uwielbiam gadżety książkowe oraz takie, związane z literaturą i sztuką w ogóle. Desa Modern Gallery & Art Boutique sprawiła mi prawdziwą przyjemność i obdarowała mnie uroczym prezentem przedświątecznym. Sami spójrzcie tylko na tą magnetyczną zakładkę "Porwanie Europy" autorstwa Jerzego Nowosielskiego, twórcy ikon i autora charakterystycznych aktów. To cudo będzie prawdziwą ozdobą mojej zakładkowej kolekcji.


Parę słów o Desa Modern Gallery. Proponuje ona świetne, magnetyczne zakładki, które pięknie prezentują się zarówno w książce, jak i poza nią. Zakładki te zostały stworzone na bazie prac polskich artystów, których obrazy i działa można podziwiać już nie tylko w galeriach. Wybrane obrazy przeniesiono na zakładki, ale nie tylko, bo oprócz nich stworzono także inną, wyjątkową kolekcję ekskluzywnych akcesoriów (kubki, chusty, etui, notesy, spinki do mankietów, zawieszki do torebek), które można obejrzeć na stronie desamodern.pl. Poza tym galeria oferuje także inkografie, z których każda posiada odręczny podpis autora, hologram i certyfikat.

W Desa Modern Gallery znajdziemy dzieła takich twórców, jak: Edward Dwurnik, Jerzy Nowosielski, Jarosław Modzelewski, Rafał Olbiński, Waldemar Świerzy, Tadeusz Dominik, Alfred Lenica, Jan Dobkowski, Adam Bakalarz, Aleksandra Kowalczyk czy Tomasz Poznysz.

Zerknijcie na stronę galerii. Znajdziecie tam kilka naprawdę niezłych pomysłów nie tylko na świąteczne prezenty.

Jeżeli jednak taka opcja upominku dla książkoholika do Was nie trafia, mam jeszcze jedną propozycję. Spersonalizowana koszulka. Mam dwa takie t-shirty. Jedna z nadrukiem logo Książek Sardegny (prezent od męża), druga z logo Śląskich Blogerów Książkowych - wykonana przez firmę Promocjone.art.  Koszulki nadają się idealnie na wszelkiego rodzaju książkowe imprezy, wymiany i targi książki. Poza tym, łatwo po nich zidentyfikować blogera. Wiem coś o tym!


Promocjone wykonało także kilkanaście projektów na koszulki, kubki, torby i poduszki. Wśród nich również można znaleźć fajne propozycje na upominki.

Kochani, prezenty prezentami, ale przecież wiadomo, że to nie o nie w święta chodzi. Życzę Wam zatem spokojnych, zdrowych i radosnych świąt, spędzonych w sposób, jaki najbardziej lubicie. Pogody ducha i rodzinnej atmosfery, i to nie tylko w ciągu najbliższych dwóch dni. Pozdrawiam serdecznie!


Sardegna

"Najczarniejszy strach" i "Obiecaj mi" Harlan Coben


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

Kontynuując postanowienie ponownego przeczytania serii Cobena, z Myronem Bolitarem w roli głównej, dotarłam już do tomu 7 "Najczarniejszy strach" oraz 8 "Obiecaj mi". Z 10 powieści przeczytałam 6 pierwszych (moje wrażenia po lekturze znajdziecie TU i TU) i po niewielkiej przerwie postanowiłam wziąć się za kolejne części, żeby wykonać założenie do końca. 

I powiem Wam, że lektura tych konkretnych dwóch tytułów była genialna! Nie wiem do końca, czy było to spowodowane chwilową przerwą od Cobena, czy może tym, że zupełnie zapomniałam już o czym te dwie książki są (obie już kiedyś czytałam), w każdym razie, faktem jest, że  "Najczarniejszy strach" i "Obiecaj mi" okazują się najlepszymi częściami całej serii, i przedstawione w nich historie podobały mi się, jak do tej pory, najbardziej. 

Wiadomo, że akcja w powieściach Cobena galopuje, sporo się dzieje, a czytelnik marzy tylko o tym, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, jaki finał przygotował swoim bohaterom Autor. W tym konkretnym wypadku, dodatkowo jeszcze, obie fabuły są wyjątkowo zagmatwane, mroczne (zwłaszcza pierwsza z nich) i zaskakujące. 


Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 320
Moja ocena : 6/6

Wydarzenia opisane w "Najczarniejszym strachu" rozgrywają się tuż po zakończeniu akcji "Ostatniego szczegółu". Myron jeszcze nie zdążył okrzepnąć po poprzedniej sprawie, a już kolejna zwala mu się na głowę.

Dowiaduje się mianowicie, że ma nieślubnego syna Jeremy'go, a jego matką jest Emily, jego dawna, studencka miłość. Historia tego romansu Myrona jest skomplikowana i ma ścisły związek z wydarzeniami opisanym w tomie "Bez śladu" oraz przeszłością sportową bohatera, nie będę jej więc szczegółowo tutaj wyjaśniać. 

W każdym razie, Bolitar na początku nieufny, w końcu przyjmuje do wiadomości, że ma nastoletniego syna. Jednak cała sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się na początku wydawać. Emily nie przekazuje informacji o ojcostwie bezinteresownie, chce aby Myron znalazł dawcę szpiku dla ich syna, chorującego na rzadką odmianę białaczki. Sprawa dawcy jest wyjątkowo dziwna. Znika on w tajemniczych okolicznościach, a jego poszukiwania prowadzą do człowieka, który przed laty również zaginął w akcji. Do tego Myron zaczyna odbierać telefony od jakiegoś dziwnego człowieka, który każe "siać ziarno". Bolitar musi nie tylko skupić się na sprawie swojego syna, ale też na odnalezieniu dawcy i groźnego "siewcy ziarna", o którym krąży makabryczna opowieść.

Powiem Wam, że "Najczarniejszy strach" to, jak do tej pory, najmroczniejsza opowieść Cobena, najbardziej brutalna i jednocześnie najbardziej osobista dla Myrona Bolitara. Musi on poukładać sobie życie osobiste po przyjęciu do świadomości posiadania nastoletniego syna. 

 Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 413
Moja ocena : 6/6
 
"Obiecaj mi" to historia, rozgrywająca się sześć lat po zakończeniu "Najczarniejszego strachu". Bolitar prowadzi ustabilizowane życie, ma nową dziewczynę, dochodzi też do siebie po informacji, że Jessica, jego dawna miłość, wychodzi za mąż. Jedna obietnica pomocy, którą przypadkowo składa dwóm nastolatkom: córce swojej dziewczyny oraz Amy - córce dawnej przyjaciółki Clare,  powoduje, że spokojne życie Bolitara na nowo nabiera tempa. Amy pakuje się w kłopoty i postanawia skorzystać z obiecanej pomocy Myrona. Na drugi dzień jednak rozpływa się w powietrzu, a numer telefonu agenta jest ostatnim na jej liście połączeń.

Bolitarowi przyjdzie więc składać drugą obietnicę, tym razem swojej przyjaciółce Clare, że bez względu na wszystko odnajdzie nastolatkę. Jak to u Cobena bywa, nic nie będzie w tej sprawie oczywiste. Tropy prowadzą do szkoły Amy i dawnego zaginięcia innej dziewczyny. Co tak naprawdę stało się z nastolatką, i czy Myron zdąży ją ocalić? 

W tym tomie widać zmiany, jakie zaszły w bohaterze na przestrzeni sześciu lat. Myron zbliża się do 40tki, próbuje się ustatkować, zmienia się też jego postrzeganie świata. Dojrzewa także jego przyjaciółka i wspólniczka Esperanza Diaz, która została matką i szykuje się do zamążpójścia. Jedynie Win pozostaje niezmienny, choć i w jego wypadku można dostrzec subtelne różnice zachowania, w porównaniu z poprzednimi częściami.
  
Czytając powieści Cobena przed laty, kiedy sięgałam po nie w przypadkowej kolejności, nie do końca widziałam przemianę i dojrzewanie bohaterów. Teraz czytając książki po kolei, wszystko się klaruje i staje logiczne. Ta ósma cześć serii o Myronie Bolitarze podoba mi się chyba najbardziej. Na drugim miejscu plasuje się mroczny "Najczarniejszy strach", a na trzecim miejscu umieściłabym "Bez skrupułów", czyli tom pierwszy.  

Do końca serii zostały mi jeszcze dwa tytuły "Niewinny" i "Wszyscy mamy tajemnice", a potem będę mogła się zabrać za trzytomową kontynuację, ale już z Mickey'em Bolitarem, bratankiem Myrona, w roli głównej.

Sardegna

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyna Bednarek


posted by Sardegna on , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Poradnia K
Liczba stron: 160
Moja ocena : 6/6

Genialnych lektur dla dzieci ciąg dalszy. Pamiętacie "Strasznowiłkę w Groźnym Gąszczu"? Albo "Koty"? Dzisiaj przyszedł czas na "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek", autorstwa pani Justyny Bednarek, z ilustracjami Daniela de Latour.

Ta książka o zabawnym tytule, to naprawdę świetna i oryginalna historia, a właściwie zbiór opowiadań, których bohaterami są skarpetki. I nie, to nie jest żart. Chodzi o prawdziwe części ubrania, właśnie takie, które wkładamy na stopy. Jak można napisać książkę dla dzieci o skarpetkach, powiecie? A więc można. I gwarantuję, że będzie ona świetna, a przygody dziesięciu skarpet, tak wyjątkowe, że Wy i Wasze dzieci nie będziecie mogli się oderwać od lektury.

Skarpety, jak to mają w zwyczaju, lubią się gubić, zwłaszcza podczas prania, dlatego w domu Mamy i Basi, często po wyjęciu z pralki, odnajdują się tylko pojedyncze sztuki. Wszyscy dziwią się, jak to możliwe, że skarpety zaginęły w akcji! Jak się to dzieje, że wkłada się do pralki dwie, a potem nagle jedna z nich w tajemniczych okolicznościach ginie. Wyjaśnienie tej sprawy okazało się banalne: pod pralką znajduje się mały otwór kanalizacyjny, którym pojedyncze skarpety po prostu uciekają! Są one po prostu wyjątkowo sprytnym istotami, których życiowym celem nie jest oczekiwanie na pranie i leżenie w koszu z brudną bielizną. Skarpety ruszają w świat w poszukiwaniu lepszego życia.

I tak właśnie powstało dziesięć opowiadań o skarpetkach, które ruszyły w poszukiwaniu  przygód. Co im się przytrafiło? Kogo spotkały po drodze? Otóż pierwsza skarpetka wygrała casting na rolę w popularnym serialu i została gwiazdą filmową. Druga uratowała małe myszki i została mysią mamą. Trzecia została politykiem i postanowiła zmienić świat na lepsze. Czwarta otuliła stopy bezdomnego, piąta uratowała małego kotka, a później stała się zaczynem wyjątkowego swetra, natomiast szósta udawała kwiat różany, co skończyło się dla niej w wyjątkowy sposób. Siódma skarpeta została marynarzem, ósma zbudowała wronie gniazdo, dziewiąta została prywatnym detektywem, a dziesiąta dostała ważną pracę w szpitalu i pomagała dzieciom odzyskać zdrowie. 

Powiem Wam, że chociaż zabrzmi to dziwnie i trochę irracjonalnie, to te opowieści o skarpetkach wzbudzają w  dzieciach niesamowite emocje! Moim dzieciom spodobał się już wstęp, w którym to Autorka opisuje, jak doszło do tego, że skarpety wyruszył w świat. Wyobraźcie sobie, co działo się później, kiedy już zaczęłam czytać poszczególne opowieści!

Książka pani Justyny Bednarek jest z gatunku takich, które "zmuszają" dzieci do samodzielnego czytania. Przeczytałam na głos bodajże dwa rozdziały, a później moja Córka przejęła książkę i resztę doczytała już sama, nie mogąc się doczekać dalszego ciągu skarpetkowej historii.

"Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" nie niosą może takich wartości edukacyjnych, jak  "Strasznowiłka w Groźnym Gąszczu" lub "Koty", ale są naprawdę przyjemnymi opowiastkami, które mogą autentycznie skłonić dzieciaki do samodzielnego sięgnięcia po lekturę. Poza tym, są historyjkami z dużym poczuciem humoru, a tak między wierszami, pokazują, że warto być dobrym i dążyć do realizacji swoich marzeń.

Sympatyczną walorem książki są ilustracje Daniela de Latour, które rzeczywiście fajnie obrazują charakter poszczególnych skarpetek oraz przygody, jakie im się przydarzyły po ucieczce z bębna pralki. 

Ciekawostką jest fakt, że od 29 marca można zaopatrzyć się w "Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)", Wydawnictwa Poradnia K, które zawierają 13 opowiadań. Na pewno się na nie skuszę, jeśli tylko będzie do tego sprzyjająca okazja. Do czego Was też zachęcam.


Sardegna

"Odważona" Danuta Awolusi


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


 Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 304
Moja ocena : 5/6

Danusię Awolusi znałam od dawna. Oczywiście mam na myśl znajomość wirtualną, bo praktycznie odkąd założyłam bloga, czyli od stycznia 2011 roku, Książki Zbójeckie, czyli Jej strona poświęcona literaturze, towarzyszyła mi w blogosferze. Danusia prężnie działa w książkach, dostała wyróżnienie w konkursie na Blog Roku, napisała nawet powieść "Na wysokim niebie", bardzo dobrze przyjętą przez recenzentów, jakież więc było moje zdziwienie, kiedy pewnego dnia oświadczyła na blogu, że zaczyna nowy projekt i książkowemu miejscu będzie poświęcała już nieco mniej czasu. 

Moje zdziwienie nie zmalało, kiedy okazało się, że ten nowy projekt to strona związana ze zdrowym trybem życia, odżywianiem i o ... bieganiu. Danusia zaczęła dzielić się swoimi prywatnymi sprawami na fb i nowym blogu, a wszystko to miało związek z jej odchudzaniem i niesamowitą metamorfozą. Jak się później miałam przekonać, moment, w którym Danusia zaczęła dzielić się w sieci swoją przemianą i prywatnością, był już kolejnym etapem w jej wyboistej drodze do wymarzonej wagi. Tego jednak miałam się dowiedzieć znacznie później, i powiem szczerze, kiedy poznałam całą historię Jej przemiany, byłam w wielkim szoku.

Gdy na Facebooku dotarła do mnie informacja, że Danusia będzie w Katowicach, i będzie to miało związek z promocją Jej drugiej książki o znamiennym tytule "Odważona", postanowiłam wybrać się na spotkanie autorskie, poznać w końcu osobiście i pogratulować niesamowitego sukcesu ostatecznej utraty wagi 70 kg. Chciałam też podpytać, jak w praktyce przebiegała ta metamorfoza, i jak przede wszystkim zmieniło się Jej życie, już po. 

23 lutego, w sympatycznej kawiarni "Smak Książki" w Katowicach, miejscu interesującym ale nieznanym jeszcze szerszej publiczności, odbyło się bardzo kameralne spotkanie z Danutą Awolusi. Związane oczywiście z promocją książki, ale przede wszystkim miało na celu pokazanie, w jaki sposób Danusia osiągnął swój sukces, i że taka zmiana całego życia nie jest zarezerwowana dla wybranych, ale jest możliwa w przypadku każdego człowieka.

  
Danusia na swoje spotkanie zaprosiła wyjątkowego gościa, Fatimę Orlińską dziewczynę, która również zgubiła kilkadziesiąt kilogramów i obecnie cieszy się piękną, kobiecą figurą. Zresztą sami możecie się przekonać, zerkając na poniższe zdjęcie: 

 od lewej - Danuta Awolusi, Fatima Orlińska

Patrząc na obie dziewczyny w życiu nie powiedziałabym, że jeszcze parę lat temu zmagały się z wagą o kilkadziesiąt kilogramów większą. To niesamowite! Strasznie je podziwiam i im gratuluję. Zresztą mogłam zamienić z nimi parę słów na spotkaniu i przekazać im to osobiście. W rozmowie dziewczyny opowiedziały nie tylko o efektach swej przemiany, ale głównie o drodze, jaka przeszły. O momentach zawahania, chwilowej porażki, zmaganiach z samym sobą. Mówiły o sporcie, wsparciu bliskich i aspektach psychologicznych, bowiem nie tak łatwo pozbyć się mentalności osoby grubej. Nawet kiedy jest się już szczupłym.

Na spotkaniu zakupiłam egzemplarz "Odważonej" i poprosiłam o autograf. Jak widać, lektura skłoniła mnie do przemyślenia tego i owego, o czym świadczyć mogą żółte zakładki. W niektórych fragmentach znalazłam samą siebie, inne były jakby żywcem wyjęte z mojej głowy.


Danusia inspiruje do wielu zmian. I tych związanych z odżywianiem, sportem, ale też do zmian dokonywanych w głowie, w swojej świadomości, w poczuciu własnej wartości czy kobiecości. Przeczytajcie "Odważoną", i to nie tylko w sytuacji, gdy zmagacie się z nadwagą. Poznajcie historię niesamowicie wytrwałej osoby, od której codziennie można uczyć się odwagi.  

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - marzec


posted by Sardegna on

8 comments

W marcu, podobnie jak w lutym, moje życie kręciło się głównie wokół spraw dziecięco zawodowych, dlatego miałam trochę mnie czasu i na czytanie, i na blogowanie. Nie udało mi się jakoś szczególnie zabłysnąć w planowaniu notek, więc w tym miesiącu opublikowałam tylko 10 wpisów. Udało mi się za to wziąć udział w genialnym spotkaniu autorskim z himalaistą Adamem Bieleckim i dziennikarzem Dominikiem Szczepańskim, przy okazji promocji książki "Spod zamarzniętych powiek" (relacja jeszcze na blogu się nie pojawiła, ale pracuję nad tym). W marcu przeczytałam 8 książek: 5 nowości, 2 książki zaliczone do wyzwania Z póki oraz przesłuchałam 1 audiobook. Co do nowości w mojej biblioteczce, tym razem nie było ich zbyt wiele, sytuacja może jednak ulec zmianie w kwietniu, kiedy to szykuję się na wymianę ŚBKów oraz obchody Światowego Dnia Książki.


"Koszmar Morfeusza" K.N. Haner - od Editiored
"Odważona" Danuta Awolusi - zakup własny
"Kiedy będziemy deszczem" Dominika van Eijkelenborg - od Wydawnictwa Kobiecego


"Inwigilacja" Remigiusz Mróz - od Czwartej Strony
"Laura" i "Noora" J.K. Johansson - zakup własny


"Wiśniowy Dworek" Katarzyna Michalak - z wymiany
"Połów" Ove Logmansbo - prezent od Agnieszki
"Tajny agent" Joseph Conrad - prezent od Męża - numer 36 do kompletu serii GW XX

A jak wyglądał Wasz marzec? Jesteście zadowoleni z przeczytanych lektur i dokonanych zakupów?

Sardegna

"Właśnie dziś właśnie teraz" Karolina Wilczyńska


posted by Sardegna on , , , ,

5 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
 Liczba stron: 328
Moja ocena : 5/6


W ubiegłym tygodniu przeczytałam rewelacyjną książkę. Była nią kolejna już powieść w dorobku pani Karoliny Wilczyńskiej, historia, która na pierwszy rzut oka, wydaje się trochę niepozorna, babska i tendencyjna (cóż bowiem nowego można napisać o przyjaźni trzech kobiet). Nic jednak bardziej mylnego! "Właśnie dziś, właśnie teraz" to obyczajowa, dramatyczna, pełna emocji opowieść, która chwyta za serce i wbrew pozorom, nie jest o przyjaźni. Pokazuje za to niełatwe relacje rodzinne, nie tylko pomiędzy małżonkami, ale także pomiędzy rodzicami i ich dorosłymi dziećmi. 

Opowieść zaczyna się od dramatycznego wydarzenia - nieszczęśliwego wypadku w ogromnym hipermarkecie, żeby później potoczyć się bardziej leniwie. Mam tutaj jednak na myśli tempo wydarzeń, bo emocje, które towarzyszą bohaterkom, zmagającym się z konsekwencjami wypadku, nie będą maleć. Wręcz przeciwnie. Kobiety uświadomią sobie, że zdarzenie, które zburzyło ich cały spokój i dotychczasowe życie, ma wpływ nie tylko na teraźniejszość, ale i przyszłość. Pokaże też, że życie, w którym do tej pory tkwiły, nie jest takie, jak powinno być. 


Losy trzech rożnych kobiet: Sabiny, Soni i Bronisławy, splatają się w chwili wypadku w nieszczęsnym hipermarkecie. Każda z bohaterek prowadzi swoje życie i właściwie gdyby nie to wydarzenie, nigdy nie miałyby szansy się spotkać. Bronisława jest leciwą staruszką, żyjącą skromnie od lat w swoim małym mieszkaniu, z dorosłym synem, alkoholikiem. Sabina nieprzerwanie od lat, samotnie opiekuje się zniedołężniałym, dziewięćdziesięcioletnim ojcem. Sonia natomiast, jest dobrze sytuowaną kobietą w średnim wieku, matką nastolatki, żoną swojego męża, kobietą niemalże luksusową, nie pracuje zawodowo, a jej głównym zadaniem jest dbanie o dom.

Kiedy w wyniku nieszczęśliwego wypadku, kobiety lądują na tej samej szpitalnej sali, mogą lepiej się poznać. Choć początkowo nie są do siebie pozytywnie nastawione, w końcu pochodzą z różnych światów, mają odmienne punkty widzenia na życiowe sprawy i swoje problemy, z czasem ich znajomość przeradza się w głębszą relację. 

Ale nie poddajcie się pierwszemu wrażeniu. Nie będzie to opowieść o sile kobiecej przyjaźni. Z każdą kolejną stroną dowiadujemy się czegoś nowego o bohaterkach i ich życiu, a ta opowieść z przyjaźnią nie ma zbyt wiele wspólnego. Relacja Sabiny ze swoim chorym ojcem jest niezmiernie trudna, oparta na pretensjach i wiecznych oskarżeniach. Podobnie zresztą wygląda sytuacja u Bronisławy, której dorosły syn jest alkoholikiem i codziennie wykorzystuje matkę, żerując na jej dobroci i słabości do syna. Szczęśliwe życie Soni też jest bardzo pozorne. Odrzucona przez męża, ignorowana przez nastoletnią córkę, żyje w przeświadczeniu, że jej życie jest przegrane. Do tych wszystkich problemów dochodzą jeszcze konsekwencje wypadku, a wraz z nimi trudna, codzienność.

Dobrze, że życie pełne jest niespodzianek, bo przynosi każdej z kobiet nieoczekiwaną zmianę. Nie spodziewajcie się jednak typowego happy endu, będącego lukrowaną historią o zmaganiach z przeciwnościami losu. To będzie twarda, niekoniecznie pozytywna opowieść o prawdziwym życiu.

Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę zwrócić Waszą uwagę na fakt, że powieść "Właśnie dziś, właśnie teraz" nie jest zwyczajną, babską książką o przyjaźni, sile miłości czy wszechobecnym szczęściu. Ta historia jest o czymś innym. Niełatwym, ale bardzo bliskim. Któż z nas bowiem nigdy nie tkwił w toksycznych relacjach rodzinnych? Po lekturze przyjdą refleksje. Wiem, jak to banalnie brzmi, ale w tym konkretnym przypadku, tak właśnie jest.

Sardegna

Już czytam sam! # 9 "Co w trawie piszczy" oraz kolejne przygody Cecylki Knedelek


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment

Zapraszam na kolejną odsłonę postu z serii "Już czytam sam!", w którym to chciałam zaprezentować Wam dwie książeczki, ostatnimi czasy przeczytane przez moją Córkę. Książki są zupełnie od siebie różne, jedna jest idealna dla dzieci, które rozpoczynają naukę czytania, drugą polecam tym, które już sobie bardzo dobrze radzą w temacie.  


Wydawnictwo:  Jedność
 Liczba stron: 70
Moja ocena : 5/6 

Pierwsza propozycja to kolejne przygody Cecylki Knedelek i jej przyjaciółki, zabawnej gąski Walerki, autorstwa pani Joanny Krzyżanek. Kiedyś już, a dokładnie w #1 poście z serii "Już czytam sam!", pisałam o dwóch tomach z Cecylką w roli głównej i powiem szczerze, że seria ta jest naprawdę uniwersalna i rośnie razem z dziećmi.


Jeśli chodzi o umiejętności samodzielnego czytania dziecka, to książka jest raczej na podstawowym poziomie. Litery są spore, tekstu niewiele, czyta się szybko, polecam ją więc dzieciakom, które stawiają dopiero pierwsze kroki w samodzielnej lekturze. Jeśli jednak chodzi o treść (mimo że w tytule pada hasło "przedszkolaki"), mogę polecić Cecylkę młodym czytelnikom w różnym wieku. W historyjkach świetnie odnajdą się przedszkolaki, ale i uczniowie klas I - III. Powiem więcej, fragment Cecylki, związany z kulinariami jest w podręczniku do klasy IV. Jak sami więc widzicie, są to bardzo uniwersalne opowieści.

Powyższy tom związany jest z niebezpiecznymi sytuacjami, które mogą się wydarzyć w domu, w szkole, w sklepie, na ulicy, na wycieczce, placu zabaw, a także opowiastkami, związanymi z pierwszą pomocą. Każdy rozdział podzielony jest na dwie części: pierwsza opisuje daną przygodę gąski Walerki i Cecylki, a druga przeznaczona jest na ciekawostki, związane z tym tematem. Są to zazwyczaj dobre rady, takie złote myśli, przedstawione w humorystyczny sposób, aby łatwiej wpadały dzieciom w ucho i utrwalały się praktycznie "przy okazji". Właśnie ta żartobliwa część spotkała się z największym zainteresowaniem mojej Córki.

"Zasady bezpieczeństwa" według Cecylki Knedelek to taki dziecięcy poradnik, przedstawiony w miłej dla ucha i oka, formie. Jak wiadomo, temat bezpieczeństwa jest zawsze aktualny i warto nawiązywać do niego przy każdej okazji, zwłaszcza, że na ostatniej stronie książki znajdują się numery alarmowe, które każdemu dziecku warto przypominać. Jest to po prostu fajna lektura, którą można przeczytać w domu, ale mogą z niej skorzystać także nauczycielki przedszkola czy edukacji wczesnoszkolnej. 


Wydawnictwo: Literatura
 Liczba stron: 160
Moja ocena : 5/6

Jeśli chodzi o drugą książkę, to jest nią może mało znany, ale bardzo interesujący tytuł, "Co w trawie piszczy", autorstwa Pawła Wakuła. Jest to książka już bardziej poważna, pełnowymiarowa, została też wyróżniona przez Fundację ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. Jest to taka fajna opowieść o przyjaźni skrzata Maurycego i szczurka Ogryzka, dwójki przyjaciół zamieszkujących stary dąb w Dolinie Bagiennej Trawy, ale nie tylko. Dwójka bohaterów jest domorosłymi detektywami, którzy rozwiązują sprawy trudne i niewyjaśnione, przydarzające się mieszkańcom Doliny.

Książka podzielona jest na rozdziały, z których każdy jest osobną, detektywistyczną historyjką i dotyczy pomocy innemu lokatorowi Doliny. W lesie i w okolicach rzeki dzieją się różne, czasami dziwne rzeczy. Niektóre są całkiem groźne, inne zupełnie zwyczajne. Większość z nich wymaga pomocy dwóch małych detektywów, którzy niemal, jak Sherlock Holmes śledzą poszlaki i dochodzą do prawdy. Do ich siedziby ustawiają sie w kolejce kolejni mieszkańcy Doliny, po to by uzyskać pomoc bądź dobrą radę.

I powiem Wam szczerze, że bardzo miło mnie ta książeczka zaskoczyła. Rewelacyjny jest ten wątek detektywistyczny. To taka powieść akcji dla dzieci. Fajna! Kupiłam ja na jednym z kiermaszów taniej książki i w sumie gdyby nie to, że kosztowała grosze, w życiu bym się  w nią nie zaopatrzyła. Sami przyznajcie, grafika nie zachęca, ale opowieść jest tak sympatyczna, że aż odczuwam wyrzuty sumienia z powodu tego, że jej początkowo nie doceniłam. 

Jeśli szukacie jakiś niebanalnych historii dla dzieci, albo nowych tytułów, które Was zainspirują do wieczornego czytania, myślę że ta propozycja może się Wam spodobać.
Sardegna

"Przygody Kota Filemona" Marek Nejman, Sławomir Grabowski


posted by Sardegna on , , , , ,

5 comments


 Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 288
Moja ocena : 5/6

"Przygody Kota Filemona" to wielka, grubaśna, wydana w twardej oprawie, księga, składająca się z trzech części ("Przygody Kota Filemona", "Filemon i Bonifacy" oraz "Filemon, Bonifacy i Szczeniak), opowiadająca o perypetiach najbardziej chyba znanych kociaków w Polsce. Filemon i Bonifacy towarzyszą nam od dzieciństwa, i mówiąc nam, mam na myśli dorosłych, bowiem któż z nas nie oglądał tej dobranocki? Czy nie szykowaliście się do spania w takt piosenki z czołówki: "Szare, bure i pstrokate, wszystkie koty za pan brat. Mają domy swe i płoty, po prostu koci świat"? No właśnie, też tak miałam. 

Postanowiłam przybliżyć moim dzieciom postacie tych kocich bohaterów. Niby kojarzyli Filemona (nie na darmo zresztą nasz osobisty zwierz został tak nazwany), ale jednak samej kreskówki nie znali, a i książki też im jeszcze nie przeczytałam, choć mamy na półce bardzo stary egzemplarz "Przygód...", pochodzący z mojego dzieciństwa.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia wyszła z genialną propozycją wznowienia tego tytułu, w praktyce jednak, stworzyła go na nowo, bo tak, jak powiedziałam, o ile część pierwszą przygód kota Filemona właściwie każdy zna, to pozostałe dwie już niekoniecznie. 

Kot Filemon trafia do wiejskiej chaty Babci i Dziadka, jako malutki, niesforny kociak. Od razu opiekę nad nim przejmuje dorosły i stateczny kot Bonifacy, który jako stary wyjadacz, może nieco leniwy i zbyt pewny siebie, wie wszystko o kocim życiu. Bonifacy uczy Filemona, jak polować, jak pilnować porządku w chacie, jak dbać o kocią higienę, Filon natomiast uczy starego kocura, jak cieszyć się życiem, psocić i dobrze bawić.

W częściach kolejnych, do kociego duetu dochodzi jeszcze Szczeniak, malutki piesek przygarnięty przez Babcię i Dziadka. Zwierzęce trio nieźle daje staruszkom do wiwatu! No ale w końcu, co trzy głowy, to nie dwie! Historyjki pełne są niesfornych dialogów, niesamowitych przygód, choć niektóre z nich okazywały się niebezpieczne (jak na przykład samotna wędrówka Filemona do miasta, czy zgubienie się w ciemnym lesie), wspominek i zabaw.

Oprócz kotów i Szczeniaka, bohaterami tej opowieści są też myszy, które harcują w spiżarni i niezbyt przejmują się obecnością Filemona i Bonifacego. Kocie historyjki wzbogacone są miłymi piosenkami, zazwyczaj wyśpiewanymi przez gryzonie i sympatyczną grafiką, z charakterystycznymi wizerunkami kotów, które znamy z dobranocki.
Moje dzieci chętnie przyjęły propozycję wieczornego czytania tej książki, choć nie obyło się bez małych spięć, a wszystko za sprawą tego, że rozdziały "Przygód Kota Filemona" są za krótkie. Jest to zdecydowanie za mało, aby czytać je pojedynczo, co wieczór, ale też zbyt monotonne, żeby czytać kilka pod rząd. Na szczęście znaleźliśmy na to złoty środek: czytanie jednego rozdziału o Filemonie i jednego rozdziału innej książki. W związku z tym, że "Przygody..." są dość sporą księgą, całkowite jej przeczytanie zajęło nam sporo czasu, a przy okazji skończyliśmy ze cztery inne tytuły. 

Wyrażenia moich dzieci z lektury są trochę mieszane. Z jednej strony lubili słuchać o przygodach Filona, zwłaszcza kiedy był malutkim kociątkiem,  jawił im się wtedy, jako uroczy głuptasek, mały kiciuś, nieznający życia. Z drugiej jednak strony, opowieść ta była dla nich taką bajką z poprzedniej epoki. Wiecie, co mam na myśli, opisana wieś zupełnie nie przypomina tej dzisiejszej, język też trochę niedzisiejszy, stąd też niektóre wyrażenia stosowane w książce musiałam dzieciom wyjaśniać. Choćby, co to jest zapiecek, kapota i czemu w izbie są mysie dziury. 

Jednak podsumowując wszystkie plusy i minusy, więcej było pozytywów, a kiedy dzieciaki wkręcili się w tą opowieść, sami już przypominali o czytaniu kolejnych rozdziałów. "Przygody kota Filemona' są pięknie wydane, więc idealnie nadają się na prezent. Będą też odpowiednie, jeżeli macie ochotę na sentymentalną podróż w przeszłość. Filemon i Bonifacy nigdy nie wychodzą z mody.

Sardegna

"Sprawa Niny Frank" Katarzyna Bonda


posted by Sardegna on , , , , ,

11 comments


Wydawnictwo: Muza
audiobook: czas trwania 14 godzin 32 minuty
Moja ocena : 6/6
lektor: Marek Bukowski

Nie ma chyba takiej osoby, która nie kojarzyłaby Katarzyny Bondy, szeroko nagradzanej pisarki, dziennikarki i scenarzystki, nazywanej Królową Kryminałów. Popularność pani Bondy, popularnością, nadawane tytuły, tytułami, ja jednak, do tej pory, podchodziłam do jej powieści nieco sceptycznie. Zawsze mam opory przed sięganiem po książki tak szeroko chwalone. Co bowiem jeśli nie poczuję tego ich "fenomenu"? Nie miałam w biblioteczce żadnej powieści Autorki, na szczęście z pomocą przyszedł audiobook. 

"Sprawa Niny Frank" to pierwsza część trylogii kryminalnej, z charyzmatycznym bohaterem w roli głównej, będąca jednocześnie pisarskim debiutem Katarzyny Bondy. 

Hubert Meyer, psycholog śledczy, zajmujący się tworzeniem profili zabójców, na co dzień pracujący w Komendzie Głównej w Katowicach, przechodzi aktualnie trudny okres, związany z problemami w życiu osobistym. W związku z tym, trochę przymusowo zostaje oddelegowany na Podlasie, do wioski Mielnik nad Bugiem, aby pomóc w śledztwie dotyczącym zabójstwa znanej w całej Polsce, aktorki serialowej, Niny Frank.

Nina, która dzięki serialowej roli zakonnicy Joanny, zdobyła sławę, pieniądze i popularność, zostaje brutalnie zamordowana we własnym domu. Posiadłość leżąca na obrzeżach Mielnika, miała za zadanie zapewniać aktorce prywatność, oddzielać od lokalnej społeczności, pozwalać na spokojne życie na uboczu, ale jednocześnie umożliwiać prowadzenie zamkniętych imprez z wpływowymi ludźmi z branży. Pewnego dnia, zmasakrowane ciało aktorki znajduje listonosz, a podejrzenia od razu padają na męża Niny, Mariusza Króla, znanego w całym kraju, telewizyjnego prezentera, z którym kobieta była w trakcie głośnego rozwodu.

Sprawa zabójstwa tak znanej osoby przerasta trochę lokalnych stróżów prawa, stąd na pomoc władzom przychodzi profiler ze Śląska, Hubert Meyer, człowiek, który ma na swoim koncie wiele spektakularnych sukcesów. Meyer od razu przechodzi do rzeczy. Na miejscu zbrodni znajduje znacznie więcej poszlak, niż policjanci prowadzący sprawę, a współpracując z komendantem Policji w Mielnika, Eugeniuszem Kulą, szybko konstruuje profil zabójcy aktorki, przy okazji odkrywając wiele ciekawych faktów z życia Niny.
 
Okazuje się, że kobieta, pod przykrywką uwielbianej przez całą Polskę, gwiazdy telewizji, skrywała drugą naturę. Miała swoje sekrety, niebezpieczne tajemnice i coś na sumieniu skazę,  która pojawiła się w młodości i zaważyła na jej całym dorosłym życiu. Czy to grzechy z przed lat stały się jej gwoździem do trumny? Co znaczy tajemniczy tatuaż, znaleziony pod jej włosami? Dlaczego w całą sprawę zamieszany jest znany w całym kraju polityk? No i najważniejsze, czy na podstawie profilu Meyera będzie można znaleźć zabójcę? 

Powieść naprawdę trzyma poziom. Należy pamiętać, że jest to debiut Katarzyny Bondy, więc tym bardziej książce należy się pochwała. Akcja toczy się wartko. Praktycznie każdy rozdział jest ważny i kluczowy dla sprawy. Historia jest kryminałem, ale ma bardzo rozbudowaną warstwę obyczajową, dzięki temu czytelnik ma ochotę nie tylko rozwiązać wątek zabójstwa, ale także (a może przede wszystkim), chce dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się przed laty w życiu aktorki. 
 
Dzięki temu, że akcja rozgrywa się dwutorowo, czytelnik stopniowo odkrywa wszystkie tajemnice Niny. Śledzi współczesne wydarzenia, rozgrywające się w Mielniku, poczynania Meyera (również te, związane z jego życiem osobistym), a jednocześnie, czerpie informacje z dziennika Niny, dowiadując się, co działo się w jej przeszłości. Każda kolejna strona książki jest ważna. Przybliża do rozwiązania zagadki, i to nie tylko tej kryminalnej, ale tej, związanej z prawdziwym obliczem aktorki. 
 
W całej historii Niny Frank ważne są jeszcze postacie drugoplanowe, których obecność jest istotna dla sprawy. Bibliotekarka Lidia Daniluk, jej syn Borys, matka aktorki, polityk Jakub Czerny, mąż Mariusz Król. Do tego cała gama osób, związanych z mediami, a także lokalna społeczność Mielnika. Sporo barwnych osób, z których każda dołoży małą cegiełkę do ukazania prawdy o Ninie. Ciekawe w tej powieści okazuje się zakończenie, które jest podwójne i daje czytelnikowi opcję alternatywną. Druga wersja zdarzeń może do końca mi się nie podobała, jakkolwiek daje ciekawy efekt i kończy historię z przytupem.
 
Uważam że "Sprawa Niny Frank" jest to naprawdę świetną historią, jedyną uwagę miałabym do zbyt często "filozofowania" i dumania nad ludzką naturą momentami było to nużące. Co do audiobooka, słuchało mi się go bardzo dobrze i podobała mi się nienachalna interpretacja pana Marka Bukowskiego (pierwszy raz słuchałam historii w jego wykonaniu). Opowieść bardzo mnie wciągała, mimo tego, że rozdziały były dość długie, a ich odsłuchiwanie w praktyce było trochę kłopotliwe, wartkie tempo akcji rekompensowało mi wszelkie niedogodności. 

Czy po pierwszym spotkaniu z panią Katarzyną Bondą mogę użyć już tytułu Królowej Kryminału? Na razie nie. Wstrzymam się z opinią do czasu, kiedy zapoznam się z drugą i trzecią częścią trylogii ("Tylko martwi nie kłamią" oraz "Florystka") oraz serią "Cztery żywioły Saszy Załuskiej".

Sardegna

"Lord John i sprawa osobista" Diana Gabaldon


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 318
Moja ocena : 4/6

Jesteście zdziwieni, że Diana Gabaldon, Autorka bestsellerowej serii "Obca", w której pierwsze skrzypce grają Clarie i Jamie (kobieta z czasów powojennych XX wieku przeniesiona w czasie do XVII wiecznej Szkocji, zakochuje się w charyzmatycznym szkockim wojowniku), wydała nową książkę? Ja też byłam zdziwiona, bowiem Gabaldon = "Obca", innych skojarzeń nie miałam. Zdziwiłam się wielce, kiedy w zapowiedziach Świata Książki znalazłam "Lorda Johna i sprawę osobistą". Z ciekawością sięgnęłam więc po tę powieść, oczekując nowego oblicza Autorki, albo przynajmniej jakiejś nowej odsłony jej twórczości.

Czytając wprowadzenie, można dowiedzieć się, że ta książka to nie do końca nowy twór. To znaczy, jest to opowieść świeża, nigdzie wcześniej nie publikowana, miała ona jednak docelowo być fragmentem jednego z kolejnych tomów przygód Clarie i Jamiego. Lord John Grey jest bowiem znajomym Frasera, a Autorka wymyślając dalsze losy bohaterów, napisała o nim opowiadanie – przygodę, jaka mu się przytrafiła. Kiedy wydawca zorientował się, ile stron ma ten epizod, postanowił wydać trzystu stronicowy "fragment", jako odrębną książkę.

I rzeczywiście, czytając "Lorda Johna..." ma się wrażenie, że to "Obca". Styl pozostał ten sam, mnogość postaci również, z tym że główny bohater to nie Jamie, więc i emocje podczas lektury są zdecydowanie mniejsze.

Jest rok 1757. Lord Grey przebywa właśnie w Londynie i przez przypadek odkrywa intymną tajemnicę lorda Trevelyana, szanowanego arystokraty, zajmującego ważne stanowisko w armii Jej Królewskiej Mości. Sprawa jest skomplikowana do tego stopnia, że Trevelyan jest narzeczonym kuzynki Johna, więc zdemaskowanie jego niecnego sekretu będzie obyczajowym skandalem dla całej rodziny. Grey postanawia rozprawić się z niegodziwcem prywatnie, jednak jego plan utrudnia niespodziewane zadanie, zlecone mu przez Koronę. Musi on rozwiązać zagadkę śmierci sierżanta Timothy'ego O'Connella, który został zamordowany na przepustce, a jego zabójstwo mieć związek ze aferą szpiegowską w szeregach żołnierskich. 

Lord John, jak samozwańczy detektyw, podąża za śladami pozostawionymi na miejscu zbrodni. Okazuje się, że w sprawę morderstwa może być zamieszanych więcej osób: żona denata, jej kochanek, służący, który znika w dziwnych okolicznościach, a także znana w mieście dama w zielonym płaszczu, której wyglądu nikt mnie potrafi dokładnie opisać.

Grey podąża rzadko uczęszczanymi uliczkami miasta do najciemniejszych zaułków Londynu, do miejsc, o których istnieniu ludzie w mieście wolą nie wiedzieć. Trafia do przybytków, gdzie męska prostytucja jest na porządku dziennym i przynosi niemałe zyski. Co z tymi miejscami ma wspólnego denat, i jak połączyć to nietypowe śledztwo z zdemaskowaniem lorda Trevelyana? 

Historia lorda Johna jest, jak dla mnie, leniwie toczącym się kryminałem retro. Akcja niespiesznie się rozwija, nikt nikogo nie pogania, bohater spokojnie przemieszcza się z miejsca na miejsce, mając czas na tropienie zabójcy, a także na wspominanie własnych  przeżyć wojennych. Średnio mi się to podobało, jednak na uwagę zasługuje na pewno kreacja lorda Johna (w sumie nie dotarłam jeszcze do tomów "Obcej", w których byłby on obecny, więc dla mnie jest postacią nową), jak również panorama XVIII wiecznego Londynu. Wątek homoseksualny również jest dość ciekawie przedstawiony, zwłaszcza w realiach, kiedy takie relacje były jednymi z najgorszych przestępstw. 

Czy polecam "Lorda Johna i sprawę osobistą"? Myślę, że mimo wszystkich niedociągnięć, jakie ta książka posiada, to tak. Fanom serii szkockiej, historia ta powinna sprawić frajdę i być miłą odmianą, nie polecam jej natomiast czytelnikom, którzy zaczynają dopiero poznawać twórczość Diany Gabaldon. Leniwa akcja i niewiele emocji mogą zniechęcić do sięgnięcia po "Obcą", a to byłaby już wielka strata.
Sardegna

"Felix, Net i Nika oraz Sekret Czerwonej Hańczy" Rafał Kosik


posted by Sardegna on , , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 504
Moja ocena : 4/6


"Felix Net i Nika oraz sekret Czerwonej Hańczy" to dwunasty tom serii, autorstwa Rafała Kosika, o najbardziej znanych nastolatkach w Polsce. Na moim blogu możecie przeczytać parę słów o przygodach tej trójki, zawartych w tomie trzynastym "Felix, Net i Nika oraz Klątwa Domu McKillianów" oraz czternastym -"Felix, Net i Nika oraz (nie) Bezpieczne Dorastanie"

Jak to u mnie bywa, każdą część czytałam odrębnie, nie zachowując ich kolejności (na szczęście jest to możliwe i nie zaburza całości historii). Jeśli spytacie mnie dlaczego tak sobie utrudniałam życie, to naprawdę nie potrafiłabym odpowiedzieć na to pytanie. Może gdybym posiadała wszystkie tomy, od początku trzymałabym się chronologii. Jednakże w sytuacji, kiedy miałam na półce tylko tom 1, a potem 12, 13 i 14, kolejność nie była już dla mnie taka istotna, więc zaszalałam.

Zdaję sobie sprawę, że przez tą "dziurę" w serii, ominęło mnie wiele z życia bohaterów. Przegapiłam na przykład moment ich dojrzewania, nad czym ubolewam, bowiem z sympatycznych dzieciaków z tomu 1, przerodzili się, jak dla mnie niespodziewanie, w zupełnie dorosłych ludzi (o czym mogłam się przekonać, czytając tom 14). Nie będę pewnie obiektywna, oceniając ten tom, skoro mam tyle braków, jednak moim zdaniem, powyższy jest najsłabszym, z wszystkich czterech, jakie do tej pory czytałam.

Akcja "Sekretu Czerwonej Hańczy" podzielona jest niejako na dwie części (podobnie, jak to miało miejsce w "Klątwie Domu McKillianów"). I o ile początek, związany z przyjazdem do gimnazjum Felixa, Neta i Niki, gości z zagranicznej wymiany uczniowskiej, w miarę mi się podobał, tak wydarzenia rozgrywające się już po ich wyjeździe z Polski, niekoniecznie. 

Do Gimnazjum im. Stefana Kuszmińskiego przyjeżdżają uczniowie z zagranicy, a ich pojawienie się wzbudza w szkole niemałe zamieszanie. Trzeba rozparcelować nastolatków w rodzinnych domach gimnazjalistów i ugościć w typowy, polski sposób. Należy koniecznie pokazać im, jak wygląda nauka w polskiej szkole i co, na co dzień robią polscy gimnazjaliści. Co jednak jeśli kilkoro przyjezdnych nie zna angielskiego? Co zrobić, kiedy zagraniczny gość nie cierpi polskiej kuchni? I przede wszystkim, jak zaradzić zazdrości, kiedy uczennice z wymiany są pięknymi i zgrabnymi nastolatkami? Wizyta zagranicznych gości, choć przygotowywana skrupulatnie przez dyrektora Stokrotkę, okazuje się problematyczną kwestią, na którą szkoła nie do końca jest przygotowana.

Uczniowie z klasy FNiN bardziej na przykład interesują się szkolna wycieczką, na którą wybierają się pod koniec drugiej klasy, niż opieką nad gośćmi, dlatego, kiedy zagraniczni uczniowie wracają do swych stron, przygotowania do wyjazdu klasowego, mającego odbyć się nad jeziorem Czerwona Hańcza, ruszają pełną parą. FNiN nie byliby jednak sobą, gdyby nie mieli już specjalnego pomysłu, związanego z wyprawą.

Dzieciaki postanawiają wykorzystać w terenie robota - bulbota, zbudowanego po to, by eksplorował wodne głębiny, do odszukania skarbu, który podobno leży na dnie zbiornika. Poza tym przyjaciele planują oczywiście mile spędzić czas, kiedy jednak przychodzi co do czego, problemy mnożą się niesłychanie. Net, z powodu problemów w szkole, nie może jechać, wycieczka przeradza się w obóz przetrwania, telefony nie mają zasięgu, a koleżanka z ich klasy została prawdopodobnie porwana.

Sporo się dzieje i to chyba dobrze. Zresztą wartka akcja, mieszanie wątków i wiele nieprawdopodobnych wydarzeń, to cecha charakterystyczna dla serii Rafała Kosika, jednakże moje wrażenia, co do całości są mocno mieszane. O ile część pierwsza, związana z pobytem uczniów z wymiany w gimnazjum, była w miarę ok, to część "wycieczkowa" bawiła mnie już znacznie mniej. Za dużo wszystkiego, jak dla mnie. Kilkakrotnie gubiłam wątek, a książka ma 500 stron, więc uwierzcie mi, tam naprawdę sporo się dzieje! W tym tomie po prostu nie zaiskrzyło. Żarty sytuacyjne specjalnie mnie nie bawiły, podobnie, jak słowne gierki między bohaterami. Tak, jak zaznaczyłam, może ten brak znajomości tomów "środkowych" dał mi się we znaki. Absolutnie jednak nie krytykuję "FNiN oraz Sekretu...", dla fanów serii będzie on zapewne równie interesujący i ważny, jak pozostałe.

Sardegna

Już czytam sam! #8 "Hania Humorek" i "Czytam sobie..."


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

Zapraszam na kolejną, #8 odsłonę cyklu Już czytam sam! Dzisiaj porcja czterech lektur dziecięcych, wydanych przez Egmont, o świetnej szacie graficznej,  należących do dwóch serii wydawniczych. 

Dwie  książeczki "Mecz o wszystko" Ewy Nowak oraz "Jonka, Jonek i Kleks" Zbigniewa Dmitroca, pochodzą ze znanej już i prezentowanej na blogu serii, "Czytam sobie...". Dwie pozostałe, autorstwa Megan McDonald, związane są z sympatyczną bohaterką, Hanią Humorek, o której "pełnometrażowych" przygodach pisałam już w TYM poście.

Wszystkie cztery książeczki są niewielkich rozmiarów i służą raczej do nauki czytania i do rozwijania tej umiejętności u dzieci, które dopiero zaczynają samodzielnie czytać. Ze względu na swoją niewielką objętość i dość spory druk, mogą się okazać za proste i zbyt banalne, dla dzieci, które już tą zdolność opanowały bardzo dobrze. W przypadku mojej Ośmiolatki, wszystkie cztery książeczki były taką lekturą na jeden raz. Przeczytała sobie poszczególne historyjki, zajęło jej to w sumie jakieś pół godziny i ... było jej zdecydowanie za mało. Lektury przejął więc Młody. 

Faktycznie, komiks "Jonka, Jonek i Kleks" to książeczka z poziomu 1, zawierająca bardzo mało tekstu, i nawet mój Sześcioletni syn ogarnął ją w 5 minut. Większą uwagę poświęcił natomiast opowieści Ewy Nowak "Mecz o wszystko" (wiadomo - piłka nożna). Książeczka ta jest jednak z poziomu 3 i zawiera już całkiem sporo litego tekstu, więc i lektura była dla niego (a właściwie ciągle jest), nieco bardziej złożona. Nie zmienia to jednak faktu, że Młody czyta sobie "na raty", powoli tą opowieść i w sumie bez szczególnego zachęcania z mojej strony. Ot, sam bierze sobie książeczkę do rąk i czyta "po cichu". 

W ogóle umiejętności samodzielnego czytania mojego Sześciolatka znacznie się ostatnimi czasy, udoskonaliły. Zauważyłam, że coraz częściej sam sięga po książki i czyta np. w łóżku. Nie rozgryzłam jeszcze, jak wygląda jego stopnień zrozumienia tekstu, ale skoro takie czytanie sprawia mu frajdę, nie mam zamiaru blokować mu tej przyjemności.

Książeczki o Hani Humorek zostały na razie przez Sześciolatka odrzucone na bok, bo jak wiadomo są "dla dziewczyn".

 

Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 64
Moja ocena : 5/6 
 
"Rysiek Zyga Zdumiewający Pan Magik" oraz "Mania Pisania słynna reporterka" przedstawiają zabawne przygody Hani i jej przyjaciół, którzy nie pojawiają się w pełnometrażowych książeczkach o HH, albo są postaciami drugo, trzecioplanowymi. W historii o magiku, przyjaźń dziewczynki i jej kolegi Ryśka Zygi może zostać nadszarpnięta, chłopiec prosi bowiem Hanię o zaangażowanie w przygotowanie sztuczek magicznych. Dziewczynce jednak, zamiast pomagania wychodzi raczej przeszkadzanie. Jak to wpłynie na ich przyjaźń? 
W tomie drugi, Mania Pisania koleżanka Hani szuka ciekawych wydarzeń, które mogłaby opisać w swojej gazecie. W miasteczku nie dzieje się jednak nic godnego uwagi, do czasu, gdy w strumyku Żabie Udko natrafia na ślad olbrzymiego węża. Dziewczynka z pomocą HH tropi sensację.

Ośmiolatka przeczytała oba tomy z ochotą, ale tak, jak mówiłam, okazały się one dla niej zdecydowanie za krótkie. Jako że przygody bohaterki, znanej już z "pełnowymiarowych" historii "HH ogłasza niepodległość" oraz "HH ratuje świat", bardzo jej się podobały, więc i w tym przypadku oczekiwała podobnego klimatu. Niestety, przez małą objętość książeczek, historia nie zdążyła się rozkręcić, kiedy już się praktycznie skończyła. Dlatego polecam serię dzieciom dopiero uczącym się czytać. Dla nich taka bardzo "okrojona" wersja Hani Humorek powinna okazać się strzałem w dziesiątkę.
 
Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - luty


posted by Sardegna on

12 comments

Luty był dla mnie miesiącem bardzo pracowitym zawodowo, ale udało mi się dość dobrze zorganizować  blogowo i czytelniczo. Dzięki temu, że zaplanowałam kilka postów, mój blog nie świecił pustkami. Coś się u mnie działo, choć zdarzały się dni, że byłam zupełnie wyłączona ze spraw blogowych. W lutym wyjątkowo też udało mi się wziąć udział w dwóch spotkaniach autorskich (z Marcinem Melonem i Danutą Awolusi) oraz w dwóch spotkaniach blogerskich z ŚBKami. Co do przeczytanych książek, było ich 7 (w tym 4 książki zaliczone do wyzwania Z półki) i 3 nowości.

Co do książek, które przybyły do mnie w tym miesiącu, są to:


"Flower. Jak kwiat" Elizabeth Craft, Shea Olsen - od Wydawnictwa Literackiego
"Magik" Magdaleny Parys - zakup własny z Biedronki


"Niepiękna" Madeline Sheehan - od Czwartej Strony
"Załatw pogodę, ja zajmę się resztą" - od Wydawnictwa Literackiego
"Eksplozje" Janusza L. Wiśniewskiego - od Wielkiej Litery
"Właśnie dziś, właśnie teraz" Karoliny Wilczyńskiej od Czwartej Strony


"Umrzik w szranku" Marcina Melon - od Wydawnictwa Silessia Progress


"Atlas Miast" i "Wyznania zmyślonego przyjaciela" Michelle Cuevas - od Naszej Księgarni


Dwie książeczki z przygodami Hani Humorek - od Egmontu


"Rzeźnik drzew" Andrzeja Pilipiuka - wymiana
"Ojciec chrzestny" Mario Puzo - prezent od Agnieszki do mojej kolekcji GW


"Odnaleziony" Harlan Coben - prezent od Patryka
"Oz" i "Neverland" Maxime Chattama - zakupy własne w Księgarnia Victoria


"Spod zamarzniętych powiek" Adam Bielecki - od Agory

Zobaczymy, co przyniesie marzec, tym bardziej, że zapowiada się znowu pracowicie, a w takiej sytuacji na bloga nie starcza mi już tyle energii. Postaram się wyrobić, bo na moim stosie mam aktualnie 5 rozpoczętych książek, więc mam nadzieję, że uda mi się je dokończyć w tym miesiącu. Sporo tytułów czeka na opisanie, jeden audiobook jest na tapecie, mam też też w planie post o kolejnych spotkaniach autorskich, na których byłam. Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się choć część planów zrealizować.

Sardegna