Archive for 2017

Paper Fest, czyli co ciekawego można robić w Katowicach


posted by Sardegna on

2 comments

Uwielbiam wszelkie imprezy kulturalne, najbardziej oczywiście te, związane z książkami, ale także z wszystkim, co krąży wokół tematu papieru. Już w lipcu zaplanowałam sobie, że 19 sierpnia pojawię się na Paper Fest, czyli pierwszych na Śląsku papierowych targach, zorganizowanych przez pracownię projektową Hola Studio przy współpracy z Kato Zwei, mających odbyć się na tarasie Spodka w Katowicach. 


Pierwsze (i mam nadzieję, że nie ostatnie), katowickie, papierowe targi, gościły twórców projektów grafik, notesów, zeszytów, plakatów, obrazów, artykułów piśmienniczych oraz innych materiałów papierniczych. Stoiska, choć niewielkie, były dobrze zaopatrzone w niepowtarzalne rękodzieła i chętnie odwiedzane przez zainteresowanych. Nie było może tłumów, dziko kłębiących się w Spodku, bo faktycznie impreza ta miała bardzo kameralny charakter i do tego została nieco ograniczona przestrzennie przez złą pogodę, ale myślę, że jak na pierwszy raz wypadło bardzo dobrze (choć skromnie). Mam też nadzieję, że kolejne lata przyniosą tylko rozwój całego przedsięwzięcia.  Może organizatorzy pokuszą się też o rozszerzenie oferty i zaproszenie jeszcze większej ilości wystawców i twórców.

Zapraszam do mini fotorelacji:
na stoiskach można było zaopatrzyć się w skórzane, ręcznie wykonane notesy: 


papierowe cudeńka (notatniki, koperty, papeteria), a także kredki i ołówki w okazyjnych cenach:


 plakaty i pudełka zapałek wykonane metodą sitodruku:


oryginalne i niepowtarzalne grafiki:


znalazł się także książkowy akcent - miesięcznik ZNAK:


Imprezie towarzyszyły warsztaty tematyczne: introligatorskie oraz kaligraficzne, niestety płatne, nie wzięłam więc w nich udziału. A szkoda, bo nie ukrywam, że przy okazji takiej imprezy, gdyby były one wydarzeniem ogólnodostępnym, skusiłabym się na takie nowe doświadczenie.  

Ostatecznie nic sobie na targach nie kupiłam i skupiłam się tylko na oglądaniu. Paper Fest okazało się miłą, dobrze rokującą na przyszłość, imprezą, a ja mam nadzieję, że dane mi będzie uczestniczyć w kolejnych jej edycjach.

Sardegna

"Czereśnie zawsze muszą być dwie" Magdalena Witkiewicz


posted by Sardegna on , , , ,

12 comments


Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 450
Moja ocena : 6/6

O czereśniach, które zawsze muszą być dwie, usłyszałam ponad trzy lata temu, na spotkaniu autorskim z Magdą Witkiewicz w Zabrzu. Wtedy to Autorka, przy okazji promocji książki "Pensjonat marzeń" opowiedziała czytelnikom o pomyśle, który kiełkuje w jej głowie już od dobrych kilku lat. Miała to być historia o miłości silniejszej, niż przeciwności losu, rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach czasowych, związana z wyjątkową, choć zniszczoną willą. Magda znała już nawet jej tytuł: "Czereśnie zawsze muszą być dwie", choć książka istniała owego czasu tylko w jej umyśle.

Trzy lata później doczekaliśmy się prawdziwych, papierowych "Czereśni...", których promocja zachwyciła czytelniczki, a przesyłka z niesamowicie klimatyczną zawartością była miłym uzupełnieniem najważniejszego: nowiutkiego, pachnącego egzemplarza książki.



Najnowsza powieść Autorki to przemyślana, wielowątkowa historia, rozgrywająca się w dwóch przestrzeniach czasowych, będąca chyba najbardziej rozbudowaną, jak do tej pory książką, Magdy Witkiewicz. Z wydarzeń zawartych w tej opowieści, mogłyby powstać praktycznie dwie osobne książki, a każda z nich byłaby tak samo interesująca i bogata w emocje.
 
Wiadomo, że powieści Magdy charakteryzują się dobrymi emocjami i nie inaczej jest w tym wypadku. Książka ta pełna jest ciepła, uczucia, wiary w drugiego człowieka, pokazuje, że trzeba zawalczyć o siebie, o swoje pragnienia, daje także do zrozumienia, że nie można odkładać pewnych rzeczy na później, bo może nie starczyć już na nie czasu. "Czereśnie..." różnią się jednak od poprzednich książek Autorki, przede wszystkim tym, że zawierają rozbudowany wątek wydarzeń z przeszłości, misternie splecionych z historią współczesną, a także bogactwo szczegółów. 
 
Akcja powieści rozgrywająca się aktualnie, krąży wokół Zosi Krasnopolskiej, dziewczyny, która zawsze robiła to, czego oczekiwało od niej otoczenie. Dobra uczennica, posłuszna córka, pewnego dnia za wagary otrzymuje nietypową karę: ma pomagać w codziennych czynnościach pani Stefanii, starszej, emerytowanej nauczycielce. Z czasem ten obowiązek zmienia całe życie Zosi, bo starsza pani staje się jej najlepszą przyjaciółką, powierniczką i praktycznie najbliższą osobą dziewczyny. Przed śmiercią, pani Stefania zapisuje jeszcze Zosi starą, zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej i w tej sposób ostatni już raz wpływa na życie swojej młodej przyjaciółki.
 
Od momentu przyjazdu Zosi do Rudy zmienia się wszystko, i nie chodzi tylko o kwestie finansowe. Zmienia się podejście dziewczyny do świata, do mężczyzn, a także do przyszłości, która wcześniej jawiła się jej zupełnie inaczej. Zosia powoli urządza się w nowym domostwie odkrywając, że zrujnowana willa skrywa pewną tajemnicę. Kim byli dawni jej mieszkańcy? Co dziewczynie przekazać chce pewna kobieta, która ciągle krąży wokół domu? Poza tym, zaniedbany strych również ma coś w do powiedzenia, w sprawie dawnych lokatorów. Czy Zosia odkryje, co wydarzyło się w willi Dworaka i jak to wpłynie na jej dalsze życie w Rudzie Pabianickiej?
 
Jeśli chodzi o wydarzenia będące drugim tłem fabularnym, rozgrywają się one w latach 30 - tych XX wieku i są związane z okresem świetności Rudy Pabianickiej, chętnie odwiedzanej wtedy przez bogatych przedsiębiorców z Łodzi. Ówcześni mieszkańcy miasteczka byli również ciekawymi postaciami, więc nie dziwi fakt, że willa Zosi była świadkiem wielkiej i namiętnej miłości. Jak można się domyślać, obie historie będą miały wspólny mianownik, a połączenie ich w jedną opowieść będzie zaskakujące zarówno dla samych bohaterów, jak i dla czytelników.
 
Osobiście dość długo podchodziłam do "Czereśni ..." (które premierę miały w kwietniu) i właściwie sama nie wiem, dlaczego. Chyba trochę przerażała mnie objętość książki i wysokie oczekiwania, pogłębione przez docierające do mnie, wszechobecne zachwyty. Bałam się konfrontacji, czy i mnie książka tak się spodoba, jak wszystkim wokół? Dlatego zabrałam ja na urlop i to był strzał w dziesiątkę! Przeczytałam w mig i wszystko mi się w tej historii podobało, choć różniła się ona nieco od poprzednich książek Magdy. Świetny jest pomysł na fabułę, rozbudowana opowieść z lat 30 - tych, bogata w szczegóły przeszłość Rudy Pabianickiej, czy zupełnie współczesna historia Zosi. 
 
Dlatego daję książce 6/6 i umieszczam na szczycie moich ulubionych książek Autorki, a może nawet wsadzę ją na miejsce tuż obok, najlepszej, moim zdaniem "Cześć, co słychać?". Bardzo serdecznie polecam "Czereśnie zawsze muszą być dwie" i to nie tylko w okresie wakacji, a już jutro zawiozę ją do Mamy, niech też zanurzy się w tą wspaniałą opowieść.


Sardegna

Już czytam sam! #12 "65 - piętrowy domek na drzewie" i ... "13 - piętrowy domek na drzewie"


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments

Z tymi "Domkami na drzewie" to jakiś obłęd! Moja Dziewięciolatka oszalała na ich punkcie jeszcze bardziej, niż to miało miejsce w przypadku "Dzienników Cwaniaczka" (o których pisałam TU i TU). Zdaje mi się, że nawet sami autorzy Andy Griffiths i Terry Denton nie spodziewali się aż takiej popularności swej serii. Świadczyć o tym może fakt, że tom pierwszy jest niemalże o połowę cieńszy, niż część najnowsza. Ale wiecie, kiedy rośnie zainteresowanie, muszą mnożyć się pomysły. W każdym razie moja Córka jest na bieżąco z kolejnymi tomami:
"39 - piętrowy domek na drzewie"
"52 - piętrowy domek na drzewie"

Do szczęścia brakowało jej tylko tomu pierwszego, czyli "13 - piętrowego domku na drzewie" i najnowszego, czyli "65 - piętrowego..." Pierwszy sprezentowałam jej przy okazji tegorocznych WTK, co do drugiego, z pomocą przyszła Nasza Księgarnia.  Teraz już moje dziecko ma na własność swoją kolekcję domków, w liczbie pięciu tomów.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 256
Moja ocena : 5/6

W "13 - piętrowym domku..." poznajemy początki przygód Andy'ego i Terry'ego. Domek chłopaków nie jest jeszcze aż tak bardzo rozbudowany, choć znajduje się w nim kilka ciekawych pomieszczeń i sposobów na umilenie sobie czasu wolnego. Jest tam pokój zabaw, tajne, podziemne laboratorium, basen z łakomymi rekinami, fontanny z oranżadą, kręgielnia, liany, na których można się huśtać oraz przeźroczysty basen. Chłopcy zajmują się pisaniem i ilustrowaniem książek, opowiadają więc czytelnikom, skąd biorą na to pomysły. Czasami główkują, jak szaleni, bo nie mają koncepcji, o czym nowym pisać, ale zazwyczaj nie mają z tym problemu, bowiem codziennie przydarzają im się niesamowite przygody, wystarczy wtedy tylko je spisać, dorysować kilka ilustracji i książka jest już gotowa!

W wypadku 13 - piętrowego domku, Terry postanawia zamienić kota w kanarka i wyhodować z jaj małpę morską, która przez przypadek okazuje się syreną. Kolejno, chłopcy walczą z morskim potworem, w którego syrena się zmienia, ostatecznie traktując ją zmniejszaczem do bananów. Potem produkują pianki w ilości znacznej, piszą o przygodach Superpalca oraz próbują ujarzmić stado prawdziwych (nie morskich) małp, a wszystko to w czasie, kiedy termin pisania nowej książki goni, jak szalony!

Standardowo, w tej historii pełno jest śmiesznych gagów, żartów sytuacyjnych, które przedstawiane są również na rysunkach. To nic, że momentami więcej jest tych obrazków, niż samego tekstu, ale na tym właśnie polega cały urok tej książki. Jak widać, takie "komiksowe" książki okazują się być niezmiernie atrakcyjne dla czytających dzieciaków.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6
 
Tom najnowszy "65 - piętrowego domku na drzewie", będący jednocześnie najbardziej obszernym, jest nie mniej zakręcony od poprzednich części. Domek Andy'ego i Terry'ego ma dobudowane nowe piętra, na których znajdują się: pokój urodzinowy, salon piękności dla zwierząt, klonowalnia, pokój nie - urodzinowy, sala eksplodujących gałek ocznych, drzewna telewizja, orkiestra piszczących balonów, sklep z lizakami, niewidzialne piętro, domek dla sów, mrówcza farma, strzelnica oraz piętro - lotne piaski. Cóż jednak z tego, skoro chłopaki nadal nie mają pozwolenia na budowę domku na drzewie. Jak więc rozwiązać ten problem, kiedy do drzwi puka Inspektor Bąbelek, oczekując odpowiednich dokumentów, które nie istnieją?


Bohaterowie posiadają na szczęście maszynę czasu, która przeniesie ich w przeszłość, żeby mogli zdobyć odpowiednie zezwolenie budowlane. Co jednak się stanie, kiedy posuną się oni zbyt daleko w swej podróży? Atak mrówek, które formują Wielką Mrówczą Stopę to nic, w porównaniu z wylądowaniem w epoce dinozaurów czy uczeniem ludzi pierwotnych, czym jest sztuka. 

Na koniec napiszę jeszcze tylko, że dotarcie chłopaków do ery kamienia łupanego to dopiero połowa ich przygód, opisanych w książce. Resztę natomiast zostawiam dzieciakom samym do odkrycia.

Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, kiedy napiszę, że w przygotowaniu jest już tom kolejny, tej zabawnej, ni to fabularnej, ni to komiksowej, opowiastki. Na pewno zaopatrzę Dziewięciolatkę w "78 - piętowy domek na drzewie", którego sama jestem ciekawa, no bo jakież to nowe pomieszczenia i szalone przygody mogą wymyślić jeszcze autorzy, skoro wszytko już było! 

  Sardegna

"Ulysses Moore. Piraci z Mórz z Wyobraźni" Pierdomenico Baccalario


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: fk Olesiejuk
Liczba stron: 282
Moja ocena : 3/6


Kojarzycie serię książek przygód Ulyssesa Moore'a, zaadresowaną dla młodzieży?  Tą liczącą sobie 12 tomów kolekcję, której pierwszym tomem były najbardziej znane "Wrota czasu" przeczytałam już dość dawno temu, a o moich wrażeniach możecie przeczytać TU, TU , TU i TU . Ta rozbudowana historia opowiada o bogatych przygodach Julii, Jasona i Ricka, trójki dzieciaków, które penetrują tajemniczą Willę Argo, znajdują Metis, czyli magiczną łódź właściciela, i na jej pokładzie podróżują w czasie.

Dwanaście tomów dość wyczerpująco opisuje wszystkie przygody młodych bohaterów, wprowadza też niezliczoną ilość nowych postaci, dlatego ogarnięcie całej historii jest dość wyczerpujące, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.Wiem też, że dla nastolatków, będących fanami serii, ta opowieść nie ma żadnych tajemnic. Potrafią oni na wyrywki podawać fakty, analizować scenki sytuacyjne, czy prowadzić rozmowy na ten poszczególnych tomów. Mogą tym zadziwić i zawstydzić niejednego dorosłego czytelnika, wiem, po przerobiłam to na własnej skórze, miotając się w odpowiedziach. 

W każdym razie, całą serię przeczytałam w wakacje, dość dawno i bardzo się zdziwiłam, kiedy na rynku wydawniczym pojawił się nowy tom serii. 13 księga o tytule "Statek czasu" będąca już nową historią, ale napisaną w oparciu o starych bohaterów i poprzednie wydarzenia, bardzo mi się spodobała i widziałam w niej spory potencjał na rozwinięcie tej opowieści w nowym kierunku (piszę o tym dokładnie TUTAJ), natomiast tom kolejny "Podróż do Mrocznych Portów" okazał się już totalnym niewypałem (link). 

Będąc jednak po lekturze "Piratów z Mórz z Wyobraźni", czyli 15go, muszę ze smutkiem stwierdzić, że im dalej, tym gorzej. Ta część jest równie słaba, co poprzednia, a co gorsza, o ile "Podróż..." miała dla mnie jeszcze sens, bowiem rozwijała wątek "Statku czasu", to w przypadku "Piratów..." nie widzę już żadnego połączenia z główną opowieścią. Nie wiem, czy to wynika z faktu, że tom 14 mnie tak wynudził, że większość wątków zostało przeze mnie zapomnianych, czy sama historia mi się już "przejadła", niestety nie było dobrze...
 

Mimo że wszystko było, jak zwykle, bohaterowie ci sami, historia znajoma, Całość okazała się powtarzalna i mało porywająca. Murray i Mina z pomocą Metis, czyli tajemniczej łodzi prowadzącej ich na nieznane wody, muszą zawalczyć przeciwko wspólnemu wrogowi Kilmore Cove, Larry'emu Huxley'owi, znanemu czytelnikom z poprzedniego tomu. Rebelianci będą musieli odszukać też zaginionego Ulyssesa Moore'a, a pomóc im w tym ma Penelopa, żona Ulyssesa, a także ich przyjaciel, profesor Galappi.
No i mimo tego nawiązania do wydarzeń już znanych, nie podobało mi się. Powiem więcej, przeczytanie tej książki, która jest napisana dużym drukiem i ma krótkie rozdziały, zajęło mi dosłownie dwa - trzy miesiące. Starałam się, naprawdę. Czytałam po fragmencie, ale nie potrafiłam wkręcić się w opowieść. 

Oczywiście, jeżeli ktoś mimo tego, skłoni się ku tej serii, musi wiedzieć, że ta część jest ściśle związana z poprzednim, dlatego absolutnie nie polecam czytać jej indywidualnie. Posunę się o krok dalej i napiszę, że w ogóle nie polecam czytać tej nowej serii. Starą, czyli tą do tomu 12, jak najbardziej, natomiast resztę możecie sobie spokojnie podarować.

I szkoda mi trochę, bo naprawdę byłam wielką fanką serii, ale, jak widać, co za dużo, to niezdrowo. Według mnie ta historia powinna zakończyć się na tomie 12. Autor chciał chyba popłynąć na fali popularności "Wrót czasu" i rozwinął wątek, wprowadzając nowe elementy. Jak widać jednak, na dłuższą metę to mu się nie udało. Na plus zasługuje natomiast piękne wydanie, w twardej oprawie, z obwolutą, mapami, rycinami i szkicami. Wszystko utrzymane w podobnym stylu, jak reszta kolekcji. Podsumowując, nie wiem, ile części "Ulyssesa Moore'a" jeszcze powstanie, ale ja już chyba za nie podziękuję.

  Sardegna

"Titanic. Pamiętna noc" Walter Lord


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo:  Agora
Liczba stron: 286
Moja ocena : 6/6

Historia tego legendarnego transatlantyku, który zatonął w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku po zderzeniu z górą lodową, fascynuje  wielu. Titanic przez lata stał się inspiracją do nakręcenia filmów katastroficznych, czy pisania publikacji, w których autorzy próbowali zmierzyć się wyjaśnieniem przyczyn zatonięcia statku czy opisaniem przebiegu katastrofy, krok po kroku. 

Nawet teraz, ponad sto lat później, ciągle powstają nowe filmy dokumentalne na ten temat, a badacze dna oceanicznego, wyposażeni w najlepszy sprzęt, nieustannie analizują miejsce, w którym znajduje się wrak statku, w poszukiwaniu informacji o przebiegu katastrofy. Okazuje się, że całkiem sporo można dowiedzieć się z rozrzuconych, po wielu kilometrach kwadratowych dna oceanicznego, szczątków wraku.

Najbardziej popularnym filmem stworzonym po to, by zobrazować katastrofę, jest chyba ten z roku 1997, w reżyserii Jamesa Camerona, jednak mało kto wie, że pierwszą "poważną" ekranizacją wydarzeń tamtej nowy, jest film z roku 1958 o tytule "S.O.S. Titanic", nakręcony przez Roya Ward Bakera, u którego podstawy powstania leży właśnie powyższa książka.

Walter Lord, autor "Pamiętnej nocy" był człowiekiem zafascynowanym historią Titanica i praktycznie całe swoje życie poświęcił na badania budowy statku i przyczyn katastrofy. Przeprowadził on setki rozmów z ocalałymi pasażerami transatlantyku, spisywał relacje załogi, pracowników technicznych, zbierał informacje od każdej grupy społecznej, przebywającej owego feralnego dnia na pokładzie, i to właśnie na podstawie jego notatek oraz zebranych informacji, powstał później film "S.O.S. Titanic". Swoją drogą, film ten otrzymał w 1959 roku nagrodę Złotego Globu i jest uznawany za najlepsze dzieło na temat katastrofy, do czasów Camerona. Sam Walter Lord zmarł w 2002 roku, ale do końca swojego życia pracował, jako konsultant w różnego rodzaju projektach, związanych z badaniem zatonięcia Titanica.

Ten mój przydługawy wstęp ma pokazać, że "Pamiętna noc" to nie jest jakaś przypadkowa książka o Titanicu. To zbiór rzetelnych wiadomości na temat wydarzeń z kwietnia 1912 roku, taka mini encyklopedia, która niesie sporo informacji z przebiegu samej feralnej nocy. Historia napisana przez Lorda pokazuje to, co działo się na pokładach pierwszej, drugiej i trzeciej klasy, jak wyglądały wydarzenia z perspektywy ocalałych członków załogi, a także, jakie nastroje panowały na  statkach znajdujących się w pobliżu Titanica (Carpathia i California).

Największą zaletą tej publikacji jest fakt, że mimo wielu skrupulatnych informacji i opisów wydarzeń krok po kroku, całość czyta się bardzo dobrze, niemalże, jak powieść akcji. W relacje pasażerów wszystkich klas i załogi, wplecione są prawdopodobne dialogi, co sprawia, że tekst czyta się plastycznie i płynnie. W książce nie rażą też zestawienia techniczne, wszelkie liczby czy analiza możliwości ewakuacji, choć jest tego trochę. Na końcu znajduje się nawet spis wszystkich pasażerów Titanica z zaznaczeniem, którzy przeżyli katastrofę. To wszystko pokazuje, jaki ogrom pracy wykonał Autor w zebranie rzetelnych informacji, i jaka to była mozolna robota.

Do tego, Walter Lord nikogo w swej książce nie ocenia, nie tłumaczy, ani nie broni. Bardziej emocjonalnie wyjaśnia jedynie fakt, iż katastrofa Titanica zakończyła pewien etap w historii, w którym to podział na klasy był na tyle wyraźny, że zaważył na kolejności ewakuacji osób z poszczególnych pokładów statku. 


Uważam, że jest to najciekawsza publikacja na temat katastrofy Titanica, jaką do tej pory przeczytałam. Agora wydała jeszcze jedną książkę o olbrzymim statku i jest nią "Batory. Gwiazdy, skandale i miłość na transatlantyku", nie będąca wprawdzie historią katastroficzną, ale wydaje się mieć równie bogatą, choć nie tak tragiczną, przeszłość, jak Titanic. Być może skuszę się i na tą lekturę.

Sardegna

Już czytam sam! #11 "Dziennik Cwaniaczka. Ryzyk - fizyk" Jeff Kinney


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron:  224
Moja ocena : 4/6


W dzisiejszej odsłonie cyklu "Już czytam sam!" chciałam przedstawić Wam kolejny tom przygód tytułowego Cwaniaczka, czyli bohatera, którego fenomenu nie potrafię zrozumieć, więc może ktoś mi wytłumaczy, o co z tym dzienniczkiem tak naprawdę chodzi. 

Dzieciaki oszalały na punkcie tej serii i to nie tylko młodzież, ale także młodsi. Wypożyczenie jakiegoś tomu z biblioteki graniczy z cudem, bo książki ciągle są w obiegu, a w księgarniach braki w asortymencie (sprawdziłam to w Empiku). I  w sumie rozumiem, że jest śmiesznie (momentami), że mało tekstu (bo większość to czarno - białe rysunki), że dobrze się czyta, ale litości! Przez 12 tomów? Bo tyle liczy sobie aktualnie seria (o ile nic nie pomieszałam), z czego powyższa część jest przedostatnią. 

Ale tak na poważnie, rozumiem w pewien sposób ten fenomen. Potrafię ogarnąć, że dla dzieci, które niezbyt lubią czytać, śmieszna historyjka, niemalże komiksowa, z niewielką ilością litego tekstu na stronę, jest bardziej atrakcyjna, niż typowa lektura bez obrazków. Wiem też, że książki te nie są docelowo przeznaczone dla dziewięciolatków, ale skoro moje dziecko zwariowało na ich punkcie, to czemu mam jej tego zabraniać? (żeby nie było, zerkam do tych Cwaniaczków w poszukiwaniu rzeczy zabronionych, ale ich w sumie nie znajduję).

Młoda przeczytała większość tomów od czasu, kiedy pisałam o pierwszej części TUTAJ, głównie wypożyczyła je z biblioteki, umawiając się z panią, że jej odłoży wszystkie tomy, które będą dostępne. "Ryzyka - fizyka" mamy akurat na własność, więc mógł on zostać przeczytany już podwójnie. 

Główny bohater, czyli gimnazjalista Greg znowu zmaga się z trudną codziennością nastolatka. Początkowo uważa nawet, że jego życie to jakaś alternatywna rzeczywistość, a on sam jest w ukrytej kamerze, prawda jest jednak bardziej przyziemna. Starszy brat ciągle jest wkurzający, młodszy rozpieszczony, koledzy dziwni, a mama wymagająca. Greg stara się nawiązywać nowe przyjaźnie, na przykład z nowym ziomkiem Maddoxem, zakręconym fanem klocków Lego, ale niestety dobre chęci tutaj nie wystarczą, a wszystko przez wypuszczenie w powietrze, pewnego balona z wiadomością. 

Chłopak martwi się też wiecznym ukrywaniem słodyczy przez mamę i jej kreatywnością w wymyślaniu nowych prac domowych do wykonania. Co zrobić, kiedy rodzicielka uważa, że jej syn spędza czas w mało ciekawy sposób, oczekując od niego zajmowania się czymś twórczym i rozwijającym zainteresowania? Aby uspokoić nerwową atmosferę, Greg postanawia nakręcić niskobudżetowy film, ale przy okazji rezygnuje też z orkiestry. Czy wyjdzie mu to na zdrowie? 

Generalnie Greg jest gościem, który ma naprawdę niełatwe życie. Na szczęście umie o tym mówić w sposób na tyle ciekawy, że dzieciaki za nim przepadają, a w jego perypetiach zaczytują się, jak szaleni. Jako mama, jestem średnią zwolenniczką Cwaniaczka, ale rozumiem i akceptuję. Jeśli lektura "Dziennika..." ma skłonić dzieci do czytania w ogóle, albo ma być dobra na początek, a później przerodzić się w coś konkretniejszego, to tylko zachęcam. 

Moja Córka, oprócz przygód Cwaniaczka, preferuje także przygody Tomka Łebskiego, a także "Pamiętnik Zuzy - Łobuzy" od Jaguara. Ostatnio znalazła także serię podobną w klimacie do powyższych, wydaną przez Znak: "Kacper Niewypał Co?dziennik pomyłek" i "O!błędne notatki". Jeżeli więc Wasze dzieciaki lubią tego typu książki, a nie macie pomysłów na nowe tytuły, bo "Dziennik Cwaniaczka" już został przeczytany wzdłuż i wszerz, to powyższe będą dla Was fajną alternatywą.

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - lipiec


posted by Sardegna on

2 comments

I w ten oto sposób, połowa wakacji już za mną. Lipiec spożytkowałam bardzo pracowicie i przeczytałam aż 15 książek, z czego 2 pochodziły z bardzo dawnych zasobów mojej biblioteczki "Psy wojny", "Od początku do końca"), więc mogłam zaliczyć je do wyzwania Z półki, 1 to audiobook ("Psy wojny"), 1 książka pożyczona ("Do trzech razy śmierć) i 1 przeczytana przedpremierowo ("Czarna Madonna"). Wśród tych 15 książek, jedna była zupełnie nietypowa. Nie znałam bowiem jej tytułu, ani autora. Tą niespodziankę zaserwował mi Znak:


Lipiec obfitował naprawdę w dobry czas czytelniczy i nadrabianie zaległości ("Piraci z Mórz z Wyobraźni", "Amelia i Kuba. Stuoki potwór" , "Chemik"). Udało mi się też, jak rzadko, zaplanować parę postów do przodu. Stąd wzięło się dość sporo wpisów na blogu w tym miesiącu. 

Jeśli chodzi o nowości lipcowe, przybyło ich trochę, ale sami przyznajcie, są to same wyjątkowe tytuły, z których też kilka już przeczytałam:


"Chłopiec z Allepo, który namalował wojnę" Sumia Sukkar
"Słońce umiera i tańczy" Ewa Cielesz
"Prokurator" Paulina Świst
"Trzecia" Magda Stachula
"Titanic. Pamiętna noc" Walter Lord


"Góry na opak, czyli rozmowy o czekaniu" Olga Morawska - zakup własny
"Notatki samobójcy" Michael Thomas Ford
"Ryba na drzewie" Lynda Mullay Hunt
"Ali i Nino" Kurban Said
"Kanion tyranozaura" Douglas Preston -  z wymiany
"Góry na opak 2, czyli rozmowy z tymi, co zostają" Olga Puncewicz


"Venla" J.K. Johansson 
"Formacja trójkąta" Mariusz Zielke
"Gwizadozbiór" Marta Zaborowska

"Wisielec i księżyc" Gacek & Szczepańska 
"Niemowa" Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt- wszystko to zakupy własne



"Spotkamy się w Prowansji" Caroll Mortimer, Catherine Spencer
"Czarna Madonna" Remigiusz Mróz


Trochę się tego nazbierało, ale na szczęście sierpień nie zapowiada się już tak obficie. Chociaż ja dalej urlopuję, więc ostatecznie się nie zarzekam, bo wakacje poza domem sprzyjają książkowym zakupom, tym bardziej, że parę stoisk z tanią książką kusić mnie będzie po drodze...  

Sardegna

Ponadprogramowy, wakacyjny i zupełnie nie nowy, stos!


posted by Sardegna on

11 comments

Kiedy będziecie czytać ten wpis, ja będę prawdopodobnie lenić się w moim ukochanym, wakacyjnym Miejscu Na Ziemi! W końcu doczekałam się wymarzonego urlopu, którego niecierpliwie wypatruję cały rok, marząc tylko o tym, żeby wraz z przyjaciółmi wypoczywać na całego. Tradycyjnie zabieram ze sobą parę książek, no bo moje wakacje bez czytania nie mogłyby istnieć, ale nie martwcie się, nie będzie to moje jedyne zajęcie. 

Poniżej przedstawiam stos, który planuję ze sobą zabrać. Na urlop przygotowałam zaległości, na które ostatnio nie starczyło mi czasu, w tym mój największy wyrzut sumienia, czyli "Ezotero. Moje przeznaczenie" Agnieszki Tomczyszyn. Mam więc nadzieję, że od niego zacznę wakacyjne czytanie:


"Koniec samotności" Benedict Wells
"Przeznaczeni" Katarzyna Grochola
"Świt, który nie nadejdzie" Remigiusz Mróz
"Załatw pogodę, ja zajmę się resztą" Renata Frydrych
"Czereśnie zawsze muszą być dwie" Magdalena Witkiewicz
"Dom nie z tej ziemi"  Małgorzata Strękowska - Zaremba
"Ezotero. Moje przeznaczenie" Agnieszka Tomczyszyn
"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins
"Słońce umiera i tańczy" Ewa Cielesz

Na czas nieobecności zaplanowałam kilka wpisów, żeby blog nie zakurzył się zupełnie. Miło mi będzie, jeśli zechcecie na nie zerknąć i pozostawić ślad, nawet kiedy zniknę na moment z blogosfery. A Wy jesteście przed, czy już po urlopie? Pozdrawiam Was serdecznie i do napisania!

  Sardegna

"Osiedle marzeń" Wojciech Chmielarz


posted by Sardegna on , , , , ,

12 comments


Wydawnictwo: Aleksandria
audiobook: czas trwania 13 godzin 3 minuty
Moja ocena : 6/6
lektor: Janusz Zadura


Wojciech Chmielarz jest Autorem powieści, o których słyszałam naprawdę dobre opinie, ale sama nie miałam okazji się jeszcze z nimi zapoznać. Intrygowała mnie twórczość pisarza, zwłaszcza po zdobyciu nagrody Wielkiego Kalibru w 2015 roku oraz bardzo wysokich notach "Wampira", czyli historii rozgrywającej się w pobliskich Gliwicach. Faktycznie, nazwisko Autora przewiało mi się na zaprzyjaźnionych blogach, ale prawdziwą ochotę na powieść jego autorstwa poczułam po tegorocznych TK w Warszawie, kiedy to na stoisku Wydawnictwa Czarne, skutecznie promowano "Zombie", czyli książkę najnowszą.

Z pomocą przyszła Agnieszka (z bloga Dowolnik) i pożyczony przez nią audiobook. Zabierając się za odsłuchiwanie nie byłam świadoma tego, że to jest to czwarty tom przygód komisarza Jakuba Mortki ("Podpalacz", "Farma lalek", "Przejęcie"), bo o tym miałam się przekonać na sam koniec, ale powiem szczerze, że w trakcie słuchania w ogóle mi to nie przeszkadzało. Historia kryminalna opisana w "Osiedlu marzeń" jest zupełnie odrębna, choć faktycznie można doszukać się w treści pewnych nawiązań do przeszłości komisarza, które zostały chyba rozwinięte w poprzednich tomach. 

"Osiedle marzeń" to przykład pełnokrwistego, polskiego kryminału. Jest to historia z gatunku tych, które czyta się/odsłuchuje jednym tchem. Znacie to uczucie, kiedy włączacie nowy audiobook, słuchacie prologu, albo pierwszego rozdziału i czujecie TO? Tę iskrę, która podpowiada, że to będzie naprawdę dobra historia. Tak właśnie jest z powyższa książką. Od pierwszych stron historia wciąga czytelnika i nie pozwala oderwać się od lektury.
Na ekskluzywnym, zamkniętym osiedlu w Warszawie, dochodzi do brutalnego morderstwa. Na parkingu zostaje odnaleziona studentka, Zuzanna Łatkowska, która jest miłą i sympatyczną dziewczyną, nikomu nie wadzącą. Jej zwłoki odnajduje ochroniarz pracujący na nocnej zmianie na osiedlu, a po przejrzeniu monitoringu wychodzi na to, że sprawcą musi być ktoś z mieszkańców. Sprawą zajmuje się komisarz Jakub Mortka, a pomaga mu w tym aspirantka Anna Suchocka. Para bohaterów próbuje dojść do prawdy i odkryć, co tak naprawdę stało się ze studentką, tym bardziej, że na jaw wychodzą sekrety z jej "niby" poukładanego życia. 

Co rusz, w śledztwie na światło dzienne, wychodzą nowe fakty. Po pierwsze, Zuzanna wynajmowała mieszkanie u polityka, który lata świetności ma już za sobą i wyraźnie ma coś do ukrycia. Po drugie, osiedlowi ochroniarze są zamieszani w grubszą sprawę używkową. Po trzecie, współlokatorki Zuzy coś kręcą, a po czwarte i najważniejsze, w sprawę angażuje się warszawski typ spod ciemnej gwiazdy i ukraińska mafia. O co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi?  Co z całą sprawą ma wspólnego Alex, chłopak Zuzanny? 

Komisarz Mortka i aspirantka Suchocka świetnie dają sobie radę, mimo kłód, które ktoś im nieustannie rzuca pod nogi. Poza tą parą policjantów, ważną rolę w książce spełnia podkomisarz Dariusz Kochan, który po przymusowym urlopie otrzymuje do rozwiązania kilkanaście spraw niemożliwych, i ... dobrze sobie z nimi radzi. Wątek Kochana był akurat rozbudowany w poprzednich częściach, jednak i tutaj można się spokojnie zorientować, co tej kwestii miało miejsce. Więc i ta niewiedza nie psuje czytelnikowi lektury.

Historia "Osiedla marzeń" jest bardzo realistyczna, brutalna i dość wulgarna. Jednak mi to nie przeszkadza, choć faktycznie audiobooka trzeba słuchać koniecznie na słuchawkach.

Najbardziej jednak emocjonujące jest zakończenie. I choć w pewien sposób otwarte, dające pole do popisu Autorowi w kontynuacji tej historii w kolejnym tomie, to dla czytelników zainteresowanych tylko tym konkretnym tytułem, też będzie zadowalające.

I teraz mam dylemat: koniecznie chciałabym poznać trzy poprzednie powieści z przygodami komisarza Mortki, ale równocześnie bardzo interesuje mnie "Wampir", "Zombie" czy "Koma" napisana z moja ulubioną Autorką, Katarzyną Zyskowską - Ignaciak. I jak teraz żyć? A tak poważnie: tyle dobrych książek czeka na przeczytanie, a ja mam tak mało czasu!


Sardegna

"Chemik" Stephenie Meyer


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 568
Moja ocena : 4/6

Stephanie Meyer, Autorkę "Chemika", znacie zapewne z kultowej serii "Zmierzch", któż bowiem w dzisiejszych czasach nie kojarzy Edwarda Cullena i jego wybranki Belli. Ta wampirza saga zawojowała owego czasu wyobraźnią nastolatków i zainicjowała modę, na tworzenie powieści z wizerunkiem "ugrzecznionego" wampira. Sama też trochę jej uległam i jakieś osiem lat temu przeczytałam wszystkie cztery tomy serii i mam je nawet na półce do dziś.

Na fali popularności "Zmierzchu" Autorka wydała jeszcze kolejną powieść, nie będącą już w prawdzie częścią cyklu, ale ja i tak zaopatrzyłam się w swój egzemplarz i mam go w swojej biblioteczce (choć jeszcze do niego nie dotarłam). "Intruz" spotkał się z mniejszym zainteresowaniem czytelników i nie powtórzył już sukcesu wampirzej historii. Później natomiast nastąpiła wieloletnia przerwa pisarska dla Stephenie Meyer i dopiero w tym roku premierę miał "Chemik", czyli jej druga, "indywidualna" powieść, skierowana już raczej do dorosłych czytelników. 

"Chemik" przypomina swoją strukturą wcześniejsze książki Autorki: jest bardzo opasły i podobnie, jak tamte, mocno przegadany. Oceniłam go ostatecznie na czwórkę, ponieważ jest to według mnie, zupełnie przyzwoite czytadło, w sam raz na urlop, natomiast absolutnie nie uważam, że jest to jakaś wyjątkowa historia, która zapadłaby mi w pamięć na dłużej, albo umieściłabym ją w rankingu najlepszych, przeczytanych w roku 2017.

Powieść z założenia jest sensacją z bardzo wyraźnym i nieco przerysowanym, wątkiem romansowym, jednak na pierwszy plan wysuwa się na szczęście, akcja (dlatego też ostatecznie sklasyfikowałam "Chemika" w tej kategorii). Główną bohaterką jest Alex, ciągle zmieniająca tożsamość, była, tajna agentka rządowa, która wypadła z łask służb specjalnych amerykańskiej agencji i teraz jest przez nich poszukiwana. Nieustannie się ukrywa, co chwilę zmienia wygląd i miejsce zamieszkania, praktycznie nigdzie nie zatrzymuje się na dłużej, a każde jej pojawienie się w miejscu publicznym musi zostać dokładnie zatarte. Alex ukrywa się przed swoimi prześladowcami po tym, jak w zamachu zginął jej najlepszy przyjaciel, wraz z którym pracowała w agencji nad tajnym projektem. W laboratorium chemicznym działano na rzecz nowoczesnych "metod tortur", czyli substancji, które mogłyby z podejrzanych "wyciągnąć" wszelkie informacje, na zasadzie serum prawdy. Póki co jednak, naukowcy doszli do bardziej bolesnej wersji tych środków, a Alex, jako prawdziwa idealistka i osoba, która nie ma złych zamiarów, nie może pogodzić się z przerwaniem prac. Musi ukrywać się więc przed dawnymi pracodawcami, wiedzącymi o niej wszystko.

Po kilku latach tułaczki i życia w nieustannym stresie, bohaterka jest już tym nieziemsko zmęczona. Nie dziwi więc, że kiedy zgłasza się do niej dawny współpracownik z departamentu z pewną propozycją, a w zamian obiecuje wolność, Alex nie zastanawia się długo. Jej zadaniem ma być przechwycenie groźnego przestępcy, który jest w posiadaniu informacji o groźnej dla całej ludzkości, broni biologicznej, a sprawa wydaje się być na tyle poważna, że Alex podejmuje się zadania i tutaj zaczyna się właśnie cała przygoda. 

Daniel, którego ma złapać, okazuje się być nie do końca tym człowiekiem, którego poszukiwałą. Zupełnie nie pasuje on do profilu przestępcy, bo jest naprawdę bardzo łagodnym i ufnym człowiekiem (żeby nie powiedzieć nudnym i bezpłciowym). Kobieta zaczyna wyczuwać, że coś w tej sprawie nie gra, a fakty, jakie przedstawił departament nie są do końca prawdziwe. I tak bohaterowie trochę przypadkowo skazani na siebie, zaczynają galopującą ucieczkę, przed niewidzialnym wrogiem.

I praktycznie na tym opiera się całe 500 stron powieści. Alex i Daniel uciekają, chowają się, próbują przechytrzyć oprawców, ale też romansują w najlepsze (raczej platonicznie), przytulają się, mówią sobie miłe słowa, tresują psy i robią zakupy na stacji benzynowej. Nie powiem, znośnie się to czytało, głównie dzięki dość wartkiej akcji, jednak wydaje mi się, że ponad 500 stron to zdecydowanie za dużo dla tej historii. Ostatecznie czytałam "Chemika" na raty, przez jakieś dwa tygodnie, przymuszając się trochę. Nie porwało mnie.

Głównym problemem tej książki jest fakt, że jest ona mocno przegadana i mimo wartkiej akcji, staje się czytelnikowi obojętna, bo nie wzbudza po prostu większych emocji. Bohaterowie są zwyczajnie nijacy. Alex to niekonsekwentna i rozmemłana kobieta, która w towarzystwie faceta robi się bezbronna, jak dziecko (wiem, że wydaje się to absurdalne, skoro jest tajną agentką, ale niestety taka  jest prawda). Daniel to przykład mężczyzny nie znającego się na niczym, popełniającego bezsensowne błędy, będącego bezpłciową ofiarą losu. Jedyną postacią z charakterem, wzbudzającą sympatię, jest mężczyzna, który pojawi się w życiu bohaterów niespodziewanie, nie będę jednak tutaj pisała, kto to jest, bo nie chciałabym zdradzać fabuły. Gwarantuję jednak, że jak się już pojawi, to na pewno go zauważycie. 

"Chemik" nie porusza, nie zachwyca, jest ot, taką wakacyjną lekturą na jeden raz. W większości przypomina przygody McGyvera, więc może dostarczać pewien rodzaj rozrywki. Świetnie nada się na urlop, kiedy ma się ochotę na coś banalnego, jeżeli jednak oczekujecie od książki czegoś więcej, to niestety możecie się srogo rozczarować.

Sardegna

"Star Wars. Galaktyczna opowieść z naklejkami"


posted by Sardegna on , , ,

2 comments

Nie wiem, jaki stosunek mają Wasze dzieci do Star Wars, ale moje, od 2015 roku, kiedy to premierę miało "Przebudzenie mocy", czyli nowa, siódma część, wykazują wiele emocji z tym związanych. Wydaje mi się to niejako dziwne, bowiem moje dzieci w życiu nie oglądały żadnej części Gwiezdnych Wojen, ani tej najnowszej, ani żadnej poprzedniej. Podejrzewam, że to emocjonowanie się wynika to bardziej z fascynacji rówieśników filmem, a moi biorą udział w rozmowach na ten temat, więc przy okazji coś z tej ekscytacji przechodzi na nich. No cóż, jestem w stanie to wytrzymać. Tak, jak dałam radę z Lego Ninjago, Krainą Lodu, Minionkami, Transformersami i innymi.

Co do samych emocji, związanych ze Star Warsami, znacznie bardziej udzieliły się one Młodemu, więc nie obyło się bez zakupienia odpowiednio firmowej czapki, ale na tym właściwie chęć posiadania gadżetów z Gwiezdnych Wojen się skończyła. Kiedy więc Egmont wyszedł z propozycją książeczek z naklejkami z tym motywem w roli głównej, pomyślałam, że to może być fajna opcja, aby odświeżyć temat i mieć plan na ewentualne, ponure, wakacyjne dni.

"Star Wars. Galaktyczna opowieść z naklejkami" to taka komiksowa uzupełnianka naklejkowa, świetna propozycja dla małych miłośników filmu, ale może też spodobać się dzieciom tym, które, tak jak moje, nie do końca są w temacie (choć książeczka spodoba im się prawdopodobnie z zupełnie innego powodu).  

Dla moich dzieci wybrałam dwie opcje zeszytów Star Wars: "Galaktyczna opowieść z naklejkami. Przygoda Finna" oraz "Galaktyczna opowieść naklejkami. Przygoda Rey". Każdy mógł więc wybrać egzemplarz dla siebie.

Osobiście nie jestem fanką Gwiezdnych Wojen, więc kwestię wytłumaczenia dzieciom kto jest kim w całej tej historii, i o co chodzi w poszczególnych fragmentach książeczki, wziął na siebie mój Mąż. Dzieciaki uzupełniały sobie jednak ten zeszyt głównie według własnego pomysłu, bo na szczęście daje on taką właśnie możliwość.

Jeśli chodzi o formę książeczki, to każda strona zawiera wybraną scenkę z filmu, z adnotacją, co do bohatera w niej występującego. Czasami jest to opis statku, robota czy innej maszynerii, ważnej dla całej akcji. Zadaniem do wykonania jest zazwyczaj użycie naklejek, w celu ucharakteryzowania danej postaci, przygotowania maszyny do lotu, bądź uzupełnienia krajobrazu. Można uzupełniać naklejkami brakujące fragmenty ilustracji, albo po prostu odtworzyć daną scenę z filmu.

Trzeba przyznać, że jest zeszyt jest solidnie wydany i ma sporo, całkiem dużych naklejek, spokojnie więc sprawdzi się w przypadku młodszych dzieci, które jeszcze nie mają zbyt dobrze rozwiniętych zdolności manualnych. 

Uważam, że jest to naprawdę super propozycja zarówno dla prawdziwych fanów Star Wars, którzy filmy znają na pamięć, jak i dla takich "umiarkowanych" miłośników, jak moje dzieci, które podeszły luźniej do tematu i wykorzystały naklejki do twórczej zabawy i kreatywnego tworzenia ilustracji i postaci.

"Galaktyczna opowieść z naklejkami" przeznaczona jest dla dzieci w wieku 6 - 12 lat i idealnie sprawdzi się w podróży, albo pomoże zagospodarować czas wolny, kiedy za oknem pogoda nie będzie sprzyjać zabawom na dworze.

Wiadomo, że dla miłośników Star Warsów zeszyt ten będzie miał inne znaczenie, niż dla laików, ale przecież chodzi o dobrą zabawę, a taką ta opowieść z naklejkami gwarantuje.


Sardegna

"Inwigilacja" Remigiusz Mróz


posted by Sardegna on , , , ,

7 comments

 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 590
Moja ocena : 5/6

"Inwigilacja" to piąty tom przygód niezwykłej pary charakternych bohaterów powieści Remigiusza Mroza - prawniczki Joanny Chyłki i jej aplikanta Kordiana Oryńskiego.

Ta część przynosi kontynuację niektórych wątków, rozpoczętych wcześniej, głównie tych z "Immunitetu", a także przedstawia relację bohaterów z zupełnie z nowej strony. Jeśli chodzi o mnie, "Kasacja" najbardziej z wszystkich tomów, zachwycała mnie nową konwencją polskiego thrillera prawniczego. Wtedy też darzyłam bohaterów największą sympatią, co mogę ocenić z perspektywy czasu. Byli oni dla mnie zupełnie nowymi postaciami i każde ich zachowanie czy hasło rzucone przez Chyłkę, w swoisty sposób mnie zachwycało. Jako że przez kolejne tomy, relacja prawniczki i jej aplikanta nie była już jakoś mega zaskakująca (choć nie powiem "Zaginięcie" i "Immunited" mają w tej kwestii pewne "momenty"), moje emocje w stosunku do tej pary bohaterów trochę osłabły (mówię tylko o moim stosunku do relacji Chyłka - Zordon, kwestia spraw kryminalnych, którymi bohaterowie się zajmują, to zupełnie inny temat).

Trochę opierałam się przed natychmiastowym sięgnięciem po "Inwigilację" tuż po zakończeniu lektury tomu czwartego. Chciałam po prostu trochę odsapnąć. Kiedy jednak zabrałam się za czytanie, pojawił się problem. Jeszcze nigdy nie odczuwałam takiej niechęci i chyba trochę nudy, zaczynając poprzednie części. Początek był zatem bardzo niefortunny. Przedarcie się przez pierwszych 100 stron zajęło mi bardzo, bardzo długo, nie mogłam się wkręcić, a historia zupełnie mnie nie pociągała. Sytuację ratowała jedynie ciekawość, jak rozwinie się chyłkowy wątek ciążowy. Na szczęście, akcja w końcu się rozkręciła i dalej poszło już dobrze. Rzeczywiście, to, co wydarzyło się w "Inwigilacji" stanowi bardzo wielki przełom dla całej historii Chyłki i Zordona. 

W tym tomie prawnicy muszą zmierzyć się z głośną sprawą, która obiegła wszystkie media i stała się tematem numer jeden w kraju. Służby specjalne aresztują mężczyznę, muzułmańskiego pochodzenia, który jest podejrzany o przygotowywanie ataku terrorystycznego. Człowiek ten zostaje zidentyfikowany, jako zaginiony przed laty chłopak - Polak, który z rodzicami spędzał wakacje w Egipcie i tam został uprowadzony. Sprawy nigdy nie rozwiązano, ale kiedy rodzice rozpoznają w nim swego syna, nabiera ona nowego rozpędu. Fahad Al - Jassam nie przyznaje się jednak absolutnie do swego pochodzenia i uparcie twierdzi, że jego tożsamość jest zupełnie inna. Kiedy oskarżenia o przygotowywanie ataku terrorystycznego stają się naprawdę poważne, podejrzany zwraca się do Chyłki, która znana jest z podejmowania się spraw niemożliwych.

Prawniczka początkowo niezbyt chętnie angażuję się w sprawę, ma bowiem inne problemy na głowie głównie związane z ciążą, w końcu jednak podejmuje się tego wyzwania. I faktycznie sprawa Fahada okaże się jedną z największych w jej karierze.

Cała akcja z szukaniem winnego potencjalnego ataku terrorystycznego jest jednak od początku niepokojąca. W sprawę nieustannie mieszają się osoby trzecie, a służby specjalne, zamiast pomagać, ciągle coś zatają. Fahad też okazuje się nie być skłonny do współpracy z Chyłką. Ostatecznie, rozwiązanie sytuacji, jak zwykle będzie zaskakujące, aczkolwiek, powiem szczerze, że tym razem, sama sprawa kryminalna nie była dla mnie jakoś mega ekscytująca i okazała się być raczej wątkiem drugoplanowym.

"Inwigilację" skradły za to szczegóły z życia prywatnego Chyłki i Zordona, co mi się bardzo podobało! Do tego dochodzi jeszcze niesamowite zakończenie i gwarantuję, że będzie to jeszcze większa petarda niż news ciążowy. Dzięki temu, że tom piąty prawniczej historii jest zupełnie odrębny od poprzednich, czyta się go z nowymi, świeżymi emocjami a oczekiwanie na kolejną część, o tytule "Oskarżenie", planowane na jesień, może się niepokojąco wydłużać. Sama też już nie mogę się doczekać!

  Sardegna

"Nela mała Reporterka. Nela i skarby Karaibów"


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 220
 Moja ocena : 6/6

Któż z nas nie zna Neli, sympatycznej, jedenastoletniej dziewczynki, która wraz z rodzicami podróżuje po całym świecie, a ze swoich wypraw tworzy później relacje, które mogą śledzić dzieci w całej Polsce. Powyższa książka jest już siódmą w dorobku małej Reporterki i powiem Wam, że sama się dziwię, w jaki sposób, do tej pory, mojej Dziewięciolatce udało się jakoś tą serię omijać. Ta książka zmieniła jednak wszystko! 

Kiedy moja Córka dostała ją na własność, a potem przeczytała ją dosłownie w dwa wieczory, z wielkimi emocjami śledząc to, co działo się na poszczególnych kartach tej książki, dało mi do myślenia. Na Targach Książki widziałam Nelę i tłum dzieciaków ustawionych do niej po podpisy i pieczątki, ale nie do końca wierzyłam w ten fenomen. Autentycznie zastanawiałam się, o co właściwie z tą Nelą chodzi, i czy to nie jest bardziej sztuczne nakręcanie rynku, niż prawdziwe zainteresowanie dzieciaków lekturą. Jednak na przykładzie własnego dziecka mogę stwierdzić, że nie. Że jest to coś realnego, szczerego i prawdziwego. I dobrze, bo zainteresowanie tą akurat książką, może się przerodzić później w coś więcej. W zaciekawienie otaczającą nas przyrodą, zwierzętami, roślinami czy nawet geografią świata.

W poprzednich tomach swych przygód, Nela zwiedza siedem kontynentów, opowiada o fascynujących miejscach, widzianych zwierzętach, ciekawych ludziach, wyrusza na biegun polarny i nurkuje w oceanie. Natomiast w siódmym tomie podróżuje śladami Krzysztofa Kolumba i dociera do Morza Karaibskiego. Tak naprawdę jednak, w tej książce, dzieje się znacznie więcej. Dziewczynka dociera do miejsc, gdzie mogłyby zatonąć pirackie statki i poszukuje skarbów na dnie morza, przy okazji penetruje jaskinie i pokazuje dzieciakom, co można zobaczyć, nurkując.  Leci helikopterem, płynie łodzią, wyobrażając sobie, że jest na prawdziwej łajbie pirackiej, obserwuje rafy koralowe i wypatruje wraków na płyciźnie.

Wszystko to jest opatrzone pięknymi, kolorowymi zdjęciami i to naprawdę jest bardzo wielki plus, bowiem dla dzieci jest to bardzo istotne, są one w końcu wzrokowcami, przyzwyczajonymi do wszechobecnego obrazu. Podobne wrażenie robią wszelkie szkice, mapy, "wycinki z gazet", krótkie notki, obrazki narysowane przez Nelę i różne dodatki, które wzbogacają prezentowaną opowieść. 

Do tego konkretnego tomu dołączona jest także piracka mapa, z trasą, jaką przebył Kolumb po Karaibach oraz kody QR, rozmieszczone w całej książce, które pozwalają na oglądanie filmów z podróży bohaterki. Taka nowoczesna forma literatury staje się już coraz bardziej popularna, a możliwość obejrzenia filmiku, od razu po przeczytaniu fragmentu z danej wyprawy, jest chętnie wykorzystywane przez małych czytelników.

Cała seria jest pięknie wydana, w twardej oprawie, a poszczególne tomy, na ostatniej stronie, zawierają miejsce na specjalną pieczątkę, którą Nela może przybić na spotkaniu autorskim. Dodam, że każdy tom ma inną pieczątkę, będącą odbiciem jakiejś zwierzęcej łapy, czy konkretnym, kojarzącym się z daną przygodą, symbolem. 

Wielkim pozytywem książek, z Nelą w roli głównej, jest fakt, że przy okazji sympatycznej lektury i barwnych ilustracji, przemycają one wiele mądrych treści. W powyższym wypadku dzieciaki mogą dowiedzieć się nieco więcej o odkryciu Ameryki przez Krzysztofa Kolumba, ale także zdobyć sporo informacji o samych zwierzętach, przyrodzie, geografii czy ludności zamieszkującej Wyspy Karaibskie. Dzieci przyswajają sobie tą wiedzę praktycznie "przy okazji", bo o wiele lepiej uczyć się czegoś od rówieśniczki, która do tego pokazuje, że można spełniać marzenia i podróżować i nie jest to nic dziwnego, ani niemożliwego, niż z książek napisanych przez dorosłych.

Moja Córka bardzo zafascynowało się Nelą, do tego stopnia, że przeczytała później z biblioteki dwa wcześniejsze tomy, a kolejny sprezentowaliśmy jej na urodziny. I myślę, że to jest naprawdę fajne, bo seria ta pokazuje pasję, może tez zainteresować dziecko nowymi tematami, a także skłonić do poszerzania wiedzy z danej dziedziny.

Myślę, że dzieciakom nie muszę specjalnie polecać Neli, bo większość z nich już ją doskonale zna. Natomiast jako mama Dziewięciolatki, spokojnie mogę polecić ją rodzicom, którzy zastanawiają się, co na przykład kupić dzieciom na prezent. Posiadanie Neli na własność jest bardzo dobrym pomysłem, łączącym przyjemne z pożytecznym, a takie książki lubię polecać najbardziej.

Sardegna

"PSYgoda na czterech łapach. Diuna w Himalajach" Agnieszka "Agi" Włodarczyk


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Bezdroża
Liczba stron: 144
Moja ocena : 5/6

Podróżować każdy może i nie jest to aż taka trudna sprawa, jak mogłoby się wydawać. Najlepszym przykładem, potwierdzającym ten fakt, jest historia Diuny, czyli tytułowej bohaterki książki "PSYgoda na czterech łapach. Diuna w Himalajach" autorstwa Agaty "Agi" Włodarczyk.

Opowieść ta wydana jest przez wydawnictwo Bezdroża i nie jest to przypadek, bowiem nie ma chyba innego wydawnictwa, które tak pięknie pisze o podróżach, jak to właśnie. Książka jest cudownie wydana, ma twardą oprawę i sympatyczne ilustracje, wykonane przez panią Ksenię Potępa. Już samo jej oglądanie i trzymanie w ręku, sprawia dzieciom niesamowitą frajdę, a kiedy już wczytają się w treść, jest tylko lepiej.

Diuna, czyli suczka rasy wilczak czechosłowacki, wraz ze swoimi opiekunami, wyrusza w treking po Himalajach. Cała historia opowiedziana jest z perspektywy psa, więc jest to na pewno oryginalne spojrzenie na podróżowanie, pełne ciekawych obserwacji i spostrzeżeń. Diuna referuje czytelnikom cały przebieg wyprawy, zaczynając od przygotowań w Polsce, do kresu podróży, zaplanowanego na dotarcie do źródła rzeki Ganges. I tak można dowiedzieć się, jak opiekunowie pieska przygotowywali się jeszcze w kraju do wyjazdu, jak wyglądało oswajanie czworonoga z transporterem, w którym spędzić miał wielogodzinny lot w samolocie, jak odbyła się odprawa na lotnisku, jak wyglądały z psiej perspektywy Indie, i co ciekawego można zobaczyć i wywąchać, wędrując ulicami Delhi. 

Kiedy opiekunowie Diuny opuszczają miasto i przemieszczają się w stronę lodowca Milam, robią postoje w różnych interesujących miejscach, a każda zmiana otoczenia staje się dla Diuny nową okazją do przygody. Piesek nie tylko opowiada czytelnikom o tym, co widzi wokół siebie, ale też po swojemu tłumaczy, jak wyglądają jego relacje z opiekunami. Diuna nie raz, ratuje też swoich ludzi z opresji, bowiem potrafi wyczuć niebezpieczeństwo zanim oni je nawet spostrzegą.

Powiem Wam, że opowieść Diuny o podróżowaniu jest naprawdę fajną i edukacyjną książką. Motyw wędrówki z perspektywy psa jest interesujący, a styl narracji bardzo przemawiający do dzieci. Diuna mówi przystępnym językiem, barwnie opisuje egzotyczne otoczenie, najpierw indyjskiego miasta, później trasy przez dżunglę, lodowiec, aż po treking w wyższych partiach gór.

Diuna - podróżniczka to jest taki piesek, którego nie da się nie lubić. Jej hasła o psygodzie, psysmakach, psiastkach, albo praprababci wilczycy, są rozbrajające, dlatego książka ta niesie ze sobą nie tylko ważne i ciekawe informacje, ale też rozrywkę i taką spontaniczną, psią radość, która udziela się dzieciom. Diuna o wielu rzeczach mówi i sporo się można od niej nauczyć, a sama książka idealnie sprawdza się na wakacje, rozbudza bowiem chęć podróżowania i poznawania nowych miejsc. Podzielona jest także na krótkie rozdziały, więc, jak najbardziej nadaje się do czytania samodzielnego. 

Jeśli szukacie dla swoich dzieci nowych propozycji książkowych, lub chcecie poczytać im coś nietypowego, polecam "PSYgodę na czterech łapach" Agnieszki "Agi" Włodarczyk. Jest to przykład historii, która zaciekawia, uczy czegoś nowego, a przy okazji pokazuje, że podróżowanie to nie jest coś niedostępnego i niemożliwego do wykonania. Poza tym, może okazać się miłą alternatywą dla książeczek o Neli małej Reporterce, która zdominowała rynek wydawniczy z kategorii dziecięcej literatury podróżniczej.

Sardegna