ŚBK: "Co ŚBKi chętnie znaleźliby pod choinką"


posted by Sardegna on

3 comments

Starsi stażem blogerzy, albo Ci, którzy śledzą poczynania naszej grupy Śląskich Blogerów Książkowych od początku jej powstania, pamiętają zapewne cykl postów tematycznych, które publikowaliśmy konkretnego dnia miesiąca przez ponad rok. W naszych wpisach poruszaliśmy przeróżne tematy okołoksiążkowe. O niektórych sprawach pisaliśmy na poważnie, inne traktując z przymrużeniem oka. Przez cały rok 2013 pilnie tworzyliśmy nasze posty, a potem trzykrotnie przerywaliśmy nasz cykl, żeby po kilku miesiącach ponownie wrócić do zabawy. Na ostatnim spotkaniu naszej grupy pomyśleliśmy, że właśnie nadszedł czas powrotu!  

Dorobiliśmy się nowego logo (dość dawno temu), w nowej szacie mogę go więc wyeksponować:

Poniżej, dla przypomnienia, zebrałam wszystkie tematy postów, które ukazały się w latach 2013 - 2016 na naszych blogach. Na 23 posty tematyczne, zaangażowałam się w 19. Jeśli jesteście ciekawi moich odpowiedzi, klikajcie w odpowiednie linki:

2013

maj - ŚBK: "Śląski Bloger jaki jest - każdy widzi!"
czerwiec - ŚBK: "Dobry zwyczaj nie pożyczaj...czy wręcz przeciwnie?"
lipiec -ŚBK: "Moje książkowe miejsca"
sierpień - "Nie tylko nowościami bloger żyje, czyli o ŚBKowych białych krukach"
wrzesień - "ŚBkowe zboczenia książkowe"
październik - "ŚBK i ich książkowe bziki"
listopad - ŚBK: "Czym powinna być księgarnia?"
grudzień -ŚBK: "10 najdziwniejszych książek, które mam w swojej biblioteczce"


2014

styczeń -ŚBK: "Alfabet autorów bliskich mojemu sercu"
luty - "ŚBK czyli zbieramy nie tylko książki, czyli nasze kolekcje"
marzec - ŚBK: "Cztery pory roku"
kwiecień -ŚBK: "Kulinarnie"
maj - "Mój rok z ŚBK"

2015

luty - ŚBK: "Bloger nie wielbłąd, pić musi!"
marzec - ŚBK: "Czytamy poza domem"
kwiecień - ŚBK: "Książka, z którą nie rozstanę się za żadne skarby świata oraz ŚBKi w TV"
maj - ŚBK: "Ulubione gadżety, bez których nie wyobrażam sobie życia"
czerwiec - ŚBK: "Wakacyjne czytanie"
lipiec - ŚBK: "Reaktywacja Złotej Zakładki"

2016

luty - ŚBK: "Autorzy, którzy poruszają moją duszę"
marzec - "ŚBKowe przykurzątka, czyli książkowe wyrzuty sumienia"
kwiecień: ŚBK: "A miało być tak pięknie... czyli o naszych pomyłkach czytelniczych"
maj - ŚBK: "Miejsce pracy blogera"

Tyle tytułem wstępu. Przechodząc już do tematyki dzisiejszego wpisu, pokażę Wam, jakie prezenty świąteczne uszczęśliwiłyby mnie najbardziej:

"Co ŚBKi chętnie znaleźliby pod choinką"


Nie wiem, jak inne ŚBKi, ale ja chętnie pod choinką znalazłabym:

1. Książki - pierwsza myśl, jaka się mi nasuwa, kiedy myślę o wymarzonym prezencie, to ... książka. Ale zaskoczenie, no nie? Ale takim upominkiem nigdy nie pogardzę. Nie ma w mojej opinii czegoś takiego, jak za dużo książek, czy opcji, "nie kupię ci kolejnej książki, bo masz ich już za dużo". Jednak faktycznie, rzadko kiedy dostaję taki rodzaj upominku, bowiem dla moich bliskich zakup odpowiedniego tytułu dla mnie jest nie lada problemem. Sporo książek mam, bądź już je czytałam, trudno więc im trafić na taką, która mnie zainteresuje. Wyjątkiem jest mój Mąż, który świetnie się orientuje, którą nowość chcę mieć, lub czego brakuje mi do uzupełnienia serii. Jego prezenty książkowe zawsze trafiają w punkt.

A co do moich książkowych marzeń, jest ich wiele, a na tę chwilę najbardziej chciałabym:
  • powieści Remigiusza Mroza, których nie mam w swojej biblioteczce: "Behawiorysta", "Parabellum. Głębia osobliwości", "Przewieszenie", "Trawers", "Turkusowe szale", "Większość bezwzględna" oraz "Enklawę"

2. Koszulka z fajnym motywem - ktoś może powiedzieć, że jestem za stara na takie cuda, ale strasznie lubię oryginalne t- shirty. Podobają mi się też te z motywami literackimi, czy fajną grafiką.


3. Planszówka - taki prezent również jest bardzo trafny w moim wypadku. Bez względu, czy to raczej "dorosła" gra, czy bardziej dziecięca, ważne, żebyśmy mogli całą czwórką rozegrać parę partyjek, a na większych imprez rodzinnych włączyć w zabawę bliskich i znajomych. Poniżej znajduje się zestaw gier, które miałam okazje przetestować na Pionku. Jeśli któraś z nich znalazłaby się pod choinką, byłoby idealnie!

4. Abonament Netflix - lubię czasem obejrzeć dobry serial. Niestety nie mam cierpliwości na szukanie kolejnych odcinków w necie. Chętnie sprawdziłabym, co ciekawego oferuje Netfix, choć obawiam się, że mogłoby to mnie znacznie odciągnąć od czytania i blogowania. 


5. Płyta z ulubioną muzyką - jeszcze trzy tygodnie temu napisałabym, że marzę o "Resecie" nowej płycie Pokahontaz, kupiłam ją sobie jednak w przedsprzedaży i mam ją już na własność, podobnie, jak poprzednie płyty i kilka solowych albumów:

Jeśli chodzi o prezent, mile widziana byłaby brakująca mi do kolekcji płyta Pokahontaz "Rekolekcja" oraz nowy Kaliber 44 ("Ułamek Tarcia") lub Tymek ("Jestem Tymek").



6. Kubek termiczny z fajnym hasłem - Empik narobił mi ostatnio płonnych nadziei na otrzymanie świetnego, termicznego kubka z sympatycznym napisem. Skoro jednak nie dane mi było go dostać, może zażyczę go sobie pod choinkę. Ważne, żeby miał szczelne zamknięcie i fajny, niekoniecznie książkowy napis. 

Tak naprawdę jednak moim wymarzonym prezentem nie tylko do święta jest ZDROWIE - i tego życzę swojej rodzinie, bliskim i sobie samej.

Sardegna

Książkowe podsumowania Sardegny cz.1 - 10 najlepszych okładek książek, przeczytanych w 2017


posted by Sardegna on

3 comments

Choć mamy dopiero środek grudnia, ja już dziś zaczynam etap podsumowań roku czytelniczego w Książkach Sardegny. Podobnie, jak w zeszłym roku, zaplanowałam trzy posty tematyczne (najlepsze okładki, najlepsza książka przeczytana w 2017 roku, najbardziej popularne wpisy), a zwieńczeniem tego będzie podsumowanie roku 2017. Wpisy z tego rodzaju sprawiają mi wielką frajdę, choć nie ukrywam, że są czasochłonne. Czym jednak byłby bez nich grudzień? 

Poniżej znajdziecie pierwsze zestawienie, czyli 10 książek przeczytanych w mijającym roku, o najładniejszych, według mnie, okładkach. Ranking stworzony jest na wzór zeszłorocznego, który znajdziecie pod TYM linkiem (a jeśli ciekawi Was jeszcze moje zestawienie najlepszych okładek z 2015 roku, to zerknijcie TUTAJ).  Poniższe książki ułożone są w kolejności przeczytania:

"Lord John i sprawa osobista" Diana Gabaldon - 4

Pierwsza wyróżniona przeze mnie książka to "Lord John i sprawa osobista", czyli indywidualna powieść Diany Gabaldon, autorki popularnej serii "Obca". Historia ta mocno nawiązuje klimatem do owej serii, napisana jest podobnym, barwnym językiem, również postać głównego bohatera stanowi wspólny mianownik obu opowieści. "Lord John" różni się jednak od "Obcej" tematyką i objętością, będąc niezbyt opasłym kryminałem retro z rozbudowanym wątkiem homoseksualnym. Nie umieściłabym tej powieści w rankingu najlepszych książek roku 2017, ale aksamitna, stylowa okładka z pięknym zegarkiem, jak najbardziej na takie wyróżnienie zasługuje.

"Kiedy będziemy deszczem" Dominika van Eijkelenborg - 6

Zupełnie inaczej ma się sprawa z "Kiedy będziemy deszczem", bo książka ta obowiązkowo znajdzie na mojej liście najlepszych powieści mijającego roku.  Fabuła i wszystko to, co ukryte między wierszami tej historii, to jedno, ale okładka, oszczędna w swym wyrazie, idealnie pasująca i oddająca jej atmosferę, to drugie. Skromna, subtelna, przejmująca tak, jak treść. Może nie widać tego na zdjęciu, ale na froncie znajdują się charakterystyczne wypustki przypominające krople deszczu. Wszystko w tej książce jest wyjątkowe, zaczynając od okładki, na treści i przesłaniu kończąc.

"Na wodach północy" Ian McGuire - 6

"Na wodach północy" jest kolejnym tytułem w moim zestawieniu najładniejszych okładek. Thriller, kojarzący mi się z "Terrorem" Simmonsa, jest brutalny, "brudny", surowy, momentami obrzydliwy, okładka natomiast jest tego zupełnym przeciwieństwem. W tej skrajności (zamierzonej bądź też nie) jest jednak metoda, bo mimo wszystko opakowanie idealnie pasuje do treści. Okręt pływający po morzu, w konturach wieloryba przypomina mi sytuację, w jakiej znalazła się załoga "uwięziona" w pewnych wydarzeniach, na które nie ma zupełnie wpływu. Całość robi wrażenie. 
Nie dajcie się jednak zwieść tej pięknej, naturalnej okładce - to nie jest lektura dla ludzi o słabych nerwach.


W moim rankingu ulubionych okładek nie mogło zabraknąć książki o górach. Zdjęcie zdobiące powyższą książkę pochodzi z archiwum prywatnego Autorki, wykonane zostało na jednej z wypraw wysokogórskich jej męża Piotra. Nie muszę tutaj wiele mówić. Piękne ujęcie, pokazujące, jak mało znaczy człowiek w obliczu natury.




 "Ezotero. Moje przeznaczenie" Agnieszka Tomczyszyn - 4

Podobnie, jak w rankingu sprzed dwóch lat, wyróżniłam książkę pani Agnieszki Tomczyszyn z serii "Ezotero". Tylko o ile część pierwsza,  "Córka wiatru" jest też wspaniała pod względem treści, to niestety "Moje przeznaczenie" nie bardzo jej dorównuje. Nie da się jednak odebrać okładce, że jest wyjątkowa, tajemnicza, trochę metafizyczna i ma sobie to coś. Gdybym nie znała tej serii wcześniej, skusiłabym się na lekturę w ciemno tylko na podstawie samej okładki. Tylko niestety wtedy byłoby to niezłe rozczarowanie.
 

W zestawieniu najładniejszych okładek nie mogło "Chłopca z Aleppo, który namalował wojnę". Barwna, żywa, energetyczna, bardzo świetlista okładka odzwierciedla stan umysłu piętnastoletniego Adama, który cierpi na autyzm. Chłopak brutalnie wrzucony w wir wojny w Syrii, ne jest w stanie inaczej odbierać rzeczywistości, jak tylko "po swojemu". A jako że opisuje świat za pomocą barw, to wojna również ma dla niego odpowiednie kolory i w taki sposób ją opisuje. Kolejny raz okładka jest zupełnym przeciwieństwem treści: brutalnej, krwawej, szarej od pyłu. Wbrew pozorom jednak i w tym przypadku wszystko idealnie do siebie pasuje. 

 "Ali i Nino" Kurban Said - 4

Podobnie, jak w przypadku "Mojego przeznaczenia", sprawa wygląda z "Ali i Nino". Okładka cudna, gorzej z opisywaną historią. Powieść będąca niemalże kultowym, kaukaskim romansem na miarę Romea i Julii specjalnie do mnie nie przemówiła, natomiast piękna filmowa okładka, ukazująca niesamowita miłość bohaterów ponad wszelkimi podziałami, zadziałała na moją wyobraźnię. Niestety w tym wypadku forma zwyciężyła nad treścią, bo nabrałam się przedwcześnie na niezwykłość obrazu, co zupełnie nie szło później w parze z pozytywnymi wrażeniami z lektury.
 
"Ósmy cud świata" Magdalena Witkiewicz - 6 

W moim zestawieniu pięknych okładek nie mogłoby też zabraknąć książki Magdaleny Witkiewicz. Co roku któraś z jej powieści ląduje w moich rankingach, a to okładkowych, a to najlepszych lektur przeczytanych w danym roku. Tym razem wybrałam "Ósmy cud świata" o bardzo skromnym i zachowawczym froncie, ale jednocześnie uroczy, delikatny, nawiązujący do egzotycznej podróży głównej bohaterki. W ogóle wszystkie książki Magdy są pięknie wydane i stanowią prawdziwą ozdobę biblioteczki. Nie inaczej jest w tym przypadku.

"Inwazja" Wojtek Miłoszewski - ?

"Inwazję" wybrałam ze względu na Katowice i jego charakterystyczny symbol, czyli Spodek. Jest on jednak przedstawiony w nieco innej postaci, niż zwykle. Według fabuły, nasz kraj został zrujnowany w wyniku wojny, więc i Spodek wygląda, jak z apokaliptycznych obrazów. Wizja przyszłości u Wojtka Miłoszewskiego jest bardzo niepokojąca, a przez to, że jest niesamowicie realna, robi na czytelniku ogromne wrażenie. Nie inaczej jest z okładką, która działa na wyobraźnię, zwłaszcza Ślązaków. 



"Blizna" Danuta Chlupová - 5

Ostatnią książką na mojej liście jest przeczytana w grudniu "Blizna", polskiej autorki, od urodzenia mieszkającej w Czechach, Danuty Chlupovej. Ma ona niesamowicie klimatyczną okładkę, zapowiadającą, że czytelnik otrzyma historię łączącą teraźniejszość z przeszłością. Jednak w przypadku tej powieści, opakowanie to nie wszystko. Treść książki jest równie ciekawa (choć nie jest wolna od niedoskonałości, bo widać, że to debiut), a tragiczna opowieść o młodych ludziach, rozgrywająca się w czasach II wojny światowej, na Śląski Cieszyńskim, działa na wyobraźnię.
Żeby tradycji stało się za dość, z dziesięciu najlepszych, wybieram jedną, jedyną, najładniejszą okładkę książki przeczytanej w 2017 roku. W tym roku jest to "Na wodach północy" Iana McGuire, wydane przez Wydawnictwo Prószyński i S - ka.


Zgadzacie się z moją opinią? A może wyróżnilibyście zupełnie inną okładkę? Zachęcam do stworzenia własnych rankingów i podzieleniem się nimi na blogach.

Sardegna

"Blizna" Danuta Chlupová


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Novae Res
  Liczba stron: 224
Moja ocena : 5/6

Choć pozornie mogłoby się wydawać, że "Blizna" jest książką zagraniczną, napisaną przez czeską Autorkę, to nic bardziej mylnego. Pani Danuta jest Polką, od urodzenia mieszkająca w Czechach, a jej debiutancka powieść zwyciężyła w VI edycji konkursu "Literacki Debiut Roku", organizowanego przez Wydawnictwo Novae Res, pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 

"Blizna" to powieść debiutancka, a ja lubię czasami sięgnąć po takie świeżynki, będąc oczywiście świadomą, że może być różnie. Na szczęście w tym przypadku jest naprawdę dobrze! 

Tematyka powyższej powieści nie jest łatwa, dotyka dość trudnej tematyki, będącej jednocześnie kwestią nieco pomijaną w relacjach historycznych, czy wspomnieniach wojennych. Chodzi tutaj o represje wojenne w czasie II wojny światowej na obszarze Śląska Cieszyńskiego i ziemiach zaolziańskich, które w owym czasie należały jeszcze do Polski. W małej wiosce  Żywocicach, w 1944 roku, Niemcy w odwecie za działania partyzantów rozstrzelali 36 Polaków. Był to najtragiczniejszy moment w historii, dla mieszkańców tego regionu.

Opowieść Danuty Chlupovej rozgrywa się dwutorowo i jest jednocześnie głosem przeszłości, jak i teraźniejszości. W małej wiosce Żywocice, koło dzisiejszej Ostrawy, życie toczy się swoim własnym, leniwym torem. Nawet świadomość o wojnie toczącej się w kraju, choć budzi oczywiście niepokój, nie ma większego wpływu na codzienność mieszkańców. Jednak i tutaj czas względnego spokoju się kończy. Hitlerowcy wkraczają na ziemie zaolziańskie i zmuszają gospodarzy do podpisania volkslisty w zamian za "opiekę". Jednym z podpisujących dokument jest miejscowy szewc, którego syn Eryk zostaje wciągnięty do Wehrmachtu. W gospodarstwie Józefa pozostaje żona Anna i przybrana córka Marta, nie mogące pogodzić się z tym, że Eryk walczy po złej stronie. Wsparciem dla rodziny jest kuzyn Franek Podstawka, który ma jednak swoje sprawy i to o nie dba w pierwszej kolejności. Zakochany na zabój w Teresce, dziewczynie z sąsiedniej wioski, przeżywa katusze, bo ta obiecane jest innemu mężczyźnie, walczącemu teraz na froncie. Wojna toczy się jednak swoim rytmem, a życie w Żywocicach swoim. Młodzi kochają, nienawidzą, walczą o miłość i próbują znaleźć dla siebie miejsce w życiu. Rzeczywistość wojenna jest jednak brutalna. Niemcy w poszukiwaniu partyzantów trafiają do wsi a wszystkim podejrzanym polskim rodzinom zaczyna grozić wielkie niebezpieczeństwo. 

Opowieść teraźniejszą prowadzi Katarzyna, która zostaje oddelegowana do Ostrawy, aby stworzyć filię rodzimej firmy. Z dala od domu, przypadkowo natrafia na historię Żywocic sprzed lat. Uświadamia sobie, że w tamtych wydarzeniach mogła brać udział jej 92 letnia teściowa. Tylko, jak dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, skoro staruszka każdą rozmowę na temat swojej młodości natychmiast ucina? Jak można się domyślać, obie opowieści będą miały wspólny mianownik. Historia sprzed siedemdziesięciu laty ożyje na nowo, a na światło dzienne wyjdą dawno skrywane tajemnice.

Powieść Danuty Chlupovej jest fikcyjna, inspirowana jednak autentycznymi wydarzeniami. Jak  wspomniałam na początku, odwet hitlerowców za działania partyzantów na Śląsku Cieszyńskim i Zaolziu zapisał się na kartach historii Polski bardzo tragicznie. To właśnie ten wątek wykorzystała w swej powieści Autorka, modyfikując go na potrzeby fabuły. Pani Chlupová pracując jako dziennikarka, miała okazję przeprowadzić rozmowy ze świadkami wydarzeń z 1944 roku, blisko jej miejsca zamieszkania znajduje się także pomnik upamiętniający tragedię.

"Blizna" jest całkiem udanym debiutem, nie da się jednak ukryć, że historia nie jest wolna od niedoskonałości. Mam zastrzeżenia zwłaszcza do części współczesnej, która napisana jest trochę zbyt dosłownie i nie zostawia czytelnikowi zbyt wielkiego pola do popisu. Sporo wątków zostało w tej "teraźniejszości" poruszonych, a może lepiej byłoby skupić się tylko na kilku z nich i rozwinąć je bardziej, niż dotknąć z wierzchu każdego z nich. 

Podsumowując, książkę czyta się bardzo dobrze, zwłaszcza część rozgrywającą się w realiach wojennych. Historia Marty, Tereski i Franka działa na wyobraźnię, pozostawia też w czytelnikach pewien smutek, wynikający ze świadomości, jak trudno było normalnie żyć młodym ludziom w niespokojnych czasach wojny.
Sardegna

"Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera" PigOut


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 256
Moja ocena : 6/6

Kojarzycie PigOuta? Blogera piszącego genialnie zabawne notki na swoim FB fanpage? Jeśli nie, to koniecznie musicie nadrobić te zaległości! Gość ma niesamowite poczucie humoru, świetny zmysł obserwacji otaczającej rzeczywistości i tak ostre pióro, że każdy wpis wychodzący spod jego ręki, choćby i dotyczył najbardziej błahej sprawy pod słońcem,  jest strzałem w dziesiątkę!

"Świnia ryje w sieci" jest zebranym w jednym miejscu zbiorem zapisków, facebookowych notek i luźnych przemyśleń, powstałych na przełomie miesięcy. Powiem Wam, że trudno mi napisać o tej książce coś konkretnego, bo to jakbym opisywała, co dzieje się na danym fp. Trzeba koniecznie samemu przeczytać te notki i przekonać się na własnej skórze, czy taki rodzaj humoru nam odpowiada.

PigOut krąży po sieci, wyłapując co lepsze smaczki z życia szeroko rozumianych celebrytów. Komentuje nowości ze świata show-biznesu, czy afery w sieci, ale na jego fp przeczytacie też o wszystkim, co dzieje się aktualnie w jego życiu i najbliższym otoczeniu. Nie stroni od prywaty, dzieli się swoimi przemyśleniami, pisze o tym, co go denerwuje, interesuje, czy osobiście dotyczy. Niby nie jest to nic nadzwyczajnego, jednak jego wpisy zawsze trafiają w punkt. Są mega zabawne, prześmiewcze, często pełne sarkazmu i ostre, jak brzytwa. Czasem jest trochę wulgarnie, ale nie obraźliwie. Raczej z wielkim dystansem i przymrużeniem oka. 

Pig okazuje się być świetnym obserwatorem życia codziennego. Jego komentarze są po prostu bezbłędne! I to obojętnie, czy dotyczą spraw błahych, afer w sieci, dużego i małego ekranu, pracy w korpo, czy ... szkoły rodzenia. Kto raz przeczytał wpis na jego stronie, nie będzie mógł przestać śledzić kolejnych.

"Świnię" przeczytałam w jeden wieczór zaśmiewając się do łez. Lektura sprawiła mi to niesamowitą przyjemność i poprawiła humor na długi czas. Miałam też okazję spotkać się z PigOutem osobiście na TK w Krakowie, gdzie na stoisku Edipressu podpisywał swoją książkę. Jak sam o sobie mówi, występy publiczne są dla niego nową sprawą, więc i podchodzi do nich z lekkim stresem, jednak na żywo Piotr jest równie interesującym i zabawnym facetem, jakim wydaje się być w sieci. 

Jeśli jesteście ciekawi, o czym, i w jaki sposób pisze PigOut, to zostaje mi tylko zaprosić Was na jego stronę FB. Ostrzegam jednak, wchodzicie tam na własną odpowiedzialność! Musicie być świadomi, że czytając jeden wpis, będziecie chcieli więcej. Nie odpowiadam więc za godziny spędzone na przeglądaniu fp i czytaniu zaległych notek. Miłej zabawy!
Sardegna

"Ja, pustelnik" Piotr Pustelnik


posted by Sardegna on , , , , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 504
Moja ocena : 5/6

Po przeczytaniu biografii Wandy Rutkiewicz, autorstwa pani Anny Kamińskiej, czyli opasłego tomu szeroko opisującego życie najsłynniejszej polskiej wspinaczki, sięgnęłam po kolejny życiorys himalaisty, licząc, że tym razem otrzymam typowo górską opowieść, w której to wyprawy na ośmiotysięczniki i zdobywanie szczytów będą grały pierwsze skrzypce. I faktycznie, o ile historia Wandy Rutkiewicz jest bardziej prywatna, to ta, prezentowana przez pana Piotra Pustelnika skupia się już typowo na górach. I to jest wspaniałe, bo jakże mało wiedziałam do tej pory o dokonaniach tego niezwykłego człowieka, który jako trzeci Polak (po Jerzym Kukuczce i Krzysztofie Wielickim) zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. 

Powiem szczerze, że o ile o młodym pokoleniu himalaistów wiem całkiem sporo, podobnie jak o tym "starym", które prężnie działało w latach 70 - 80tych, to o "łącznikach", czyli wspinaczach zaczynających swoją przygodę z górami wraz ze starą gwardią, ale mających też kontakt z młodszymi kolegami, wiem naprawdę niewiele. Na pewno jednym z takich himalaistów był Artur Hajzer, twórca nowego PHZ, człowiek wszechstronny, o którym pisałam przy okazji "Ataku rozpaczy". Piotr Pustelnik również należy do tej grupy, dlatego tym bardziej cieszę się, że mogłam poznać jego historię, a nie ukrywam, jest ona bardzo bogata.

Himalaista zaczynał swą przygodę ze wspinaniem na przełomie lat 80 - 90 tych, a na swój pierwszy ośmiotysięcznik (Gaszerbrum II) wszedł dość późno, bo dopiero w wieku 39 lat. Zdobycie całej Korony zajęło mu 20 lat, a w tym czasie wspinał się z całą grupą znamienitych himalaistów: Wandą Rutkiewicz, Jerzym Kukuczką, Arturem Hajzerem, Anną Czerwińską, Krzysztofem Wielickim, Ryszardem Pawłowskim, Piotrem Morawskim, Peterem Hamorem i innymi. Powyższa autobiografia, napisana przy wsparciu dziennikarza Piotra Trybalskiego, ma być zwieńczeniem jego dotychczasowych dokonań w górach i podsumowaniem wszystkich spotkań z ośmiotysięcznikami.

Pamiętacie kiedy pisałam o biografii Wandy Rutkiewicz, miałam zarzut, że jest opowieść o wszystkim, tylko nie o górach. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w przypadku książki "Ja, pustelnik". To jest już typowo wysokogórska historia. Pokazuje początki wspinania Piotra Pustelnika, walkę himalaisty z samym sobą, problemami zdrowotnymi, z obawami, związanymi z wrodzoną chorobą serca. Opowiada o rozdarciu między chęcią wyjazdu w góry, a byciem z rodziną. To opowieść o przygotowaniach do kolejnych wypraw, życiu w obozie, aklimatyzacji, mozolnym wchodzeniu na szczyt i równie powolnym schodzeniu w dół. O walce z czasem, drodze pełnej niebezpieczeństw, lawin i szczelin. To historia o ludziach, z którymi Piotr Pustelnik przez lata swoich wypraw łączył się w zespoły, o relacjach między nimi, wspólnie spędzonym czasie w kolejnych obozach czy bazie.

To też opowieść o samotności w górach (choć gdzieś przeczytałam, że tytuł nie odzwierciedla tej kwestii, ani nie odnosi się do takiego stylu bycia Piotra Pustelnika), samotnie podejmowanych decyzjach, wielkim poczuciu odpowiedzialności za siebie i innych, często o trudnej walce, rozgrywającej się w psychice himalaisty.  

Piotr Pustelnik pisze szczerze, zarówno o tylko pozytywnych, jak i negatywnych sprawach. Nie pomija trudniejszych tematów, pisze o śmierci, lęku o życie, o zaufaniu, poleganiu na drugim człowieku, ale też o dyskryminacji i obojętności w himalajskim środowisku. 

Ta historia jest słodko - gorzka. Wieloletnie sukcesy wspinaczkowe Pustelnika przeplatają się z osobistymi porażkami. Poświęcenie górom i sprawom związanym z przygotowaniem kondycyjnym i organizacyjnym do wypraw, spowodowało oddalenie wspinacza od rodziny. Po raz pierwszy też himalaista jasno i głośno mówi o tym, że przez góry rozpadło się jego małżeństwo. Nie tyle przez brak akceptacji pasji ze strony żony, tylko o niegodzenie się jej na samotne wychowywanie dzieci i codzienne zmagania z życiem.
 
Historia ta napisana jest na dwa głosy: Piotra Pustelnika i Piotra Trybalskiego. Daje to czytelnikowi podwójny obraz sytuacji i lepsze zorientowanie się w mnogości wydarzeń. Całość czytało się bardzo dobrze, choć mnie osobiście zajęło to dość dużo czasu, głównie ze względu na ogrom informacji, które książka zawiera. A wolałam też dawkować sobie te wysokogórskie opowieści, niż pochłonąć je na raz. 

  Sardegna

"Ryba na drzewie" Lynda Mullay Hunt


posted by Sardegna on , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 256
Moja ocena : 5/6


"Ryba na drzewie" to kolejna propozycja Naszej Księgarni, dotykająca problemów i istotnych kwestii dla dzieci i młodzieży (inne powieści o takiej tematyce to opisywany na blogu "Notatnik samobójcy" czy "Hate list"). Powyższa książka nie opisuje może aż tak skrajnych przypadków, jak samobójstwa wśród nastolatków czy tak powszechną przemoc fizyczną, jednak sięga po inny problem, równie ważny, a często gdzieś bagatelizowany, wśród natłoku codziennych, szkolnych spraw. Mowa jest tutaj o problemach edukacyjnych dzieci i młodzieży, związanych z nauką, a ściśle wynikających z dysleksji.

Główną bohaterką tej historii jest Ally, kreatywna i ciekawa świata dziewczynka, świetna matematyczka, o wielkim talencie plastycznym. Ma jednak wielki problem z czytaniem i pisaniem. Nie potrafi swoich myśli przelać na papier, odczytanie tekstu jest dla niej prawdziwą katorgą, bo litery "tańczą" jej przed oczami, przez to też trudno odrabiać jej wszelkie zadania domowe. Ally ukrywa swoje problemy, często odmawia wykonania zadania w klasie, miga się od obowiązków i wycofuje z życia klasowego. Przez swoje trudności edukacyjne postrzegana jest przez nauczycieli, jako krnąbrna i leniwa uczennica, a rówieśnicy wyśmiewają ją i traktują, jak przysłowiowego "głupka". 
 
Dziewczynka z czasem przyzwyczaja się, jak umie, do etykietki, jaką nadano jej w klasie i godzi się z tym, że jest mało warta i nic nie umie. Nauczycieli, którzy zupełnie jej nie rozumieją, wysyłając najczęściej do dyrektora na "pogadankę", po prostu ignoruje, najciężej jednak znosi krytykę rówieśników. Bardzo ciężko jej bowiem funkcjonować z codziennymi przytykami w klasie, kiedy nie ma wokół siebie bratniej duszy. Prym w dręczeniu Ally wiedzie Shay, uczennica "idealna", która czerpie satysfakcję również w dogadywaniu innym kolegom, choć w minimalnym stopniu odbiegającym od bycia "normalnym". 

Szansę na zmianę w klasie Ally przynosi obecność nowego nauczyciela. Pan Daniels, człowiek młody, pełen pasji, odkrywa w dziewczynce coś więcej, niż tylko leniwą uczennicę, która nigdy się nie stara i nie chce się uczyć. Dochodzi też do tego, co leży u podstaw jej kłopotów z nauką. Przede wszystkim jednak, jako pierwszy daje Ally szansę na osiąganie sukcesów na miarę swoich możliwości.

"Ryba na drzewie" to mądra opowieść dla młodzieży, rodziców i nauczycieli. Pokazuje, jak ważne jest indywidualne podejście do każdego dziecka, i jak istotne jest obserwowanie pewnych sygnałów. Nie zawsze "zły" uczeń jest leniwy czy bezczelny, jego zachowanie może wynikać bowiem z czegoś zupełnie innego. Nauczyciele to wszystko oczywiście wiedzą, ale czasami potrzebują świeżego poglądu na sprawę, czym może się okazać właśnie powyższa historia Ally. Przedstawienie dysleksji z perspektywy dziecka, może dać dorosłym impuls do przemyśleń czy zmian pewnych zachowań.  Zachęcam do lektury.
Sardegna

"Zero" Marc Elsberg


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 13 godzin 52 minuty
Moja ocena : 5/6
lektor: Tomasz Sobczak

To nie jest moje pierwsze spotkanie z Marcem Elsbergiem. Jakiś czas temu miałam okazję czytać (a właściwie słuchać) powieść "Blackout", czyli mroczną opowieść o technologicznym armagedonie, który stał się wynikiem awarii sieci internetowej i przerwaniu emisji prądu w całej Europie. I choć początek książki był trochę niefortunny, to całość zrobiła na mnie wielki wrażenie, zwłaszcza jeśli chodzi o opisy ludzkiej psychiki w stanie tak wielkiego zagrożenia i zaburzenia równowagi życiowej (szczegółowo przeczytacie o tym TUTAJ).

Autor specjalizuje się w kreowaniu takich właśnie historii, łączących nowości technologiczne, odkrycia naukowe z emocjami i ludzką psychiką. Taka jest też powieść "Zero". Z jednej strony związana z najbardziej aktualną dziedziną, czyli wirtualnym życiem w sieci i kreowaniem swojego wizerunku w Internecie i mediach społecznościowych, z drugiej, łącząca się z historią zwykłego, przeciętnego obywatela.

Choć "Zero" może wydawać się dość skomplikowaną powieścią, napisana jest takim językiem i w taki sposób, że czytelnik nie ma problemu ze zrozumieniem istoty opisywanego problemu. W czytaniu nie przeszkadza też często przytaczana, dość skomplikowana terminologia techniczno - informatyczna, która początkowo może nieco odstraszać, ostatecznie jednak nie przysparza większych problemów w trakcie lektury. 

Tematyka poruszana w "Zero" jest bardzo aktualna, i jak najbardziej realna. W prawdzie Autor twierdzi, że powieść nie ma wątków autentycznych, jednak spokojnie opisywany rozwój wydarzeń mógłby wydarzyć się naprawdę. Realne są też technologie i mechanizmy przytaczanych w książce aplikacji mobilnych. Wydaje mi się więc, że wizja przyszłości, jaką kreuje Autor, nie jest wcale tak nieprawdopodobną i odległą. 

Czytelnikowi podczas lektury nasuwają się niepokojące myśli: "Czy to aby mnie nie dotyczy?" I to jest wstrząsające! Przecież otoczeni technologią, z nieustannym dostępem do telefonu i Internetu, często zdradzając wszystkie swoje prywatne sprawy, związane z życiem osobistym w mediach społecznościowych, jesteśmy idealnymi bohaterami tej książki! Dlatego (choć historia jest fikcją literacką) warto być świadomym zagrożenia i nie działać w sieci bezmyślnie. 

Dziennikarka Cynthia Bonsanth dostaję zlecenie zdemaskowania tajemniczego vlogera Zero, który pod przykrywką anonimowego twórcy publikuje w sieci niepokojące filmy, mówiące o tym, że obywatele są inwigilowani przez internetowe korporacje, wyłapujące dane osobowe i szczegóły z ich życia prywatnego, w celu stworzenia idealnego konsumenta. Filmy zawierają na tyle realistyczne przesłanie, że Cynthia zaczyna poważnie zastanawiać się nad ich autentycznością, choć początkowo nie wierzy, żeby jakakolwiek aplikacja, czy media społecznościowe, mogłyby mieć aż tak wielki wpływ na realne postępowanie zwykłego człowieka. Dziennikarka bardzo szybko zmienia zdanie, kiedy jej osobista córka Vi, prezentuje jej nową aplikację Freeme, mającą na celu wykreowanie najbardziej optymalnych "parametrów" osobowości danego użytkownika.

Cynthia początkowo oszołomiona ogromem informacji technologiczno - informacyjnych, na które wydaje się być "za stara", zaczyna rozumieć, że sytuacja, którą przyszło jej zbadać to nie jest wymysł
vlogera, tylko realne zagrożenie, którego skrajna konsekwencją może być zaburzenie istniejącego porządku świata. 

Do tego, kiedy prawdziwe, nie wirtualne, niebezpieczeństwo dotyka bezpośrednio jednego z przyjaciół Vi, Cynthia uświadamia sobie, że sprawa nie jest tylko hipotetyczna, ale jak najbardziej rzeczywista i może wpłynąć na zdrowie i życie jej córki, a także jej samej.

Powieść "Zero" z założenia jest sensacją, ale ja nazwałabym ja nawet thrillerem, głównie ze względu na momenty mocno trzymające czytelnika w napięciu. Historia boleśnie uświadamia też pewne prawdy, związane z aktywnością w sieci, w tak dosadny sposób, że po lekturze będziecie mieli ochotę usunąć swoje konta w mediach społecznościowych, bądź zrobić sobie od nich dłuższą przerwę.

Sardegna

"Dom nie z tej ziemi" Małgorzata Strękowska - Zaremba


posted by Sardegna on , , , , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  Liczba stron: 240
Moja ocena : 6/6

Raz na jakiś czas trafia mi się książka, która zwala mnie swoją treścią z nóg, burzy spokój i powoduje, że przez długi czas nie mogę o niej zapomnieć. Taki szok przeżyłam właśnie w czasie tegorocznych wakacjach, kiedy sięgnęłam po "Dom nie z tej ziemi", trochę niepozorną opowieść dla dzieci, autorstwa pani Małgorzaty Strękowskiej - Zaręby. Książka wydana przez Naszą Księgarnię (za co kolejny raz biję ukłony w stronę wydawnictwa, że skierowało swa uwagę na tak genialny tytuł) zachwyca charakterystycznymi ilustracjami Daniela de Latour oraz skromnością i minimalizmem w wyrażanej treści.

Nie dajcie się jednak zwieść pozorom! Ta książka to burza emocjonalna, którą będę nieustannie polecać wychowawcom , nauczycielom, bibliotekarzom, ale przede wszystkim rodzicom. Nic tak bowiem nie działa na dorosłych czytelników, jak wizja świata widziana oczami dziecka.

"Dom nie z tej ziemi" jest niepokojący, dramatyczny i bardzo emocjonalny, a wszystko przez to, że pod przykrywką niewinnej historyjki o nieco zwariowanej dziewczynce, obserwującej pewien dom, kryje się opowieść o czymś zupełnie innym. Czymś bardzo ważnym, niezwykle trudnym, ale często pomijanym w literaturze.

Marysię poznajemy, kiedy ukrywa się w krzakach i obserwuje dom po drugiej stronie ulicy. W swej dziwnej "zabawie" zostaje odkryta przez chłopca z sąsiedztwa, Daniela, który początkowo naśmiewa się z dziewczynki, potem zastanawia, co też naprawdę ona robi i kogo śledzi, aż w końcu przyłącza się do tej niezwykłej obserwacji. Chłopak trochę sceptycznie patrzy na wyczyny Marysi, pozornie zwyczajny dom z żółtymi ścianami oraz na jego przeciętnych mieszkańców. Na próżno doszukuje się niezwykłości w tej całej sytuacji, jednak dziewczynka jest nieugięta w swojej opinii. Zna od dawno tajemnicę domu, wie o nim wszystko, bo jej śledztwo trwa już nieprzerwanie kilka lat. 

Co tak naprawdę skrywa domostwo? Czy dzieciom grozi realne niebezpieczeństwo, czy to tylko wyobraźnia dziewczynki płata jej figle? Marysia nie od razu wyjawi koledze wszystkie zgromadzone przez lata informacje. Daniel będzie musiał sam dostrzec, że jest to dom "nie z tej ziemi" i stanąć z nim w szranki, bowiem budynek nie będzie chciał oddać swej tajemnicy bez walki.

I rzeczywiście, z czasem dom zaczyna ujawniać swoje prawdziwe oblicze, budząc jeszcze większe przerażenie w dzieciach. Tylko, o ile dla Marysi to nie jest żadna nowość, Daniel przeżyje prawdziwy szok.

Uwierzcie mi, lektura jest bardzo niepokojąca, niemalże drastyczna, mimo pozornie zwyczajnej fabuły i minimalizmu w przekazie. Całość opiera się praktycznie na balansowaniu między wyobraźnią dzieci a realistycznymi opisami. Kiedy czytelnik, zwłaszcza ten dorosły, zaczyna rozumieć istotę tej historii i odkrywa prawdziwą tajemnicę, ta świadomość zwala z nóg. Bo sekret domu "nie z tej ziemi" rozwala emocjonalnie, zostawia odbiorcę w osłupieniu i zdziwieniu, że Autorka znalazła taki, a nie inny sposób na pokazanie problemu.

Nie zdradzę, o co chodzi w tej książce, nie powiem też, jak kończy się ta historia. Napiszę tylko, że powinna to być obowiązkowa lektura dla każdego rodzica. Serdecznie polecam! 
Sardegna