"Nowe przygody skarpetek" Justyna Bednarek


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments

 
Wydawnictwo: Poradnia K
Liczba stron: 165
Moja ocena : 6/6

Dokładnie rok temu, bo 7.04.17 pisałam o świetnej książce dla dzieci "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" autorstwa pani Justyny Bednarek, z ilustracjami Daniela de Latour, a dziś przychodzę do Was z drugim tomem perypetii tych nietypowych bohaterów. Proszę państwa, oto "Nowe przygody skarpetek (jeszcze bardziej niesamowite)". Czujecie się zachęceni i podekscytowanie? Jeśli tak, to bardzo dobrze. Jeśli nie, czytajcie dalej!

Skarpetki, jako bohaterowie książki dla dzieci? Czego to już ludzie nie wymyślą, przecież taki przedmiot, jak skarpeta nie może zafascynować dzieci na tyle, żeby zechciały przeczytać książkę na jej temat. Autorka, pani Justyna Bednarek udowadnia jednak (i to drugi już raz), że oczywiście jest to możliwe. Powiem więcej! Taka opowieść ze skarpetami w roli głównej okazuje się być hitem, dzieci szaleją na ich punkcie, a emocji, które wywołują ich przygody, nie da się porównać z niczym innym. Dziwne? Nie sądzę. To tylko my dorośli mamy ograniczone pole widzenia, co do fabuły książek dla dzieci. Jak widać, przygody skarpet mogą zaciekawić młodych o wiele więcej, niż tradycyjne historyjki o zwierzętach, czy przygodach ich rówieśników. 

Popularność skarpetek wśród małych czytelników była tak wielka, że kiedy tylko w bibliotece pojawił się tom 2, książka stała się tak rozchwytywana, że praktycznie niedostępna. Dopiero w czasie ferii udało nam się doczekać swojej kolejki.

Żałuję tylko jednego, że tą książkę czyta się tak szybko! Lektura jest niesamowicie przyjemna, jednak składa się "tylko" z 13 rozdziałów, których przeczytanie starcza na góra 4 wieczory (no chyba, że w skrajności będziemy czytać po jednym rozdziale dziennie, ale nie polecam, bo to zabieranie sobie przyjemności, zanim ona się na dobre zacznie!). Cały pomysł na tą opowieść jest genialny w swej prostocie. Co się dzieje ze skarpetami, które ciągle gubią nam się w praniu? Odpowiedź jest prosta: znikają w dziurze w podłodze pod pralką i udają się na przeżycie przygody swego życia. Niby nic nadzwyczajnego, jednak jeśli skarpety mogą realizować swoje marzenia i zmieniać swoje nudne życie, to ludziom powinno być tylko łatwiej!

Każda z 13 skarpetowych bohaterek "Nowych przygód..." zmienia diametralnie swoje życie. Dzięki temu zyskuje przyjaciół, znajduje pracę marzeń, zaczyna podróżować, odkrywa siebie na nowo, a nawet znajduje miłość. I tak na przykład skarpetka malinowa leci w kosmos, prawa skarpeta niebieska zostaje muzą słynnej pisarki, różowa skarpetka lewa pociesza psa, żółta prawa zostaje, uwaga - serowarem, prawa granatowa skarpetka pomaga pewnemu wynalazcy w jego pracy, inna odważna skarpeta bordowa ratuje z pożaru chomika, lewa skarpetka w palmy pomaga zmienić życie górnika Henryka. Jedna skarpetka znajduje miłość, inna zostaje duchem, jeszcze inna Czerwonym, a raczej Zielonym Kapturkiem, jedna ucieka przed nudą, a druga, czerwona skarpeta frotte, zostaje pomocnikiem św Mikołaja.


Brzmi interesująco, nieprawdaż? A jeśli do tego dodam, że każda opowieść o skarpetkach wzbogacona jest pięknymi, charakterystycznymi ilustracjami Daniela de Latour, to gwarantuję Wam, że lektura "Nowych przygód skarpetek (jeszcze bardziej niesamowitych)", będzie naprawdę wyjątkowa. Serdecznie polecam!.

Sardegna

"Najfutbolniejsi" - seria książek autorstwa Roberto Santiago


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

W czasie wakacji znalazłam w bibliotece genialną serię książkową dla dzieci. Właściwie to mój Siedmiolatek na nią trafił zupełnym przypadkiem, kiedy wybrał sobie z półki książkę "o piłkarzach". Jak wiadomo, ten temat teraz jest najbardziej na topie, więc i książka musiała być utrzymana w tej tematyce. Podeszłam do niej nieco sceptycznie, bo druk mały i tekstu sporo, więc nie było szans, żeby Młody ogarnął ją samodzielnie. Wieczorem więc, na próbę przeczytałam kawałek i ... przepadliśmy!

Historia Najfutbolniejszych składa się docelowo z 8 tomów. Można czytać je niezależnie, co też zrobiliśmy (bo w naszej MBP części nie były dostępne po kolei), jednak lepiej chyba znać tą opowieść od samego początku. Poszczególne tytuły prezentują się następująco:

1. "Najfutbolniejsi. Tajemnica śpiących sędziów"
2. "Najfutbolniejsi. Tajemnica siedmiu goli samobójczych"
3. "Najfutbolniejsi. Tajemnica nieziemskiego bramkarza"
4. "Najfutbolniejsi. Tajemnica sokolego oka"
5. "Najfutbolniejsi. Tajemnica kradzieży niemożliwej"
6. "Najfutbolniejsi. Tajemnica nawiedzonego zamku"
7. "Najfutbolniejsi. Tajemnica niewidzialnego karnego"
8. "Najfutbolniejsi. Tajemnica cyrku ognia"


Zaczęliśmy od tomu 4, a potem nie było już istotne, jakie części są dostępne, ważne by były jakiekolwiek! Przeczytaliśmy więc tom 6, potem 7, w końcu 5 i 3. Przed nami jeszcze 1,2 i najnowszy 8. Tak, jak napisałam, można czytać je niezależnie, bo tytułowa tajemnica w każdej części jest inna, jednak historia bohaterów, jedenastki przyjaciół grających w szkolnej drużynie piłkarskiej FC Soto Alto toczy się chronologicznie. Czytając więc na wyrywki trzeba sobie wiele dopowiedzieć. Co oczywiście nie jest niemożliwe.

Najfutbolniejsi to nazwa tajnego paktu, który został zawarty przez przyjaciół z drużyny piłkarskiej FC Soto Alto. Jedenastka dzieciaków, na co dzień chodzących do jednej szkoły w małym hiszpańskim miasteczku Sewilce, wspólnie gra w piłkę w szkolnej drużynie. FC Soto Alto. Nie należy może do najlepszych piłkarskich zespołów, często zdarza się im przegrywać ważne mecze, być na ostatnim miejscu w lidze, chybić pewne strzały na bramkę, ale nie to jest przecież w piłce najważniejsze. Dzieciaki trenują, biorą udział w zawodach i walce o dobre miejsce w tabeli, ale przede wszystkim świetnie się bawią i przyjaźnią na dobre i na złe. 

W skład Najfutbolniejszych wchodzą: Łamaga, Helenka, Tomaszek, Ósemeczka, Antek, Maruda, Anita, Merlin i bramkarz Camunas, zwany Ucholem.  Pasja do gry w piłkę, entuzjazm i współpraca to jest to, co ich wyróżnia wśród innych, dziecięcych drużyn piłkarskich. Nie jest dla nich problemem walczyć o wygraną do ostatniej minuty meczu, czy zdobywać decydujące gole w dogrywce, a w mobilizacji piłkarskiej wspierają ich trenerzy Alicja i Filip.

Jeśli chodzi o już o same książki, to "Najfutbolniejsi" nie są tylko historyjkami o grze w piłkę nożną, taktyce i rozgrywanych meczach. Faktycznie w każdym tomie pewna część fabuły tego dotyczy, ale dodatkowo jest też pewna tajemnica do odkrycia. 

I mogę potwierdzić, że opowieści te są tak wciągające dla dzieciaków (o dorosłych też), że czytanie kolejnych tomów tej serii to sama przyjemność! 

Jeśli chodzi o części, które czytaliśmy w czasie wakacji, to prezentują się następująco:

"Tajemnica nieziemskiego bramkarza" - tom3
 
Wydawnictwo:  Finebooks
Liczba stron: 312
 Moja ocena : 6/6


W tym tomie, oprócz 11 głównych bohaterów istotna jest też postać Deng Yuna, czyli nowego kolegi, który przyjechał do Sewilki z rodzicami aż z Chin. Jest on doskonałym bramkarzem, a w związku z tym, że w drużynie FC Soto Alto szykują się roszady w składzie, zgłasza się on na rekrutację, jako nowy zawodnik. Jak można się domyśleć, nie spotka się to z zadowoleniem starych członków zespołu, tym bardziej, że Yun ma jakąś tajemnicę, związaną z posiadaniem ... nadprzyrodzonych zdolności!


"Tajemnica sokolego oka" - tom 4
 
Wydawnictwo:  Finebooks
Liczba stron: 280
 Moja ocena : 6/6

Historia opisana w tej tej części, związana jest z pewnymi anonimowymi hasłami, które ktoś wypisuje nocą na budynkach w miasteczku. Napisy te odkrywają najskrytsze sekrety mieszkańców Sewilki, a także niektórych członków drużyny FC Soto Alto. Cała ta sytuacja burzy spokój Najfutbolniejszych, a do tego dzieciaki mają zagrać super ważny mecz pod czujnym spojrzeniem sokolego oka, czyli urządzenia rejestrującego przebieg rozgrywki. Ta nowinka technologiczna w prawdzie bardzo ich stresuje, ale może okazać się szansą na rozwiązanie zagadek tajemniczych napisów.

 "Tajemnica kradzieży niemożliwej" - tom 5
 
Wydawnictwo:  Finebooks
Liczba stron: 340
 Moja ocena : 5/6

Do Sewilki przyjeżdża międzynarodowa wystawa „Skarby starożytnego Egiptu”, która wzbudza ciekawość mieszkańców miasta, dzieciaki z drużyny FC Soto Alto mają jednak inne priorytety, bo ich zespołowi grozi likwidacja. Wszystko przez ostatnie przegrane w decydujących meczach, a także problemy finansowe i brak sponsorów. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy w dzień otwarcia wystawy ginie najznamienitszy przedmiot ekspozycji. Ktoś dokonał zuchwałej i pozornie niemożliwej kradzieży w samym środku zwiedzania. Najfutbolniejsi przeprowadzają więc swoje prywatne śledztwo w tej sprawie.

"Tajemnica nawiedzonego zamku" - tom 6
 
Wydawnictwo:  Finebooks
Liczba stron: 320
 Moja ocena : 6/6

Najfutbolniejsi dostają propozycję wyjazdu do Szkocji, żeby wziąć udział w turnieju Sześciu Klanów. Wraz z drużyną jedzie ich nowy trener, Szkot z krwi i kości oraz jego córka Greta. Jako że turniej składa się z niezwykle trudnych zadań, zupełnie nie związanych z piłka nożną, FC Soto Alto ma twardy orzech do zgryzienia, żeby nie odpaść w nim w przedbiegach.  Do tego w zamku McLeodów, gospodarzy spotkania, dzieją się dziwne rzeczy. Po korytarzach krąży jakiś duch, ktoś podkłada zawodnikom przerażające symbole śmierci, nie wiadomo, bać się, czy szukać rozwiązania. Na szczęście dzieciaki potrafią odnaleźć się w przeróżnych sytuacjach, więc i szkocki duch jest im nie straszny.

"Tajemnica niewidzialnego karnego" - tom 7
 
Wydawnictwo: Finebooks
Liczba stron: 336
 Moja ocena : 6/6

Jedenastka próbuje odkryć, co stało się z liniami bocznymi i polem karnym, które w jakiś tajemniczy sposób zniknęły. Ma to związek z zaginięciem Pompillu Radulescu, panem woźnym, który od zawsze zajmował się takimi sprawami. Najfutbolniejsi próbują dociec, co stało się z mężczyzną, uważanym za niegroźnego dziwaka, wbrew opinii dorosłych, którzy twierdzą, że wyjechał on po prostu w swe rodzinne strony. 

W każdym tomie tajemnica jest istotnym elementem fabuły, podobnie, jak piłka nożna. Bohaterowie w kluczowych momentach fabuły grają ważne mecze, zmagają się ze słabościami, walczą o zwycięstwo, nie poddają się bez walki i stosują zasady Fair Play. Współpraca i uczciwość to najważniejsze wartości dla drużyny Najfutbolniejszych, sympatycznych dzieciaków, różniących się charakterem i temperamentem, ale będących prawdziwymi przyjaciółmi na dobre i na złe. 

Seria ta wzbudza wielkie emocje w małych czytelnikach. Moje dzieci oszalały na jej punkcie, a każde moje czytanie kończyło się hasłem: "Jeszcze jeden rozdział! Prosimy! Nie możesz nam tego zrobić i przerwać teraz w najciekawszym momencie!" I to jest super uczucie! Zwłaszcza kiedy widzę ten entuzjazm w oczach Siedmiolatka, który do tej pory był raczej średnio zainteresowany wieczornymi czytaniem (wyjątkiem są "Tarapaty") i przyjmował je z umiarkowanym entuzjazmem. Wiem, że mój Syn uwielbia tą serię i za każdym razem w bibliotece wypytuje panią o najnowsze tomy.

Docelowo "Najfutbolniejsi" przeznaczeni są dla dzieci w wieku 7-12 lat i zgadzam się z tą kategorią. Największą frajdę sprawią oczywiście miłośnikom piłki nożnej, ale na przykładzie mojej Dziewięciolatki widać, że dzieci niekoniecznie pasjonujące się tym sportem, również mogą zaciekawić się tą lekturą. Bardzo polecam!

Sardegna

"To nie może być prawda" Hanna Dikta


posted by Sardegna on , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Zysk i S - ka
Liczba stron: 272
Moja ocena : 5/6

To moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Hanny Dikty, Autorki pochodzącej z naszych rodzimych śląskich stron, ale nadzwyczaj bardzo udane. Aż żałuję, że nie skusiłam się na poprzednią książkę pisarki "We troje", która owego czasu była dość głośno promowana na blogach, bo jeżeli powyższa opowieść zrobiła na mnie tak pozytywne wrażenie i wciągnęła na tyle, że przeczytałam ją w dwie godziny, poświęcając wszystko inne na jej rzecz, to zakładam, że z poprzednią książką byłoby podobnie. 

Lubię takie historie, które wciągają czytelnika bez reszty, nawet jeśli poruszają dość trudną tematykę i są nieco bardziej wymagającymi lekturami, niż typowe czytadła. Powyższa książka taka właśnie jest: wciągająca bez reszty, choć nie stroni od pokazania konkretnych problemów w związku i konsekwencji, jakie wynikną z jednej, spontanicznej i nieprzemyślanej decyzji.

Małgorzata jest zadowoloną z życia kobietą, kocha z wzajemnością swojego męża, a jej codziennie, poukładane życie rozdzielone jest pomiędzy czas spędzony z ukochanym, pracę w liceum, której to bohaterka poświęca się z prawdziwą pasją, oraz drobne przyjemności. Jedyną zadrą, jaka przeszkadza Małgorzacie w jej idealnym życiu jest brak dziecka, ale po latach bezskutecznych starań małżonkowie dojrzewają do myśli o adopcji, godzą się z tą decyzją i autentycznie z niej cieszą. Małgorzata ma też przyjaciółkę, z którą jest bardzo blisko praktycznie od czasów dzieciństwa. Mimo że kobiety diametralnie się różnią, a Anna walczy ze swoimi demonami, czyli świadomością bycia dzieckiem alkoholika, znęcającego się nad swoją rodziną, ich relacja kwitnie i jest prawdziwie trwała.

Życie Małgorzaty toczy się utartym rytmem, aż do czasu, kiedy to od starych znajomych ze studiów,  otrzymuje wiadomość, że ich dawny, ulubiony wykładowca umiera na raka. Małgorzata wraz z paczką dawnych przyjaciół postanawia odwiedzić Jareckiego i pożegnać się z nim. Nikt z jej znajomych nie zdaje sobie jednak sprawy, że to spotkanie dla kobiety będzie wielkim powrotem do przeszłości. Krzysztof był bowiem jej pierwszą miłością, po rozstaniu z którym Małgorzata długo leczyła złamane serce. Spotkanie po latach z tym ważnym dla niej mężczyzną okaże się punktem zwrotnym. Profesor zdradzi bowiem Małgorzacie swój największy sekret. Tajemnicę, którą ukrywał od lat, i która wpłynęła na jego dalsze losy zawodowe i prywatne. 

Po rozmowie z dawnym kochankiem nic już dla Małgorzaty nie będzie takie samo. Świat się skończy, a poukładane życie legnie w gruzach. Czy przeszłość może zmienić przyszłość? Małgorzata tego właśnie będzie musiała się dowiedzieć.

Bardzo podobała mi się ta powieść, co zresztą widać po wysokiej ocenie, zarówno jeśli chodzi o sam pomysł na fabułę, kreacje głównej bohaterki, jak i zakończenie. Mam jednak mały zarzut. Autorka strasznie rozbudowuje niektóre fragmenty swojej historii, co moim zdaniem jest zupełnie niepotrzebne. Opisy zwyczajów, codziennych czynności, a także sytuacja życiowa postaci drugo i trzecioplanowych, które nie wnoszą nic do całej opowieści jest po prostu zbędne. Co innego, jeżeli opisy sytuacyjne do czegoś prowadzą, jednak w tej książce wiele z nich nie wnosi niczego nowego do całej historii. Na przykład charakterystyka Alicji, koleżanki z pracy Małgorzaty, o której dowiadujemy się naprawdę sporo na samym początku książki, sugeruje, jakoby to ona miała być główną postacią powieści, albo przynajmniej jej wątek zostanie rozbudowany w dalszej części. Kiedy nic takiego nie następuje, a Alicja jest tylko małym epizodem, czytelnik zaczyna czuć się oszukany. I takie sytuacje niestety powtarzają się kilkakrotnie.

Na szczęście, Autorka potrafi na tyle zaciekawić odbiorcę swoją historią, że rozwlekłe opisy nie przeszkadzają, ani nie denerwują jakoś specjalnie. Człowiek skupia się na głównych wydarzeniach, czyta szybko, żeby poznać finał tej historii, nawet jeśli po drodze natrafia na pewne niedociągnięcia. 

"To nie może być prawda" to bardzo emocjonująca książka, którą czyta się bardzo szybko, i choć gdzieś już spotkałam się z podobnym motywem w powieści obyczajowej, uważam że i tak pomysł na fabułę jest trafiony. Takie życiowe opowieści pokazujące, do czego może doprowadzić zawahanie, mały błąd, chęć odmiany czy oderwanie się od codzienności, zawsze są w cenie. Poza tym uświadamiają one jedną, starą prawdę, że postawienie na szali chwilowego szaleństwa, ze zgodnym małżeństwem i szczerym uczuciem, nigdy nie jest tego warte. 

Na pewno rozejrzę się za poprzednim książkami pani Hanny Dikty i z chęcią sprawdzę na własnej skórze, jakie jeszcze kwestie moralne porusza w swoich powieściach.

Sardegna

"Hej, Jędrek! Szukasz guza?" Rafał Skarżcki, Tomasz Lew Leśniak


posted by Sardegna on , , , ,

No comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 223
Moja ocena : 5/6

Nieraz wspominałam, opisując historie dla dzieci typu "Dziennik Cwaniaczka" czy "Domek na drzewie",  czyli mieszanki typowej książki z komiksem, że mają one w sobie coś takiego, co niesamowicie przyciąga młodych czytelników. Dzieciaki bardzo lubią (moja Córka jest tego idealnym przykładem),  kiedy tekst poprzedzielany jest ilustracjami, czy rycinami. Taka książka, choć pełnowymiarowa, przypomina trochę komiks, czyta się ją zdecydowanie lepiej, niż taką z jednolitym tekstem, poza tym liczne obrazki, nawet takie czarno - białe, zawsze są dla nich miłym urozmaiceniem lektury. A mamy w końcu zachęcać dzieci do czytania, no nie?

Na rynku wydawniczym namnożyło się pełno takich ni to książek, ni to komiksów. Oprócz wyżej wspomnianego "Dziennika Cwaniaczka", czy serii "Domków na drzewie", jest jeszcze cała masa "Tomków Łebskich", "Dzienników Nikki", książek z serii "Ale wtopa!", czy "Pamiętników Zuzy - Łobuzy". Znam je prawie wszystkie, bo moja Dziewięciolatka namiętnie wyszukuje je w bibliotece. ktoś może powiedzieć, że nie są to pełnowartościowe książki, ale ja mu wtedy odpowiem, że jeśli dziecku sprawia przyjemność taka, a nie inna lektura, to dlaczego mamy mu tego zabraniać? 

Przygody Jędrka są bardzo dynamiczne. Dzieje się tam naprawdę sporo, bo i Jędrek nie jest jakimś spokojnym dzieckiem, tylko szalonym dziesięciolatkiem, który pragnie pomóc wszystkim wokół. Oczywiście dobre chęci nie wystarczą i wychodzi, jak zwykle, ale czy to ważne? Chłopak chce być pomocny, a że do tego jest pomysłowy i ma naprawdę niesamowite pomysły, rezultatem tego jest niezła jazda! Ale od początku, bo się trochę zagalopowałam! 

Jędrek ma dziesięć lat, starszą siostrę Anię, którą pieszczotliwie nazywa Wyjcem, mamę policjantkę i tatę, najlepszego mechanika samochodowego w mieście. Ma też przyjaciół: Grubego, Witka i Karolę. A że jest naprawdę dobrym kumplem, synem i bratem, postanawia porzucić swoje mało ważne obowiązki, takie jak odrabianie lekcji, sprzątanie pokoju, czy wychodzenie z psem, na rzecz rozwiązywania prawdziwych problemów. Ustala więc pewne priorytety i bierze się do roboty.

Co musi zrobić? Przede wszystkim opracować plan odchudzania (dla zdrowia oczywiście!) swojego pulchnego kolegi, później pomóc przygotować się do olimpiady Karolinie (to nic, że kompletnie nie zna się na temacie konkursu), kolejno poćwiczyć z Witkiem do turnieju szachowego (chociaż nie ma pojęcia o szachach), rozwiązać miłosne problemy Anki (bez komentarza) i w końcu pomóc mamie złapać groźną szajkę przestępczą. Sami widzicie, na co się zapowiada w tej historii! 

Bohater dwoi się i troi, żeby sprostać wszystkim zadaniom, jakich się podjął. Będzie śmiesznie, czasami niebezpiecznie, zwłaszcza podczas akcji schwytania przestępców, ale przede wszystkim będzie wciągająco. Dzieci nie będą umiały się oderwać od przygód Jędrka, dla przykładu, mojej Córce lektura starczyła tylko na jeden wieczór.  

Seria książek z Jędrkiem w roli głównej, składa się z pięciu tomów: "Hej, Jędrek! Przepraszam, czy tu borują?", "Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?" "Hej, Jędrek! Kto tu rządzi?" "Hej, Jędrek! Masz cykora?", oraz powyższy "Hej, Jędrek! Szukasz guza?". Moja Córka przeczytała cały komplet, wypożyczony w prawdzie z biblioteki, ale bardzo chciała mieć tą serię na własność. Na razie stanęło na jednym tomie, ale może uda się jeszcze skompletować całość.

Przygody bohatera przypominają nieco historię Cwaniaczka, z tym, że ten pierwszy ma dziesięć lat, więc i jego perypetie są bardziej "dziecinne", niż te, które przydarzają się jego starszemu koledze, który jest, było nie było, w końcu gimnazjalistą. Dlatego jeśli Wasze dzieci będące w przedziale wiekowym 8-10 lat, chcą czytać Cwaniaczka, a Wy nie jesteście pewni, czy to nie za wcześnie, można podsunąć im Jędrka, z gwarancją, że treść będzie bardziej dopasowana do ich wieku, a fabuła i forma książki, równie interesująca.

Sardegna

"Grobowa cisza" Arnaldur Indriðason


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 9 godzin 38 minuty
Moja ocena : 5/6
lektor: Andrzej Ferenc

To nie jest moje pierwsze spotkanie z Arnaldurem Indriðasonem. To nie jest nawet pierwszy audiobook tego islandzkiego Autora, jaki miałam okazję poznać. W 2013 udało mi się bowiem przesłuchać "Głos", czyli powieść rozgrywającą się tuż po zakończeniu "Grobowej ciszy". Oczywiście wtedy tego jeszcze nie wiedziałam i potraktowałam "Głos", jako zupełnie odrębną, indywidualną historię. Dopiero teraz mam jasny ogląd sytuacji  i wiem nieco więcej na temat życia osobistego głównych bohaterów. Aktualnie mogę też porównać obie książki i ponownie potwierdzić fakt, że zdecydowanie lepiej sprawdza się czytanie serii po kolei. Tego się chyba nigdy nie nauczę...

Wracając jeszcze do "Głosu", okazał się on bardzo mroczną opowieścią, natomiast "Grobowa cisza" zrobiła na mnie już zupełnie inne wrażenie. Nie jest to typowy kryminał, bowiem sprawa zabójstwa dotyczy zbrodni dokonanej przez 60 laty, motyw jest już nieco przedawniony, nie ma więc pośpiechu w rozwiązaniu tej zagadki ani nacisków opinii publicznej, żeby złapać zabójcę. Przez to cała ta historia jest raczej powieścią obyczajową z wątkiem kryminalnym, niż typowym kryminałem. Jednak to co otrzymujemy ma bardzo mocny wydźwięk, książka porusza naprawdę trudny temat i robi momentami większe wrażenie na czytelniku, niż jakakolwiek inna, krwawa historia. 

Zaczynając jednak od samego początku, islandzcy detektywi: komisarz Erlendur Sweinsson, Elingborn i Sugurdur Oli zostają wezwani pod Reykjawik, na plac budowy, gdzie powstaje właśnie nowe osiedle. Na wzgórzu odkopano bowiem szkielet nieznanej ofiary, która mogła przeleżeć w ziemi ponad 60 lat. Jako że wokół miejsca zdarzenia nie ma żadnych starszych domostw, trudno więc natrafić na jakiś ślad w tej sprawie. Do tego kim mogłaby być ofiara, i z czym prawdopodobnie wiąże się jej historia, naprowadzają policjantów krzewy porzeczek, posadzone niedaleko grobu, które nie mogły być samosiejkami. W trakcie dochodzenia, docierają oni także do faktu, że na wzgórzu jeszcze przed wojną, stało niewielkie gospodarstwo, którego właścicielem był mężczyzna, a jego narzeczona w tajemniczy sposób zniknęła. Czy szkielet ma coś wspólnego z tym zaginięciem sprzed lat? 

Jest to jednak dopiero początek góry lodowej, bowiem komisarz Erlendur dociera do informacji, że w okolicy wzgórza w czasie wojny stacjonowała amerykańska jednostka wojskowa. Szkielet mógłby należeć zatem do kogoś z żołnierzy. Dodatkowo, gospodarstwo było wynajmowane przez rodzinę z trójką dzieci, związaną w jakiś sposób z bazą wojskową. Istniało też podejrzenie, że ojciec znęca się psychicznie i fizycznie nad swoją rodziną.

Potencjalnych ofiar, do których mogłyby należeć odnalezione kości, z dnia na dzień robi się coraz więcej. Erlendur z pomocą Elingborn i Sugurdura Oli'ego, próbuje rozwikłać tajemniczą śmierć z lat 40 - tych minionego wieku, jednak nie jest to takie proste w momencie, kiedy sam zmaga się z problemami osobistymi, przysłaniającymi mu pracę.

Erlendur  nie potrafi pomóc swojej córce narkomance, która zapadła w śpiączkę po przedawkowaniu. Nie umie też poradzić sobie z porażką pedagogiczną wobec własnych dzieci i wyrzutami sumienia po opuszczeniu rodziny. Ten wątek zostanie rozwinięty jeszcze bardziej w  "Głosie" i nie ukrywam, że przeczytanie o początkach tej historii znacznie bardziej rozjaśniło mi w głowie. Również Sugurdur Oli boryka się z nieciekawą sytuacją w domu. Rozwiązanie jego problemów wytłumaczy też fakt, że ten bohater jest nieobecny w "Głosie". Jak zatem w takich okolicznościach policjantom przyjdzie skupić się nad zagadkową śmiercią sprzed lat? 

Akcja w "Grobowej ciszy" toczy się dwu, a nawet trzy torowo. Wydarzenia współczesne, widziane oczyma Erlendura i Sugurdura Oli'ego, przeplatają się ze wspomnieniami rodziny mieszkającej kiedyś na wzgórzu. I to ta historia będzie najbardziej wstrząsająca dla czytelnika, przesłoni nawet chęć odkrycia tożsamości ofiary. 

"Grobowa cisza" to mocna powieść, choć nie mówię tutaj o kategorii kryminalnej. Być może nie przemówi do wszystkich jednakowo, może też nie spełnić oczekiwać czytelników nastawiających się na typowy, wartki kryminał. Według mnie, jest jednak o niebo lepsza, niż często przytaczany przeze mnie "Głos". Stąd też, jeżeli macie szansę sięgnąć po jedną z dwóch przeczytanych przeze mnie powieści Arnaldura Indriðasona, bez wahania sięgające po tę powyższą.

Sardegna

"Zula w szkole czarownic" Natasza Socha


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 206
Moja ocena : 5/6


"Zula w szkole czarownic" to drugi tom przygód małej bohaterki, stworzonej przez Nataszę Sochę, autorkę powieści obyczajowych dla dorosłych, która dała się już poznać, jako pisarka również dla najmłodszych. Pierwszą część tej historii, w której mieliśmy okazję poznać Zulę, jej przyjaciół, dowiedzieć się czegoś o jej rodzinie, pochodzeniu i magicznym dziedzictwie, opisałam w TYM poście. Powyższa książka jest drugą w serii i opowiada o spotkaniu dziewczynki ze swoją babcią, Wielką Czarownicą Lillianną, a także przygodach w szkole czarownic, do której Zula została zaproszona. Tom trzeci, czyli "Zula i magiczne obrazy" będzie miała premierę już niedługo, bo w tym miesiącu, w wydawnictwie Nasza Księgarnia, i z tego co się zorientowałam, historia przedstawi przygodę, jaką przeżyje mała czarodziejka w domu pewnego karła - twórcy magicznych obrazów.

Zula nadal mieszka u swoich ciotek czarownic, Heli i Meli, spędza czas ze swoimi przyjaciółmi Kajtkiem i Maksem oraz zwierzątkami, kameleonem Filipem i kotem Pazurem. Dziewczynka świetnie bawi się w szkole i poza nią, czasami wykorzystuje swoje magiczne moce, żeby wyczarować smaczny przysmak, albo utrzeć nosa niemiłej koleżance. Zula dobrze czuje się w swojej roli, postanawia więc przekazać nieświadomym do tej pory, rodzicom informację o tym, że poznała już swoje moce, a oni muszą pogodzić się z tym faktem, że ich córka jest czarownicą i chce rozwijać swe umiejętności. Ciotki decydują się też w końcu na zapoznanie Zuli z Największą Czarownicą, czyli jej babcią Lillianną, uczącą w magicznej szkole czarownic. Dziewięciolatka zostaje wysłana więc do tego niezwykłego miejsca, aby nauczyć się nowych rzeczy i poznać smak bycia czarownicą przez cały dzień. Wyrusza w inną czasoprzestrzeń, gdzie tydzień w magicznej szkole jest jednym dniem w zwykłym świecie, a tam poznaję swoją pierwszą, prawdziwą dziewczęcą przyjaciółkę, Matyldę.

Małe czarodziejki poznają tajniki zielarstwa, sztuki latania, przesuwania przedmiotów czy znikania. Sytuacja komplikuje się jednak, kiedy nowa koleżanka znika z dnia na dzień. Zula będzie musiała stawić czoło tej sytuacji i odnaleźć przyjaciółkę.

Jeśli spojrzeć na lekturę "Zuli w szkole czarownic" oczami dorosłego czytelnika, to na pewno nasuwa się fakt, że nie bardzo da się czytać drugą część niezależnie od pierwszej. Trzeba się więc zaopatrzyć w "Zulę i porwanie Kropka", zanim podsunie się dzieciom tą sympatyczną książeczkę. Mnie osobiście bardziej też przypadł do gustu tom pierwszy, niż przygody małej bohaterki w szkole czarownic, ale myślę, że to nie jest tak istotne, kiedy mojej Córce lektura sprawia wielką frajdę. Świadczyć może o tym fakt, że zarówno część pierwszą, jak i drugą, przeczytała w jeden wieczór.

Podsumowując, opowiastka o przygodach Zuli jest sympatyczną, pełną humoru przygodową historyjką, która idealnie sprawdzi się, jako historia dla dzieci w wieku 8-10 lat. Na pewno podsunę mojej Córce do przeczytania również tom trzeci, choć powoli nie nadążam za jej czytelniczymi wyborami. Póki co jednak, mogę wybierać dla niej książki, a ona z chęcią po nie sięga. Oby ten stan trwał, jak najdłużej!


Sardegna

"Światło o Poranku" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 352
Moja ocena : 5/6

Lubię czytać kobiece serie obyczajowe, zwłaszcza takie, które mają fajną energię i niosą ze sobą dobre emocje. Seria "Willa pod Kasztanem" Krystyny Mirek taka właśnie jest. To przyjemna lektura, doskonale umilająca czas, co jest wskazane, zwłaszcza kiedy sytuacja codzienna staje się nerwowa. Na miłe książki zawsze powinien znaleźć się czas, stąd też i u mnie w biblioteczce zagościła, na razie dwutomowa historia rodzeństwa Łaniewskich oraz ich sąsiadów, Antka, Bianki i babci Kaliny.

"Światło w Cichą Noc", czyli tom pierwszy serii, utrzymany jest w klimatach zimowych, rozgrywa się w czasie świąt Bożego Narodzenia, o czym dokładnie pisałam TUTAJ. Natomiast kontynuacja, czyli "Światło o Poranku" idealnie wpasowująca się klimatem w aurę panującą za oknem. Akcja powieści dzieje się w czasie przedwiośnia, dość trudnego momentu w roku, kiedy to ludzie dawno już zapomnieli o świątecznej, zimowej atmosferze, ale jeszcze nie poczuli typowo wiosennej aury. Przyroda nie bardzo ma ochotę budzić się do życia, pogoda jest przygnębiająca, a cały ten okres niesie ze sobą gorszy nastrój, mniejszą ochotę do życia i spadek energii i formy.

Tak też czują się bohaterowie tej serii. Magda Łaniewska bezskutecznie próbuje uleczyć złamane serce po nieudanym związku. Mimo iż zdaje sobie sprawę, że jej relacja z Konstantym nie mogła się udać, że zbyt wiele rzeczy ich dzieli, nadal wbrew sobie, czuję coś do swojego byłego szefa. Bracia Magdy, Bartek i Michał walczą ze sobą o uczucie do jednej kobiety. Jest to trudna dla nich sytuacja, z którą nie umieją sobie poradzić, jak bowiem wytłumaczyć ludziom, od lat sobie bliskim, będącym dla siebie oparciem po stracie rodziców, że teraz muszą wystąpić przeciwko sobie. Sytuacja nie wygląda też najlepiej u przyrodniego rodzeństwa, Antka i Bianki. Antek ciągle jest w konflikcie ze swoją matką, która nie potrafi pogodzić się z przeszłością. Mężczyzna chciałby już ruszyć naprzód, ostatecznie wyjaśnić pewne wątpliwości związane z odejściem ojca, ciągle jednak natyka na opór ze strony matki i jej niechęć do wracania do starych spraw. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda u Bianki. Dziewczyna nie umie zagrzać miejsca w Krakowie u babci Kaliny, ale w Warszawie z matką też nie potrafi się dogadać. Tym bardziej, że coraz częściej dochodzi do wniosku, że jej rodzicielka nie poczyniła zbyt wiele starań, aby utrzymać rodzinę w całości i ocalić związek z jej ojcem.  

Młodzi bohaterowie tkwią rozdarci między problemami rodzinnymi, a uczuciowymi. Miotają się bez celu, próbując doczekać wiosny, która być może przyniesie jakieś nowe rozwiązania w ich życiu. Jedyną osobą wydającą się panować nad całą sytuacją i trzymającą w ryzach rodzinę i przyjaciół, jest babcia Kalina. Jednak i jej pozytywne myślenie ma swoje granice. Kiedy docierają do niej niepokojące plotki, ona również traci cały swój optymizm i radość życia.

Oprócz wyżej wymienionych bohaterów, postaciami drugoplanowymi, niemniej jednak istotnymi dla całej fabuły, są rodzice Konstantego, którzy próbują w obliczu kryzysu małżeńskiego ocalić swój związek, a także Luiza, pewna siebie bizneswoman, dążąca po trupach do celu.
 
"Światło o Poranku" do typowa kontynuacja przygód bohaterów z pierwszego tomu. Niby można czytać obie części niezależnie, bo wśród wielu nawiązań i wyjaśnień, czytelnik spokojnie zorientuje się, kto jest kim, to jednak niespecjalnie to polecam. Najfajniej poznawać tą historię po kolei, w całości. Zakończenie tomu drugiego jest w zasadzie zamknięte, można więc sądzić, że na tym skończy się przygody Magdy, Bartka, Michała, Antka, Bianki i babci Kaliny. Uważam jednak, że seria "Willi pod Kasztanem" nie może skończyć się na dwóch tomach, zresztą sama Autorka wspominała, że w okolicach połowy roku może pojawić się tom trzeci. Osobiście chciałabym, żeby Krystyna Mirek podtrzymała tendencję nawiązań do pór roku i uwikłała jeszcze bohaterów w jakieś letnie i jesienne przygody. 

Na zakończenie jeszcze dodam, że "Światło o Poranku" to bardzo przyjemna opowieść o emocjach, relacjach rodzinnych, przyjaźni i poczuciu wspólnoty. Nie nazwałabym tej historii jakąś zaangażowaną społecznie książką, z poważnym wątkiem obyczajowym. Jest to raczej miłe czytadło, które zdecydowanie nadaje się na lekturę w chłodne jeszcze, wiosenne wieczory. Dzięki niej czas oczekiwania na prawdziwą wiosnę, będzie na pewno przyjemniejszy.

Sardegna

VIII konferencja BloSilesia w Katowicach: "Odpowiedzialność, konsekwencja, pasja - marka osobista blogera"


posted by Sardegna on

6 comments

Sobotę 10 marca miałam okazję spędzić bardzo twórczą sobotę. W katowickiej Strefie Centralnej na Placu Sejmu Śląskiego, tuż obok Teatru Korez i Wydziału Filologii Polskiej oraz Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego, miała miejsce VIII konferencja tematyczna BloSilesia, pod hasłem: "Odpowiedzialność, konsekwencja, pasja - marka osobista blogera"


Fundacja BloSilesia, czyli grupa blogerów pochodzących ze Śląska (nie mylić z naszą czytelniczą grupą Śląskich Blogerów Książkowych) działa prężnie, skupia wokół siebie kreatywnych ludzi, którzy mają ochotę robić coś dla innych, integrować blogosferę, tworzyć ciekawe eventy, na których można nie tylko czegoś ciekawego dowiedzieć, ale też poznać interesujących ludzi.

Poczynania tej grupy śledzę od samego początku ich działalności. Kibicuję im bardzo, bo uważam że Śląsk również powinien rozwijać się pod kątem blogosfery (nie tylko książkowej) tak, jak robią to inne rejony Polski. Jako że blogosfera książkowa, która jest mi najbliższa, jest raczej zamkniętą grupą, miło czasem wyjść ze swoim blogiem i swoją twórczością do ludzi piszących o innych rzeczach i zobaczyć, że też mają coś ciekawego do zaoferowania.

Przyglądam się poprzednim siedmiu konferencjom, organizowanym przez BloSilesia od pierwszej edycji. Dwa razy nawet zapisałam się do udziału, ale tuż przed samym spotkaniem musiałam zrezygnować. Chciałam się tam w końcu pojawić, tym bardziej, że tematyka spotkania bardzo mnie zaciekawiła, o swoją markę bowiem trzeba nieustannie dbać, zawsze można starać się coś lepiej zbudować, wypromować, lub w swojej pracy poprawić. Do trzech razy sztuka, i udało się!  

BloSilesia powitała swoich uczestników pakietami powitalnym, które prezentowały się następująco:


Natomiast punktualnie o 11:00 zaczęła się pierwsza z czterech planowanych prelekcji, wygłoszonych przez znanych youtuberów, blogerów, influencerów, którzy osiągnęli naprawdę wielki sukces w tej branży, a teraz dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem z innymi twórcami. 


Pierwszą prelekcję prowadził Piotr Jurkowski z kanału podróżniczego, prowadzonego na YT, Gdzie bądź. Szczerze powiem, wcześniej nie bardzo kojarzyłam ową stronę, ale może dlatego, że nie śledzę niczego innego na YouTube, poza ulubioną muzyką. To nie jest medium, za pomocą którego poznaję nowe vlogi, czy kanały, będące w kręgu moich zainteresowań, w tej kwestii jestem raczej tradycjonalistką i wolę słowo pisane. W każdym razie wystąpienie Piotra pokazało, że jest on naprawdę interesującym człowiekiem, który z pasją i energią opowiada o swoich podróżach i o drodze, jaką przeszedł, od pracy na etacie, do zarabiania na swoim kanale.


Piotr jest bardzo charyzmatyczną osobą, która potrafi przyciągnąć uwagę słuchacza, nawet takiego, który nie kojarzył wcześniej jego programu. Tą prelekcję uważam za wyjątkowo inspirującą, tym  bardziej, że autor przedstawiał jeszcze konkretne przykłady na budowanie swojej społeczności w sieci. 

Drugim prelegentem był Jan Farve z bloga Stay Fly, który mówił o tym, jak postanowił w pewnym momencie prowadzenia swojego bloga wyjść poza jego ramy i napisać książkę oraz samemu ją wydać. Jednak nie chodzi tutaj o żaden poradnik blogera, tylko o pełnowymiarową fabularną powieść, której proces wydawniczy i promocję, Jan sam zaplanował. Jeśli chodzi o kwestie, które mnie zainteresowały najbardziej w tym wystąpieniu oraz zmotywowały do działania, to kwestia systematyczności, wyznaczania sobie ram czasowych na wykonanie zadania oraz dobre rozplanowanie swojej pracy, o czym wyraźnie mówił Jan.


Po drugiej prelekcji nadszedł czas na małą przerwę, podczas której można było wypić sobie pyszną kawę lub herbatę, bądź przekąsić coś serwowanego przez Strefę Centralną. Był to też moment na nawiązywanie nowych znajomości i rozmowy z innymi blogerami i twórcami.

Kolejne wystąpienie zostało przeprowadzone przez Monikę Kamińską, autorkę bloga Black Dresses, kobietę sukcesu, prowadzącą swoją własną, odzieżową firmę. Monikę Kamińską kojarzę z dawnych czasów, kiedy zaczynała jako blogerka modowa, śledziłam później jej drogę do własnej marki, która z internetu przeniosła się do sklepu stacjonarnego. Widać, że Monika wie co robi, a jej praca jest na bardzo wysokim poziomie. Inspirujące jest też to, że działa ona według konkretnego planu, a swój blog owego czasu wykorzystała w jak najlepszy sposób do tego, aby stał się narzędziem do stworzenia czegoś większego. Monika opowiadała też o tym, jak ważna jest spójność marki, wiarygodność w tworzeniu treści na blogu i produktu, który chce się sprzedać.


Ostatni wykład poprowadził Edwin Zasada, twórca bloga Jak zabić grubasa. Jego prelekcja opierała się na omówieniu współpracy i kontaktów blogerów, vlogerów czy influencerów z reklamodawcami, czy innymi zleceniodawcami. Ta część zainteresowała mnie najmniej, bo jednak specyfika mojego bloga nie do końca pasuje do tej tematyki, co oczywiście nie znaczy, że było nudno. Z tego co zauważyłam, Edwin jest człowiekiem konkretnym, profesjonalnym, który wie o czym mówi i dobrze czuje się w prezentowanym temacie.



Po tych czterech wystąpieniach był jeszcze czas na panel dyskusyjny z zaproszonymi gośćmi, oraz czas wolny, przeznaczony na integrację. Ja niestety musiałam już się zbierać, więc na tym zakończył się mój udział w VIII konferencję BloSilesia. 

Bardzo inspirująco spędziłam tą marcową sobotę. Nie będę miała już oporów, aby wybrać się na kolejną edycję spotkania i znaleźć na nią czas. Chociaż nie wszystkie prelekcje odnosiły się bezpośrednio do mnie i mojego bloga, to niektóre treści przemówiły do mnie bardzo dosadnie, a kilka wartościowych spostrzeżeń na pewno postaram się wprowadzić w życie. Czasami wyjście z książkowej blogosfery może zaowocować czymś naprawdę fajnym. Polecam.
Sardegna